Wschodnie strefy czują się dyskryminowane

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 18-04-2007, 00:00

Szefom stref ekonomicznych ze ściany wschodniej marzą się inwestycje z rządowego nadania i granty dla firm. Mało realne.

Odważna propozycje wsparcia najbiedniejszych regionów Polski

Szefom stref ekonomicznych ze ściany wschodniej marzą się inwestycje z rządowego nadania i granty dla firm. Mało realne.

Każdy wie, że na wschodzie Polski infrastruktura jest gorsza, ludzie biedniejsi, a inwestorów brak. To ma się zmienić, m.in. dzięki programowi operacyjnemu Rozwój Polski Wschodniej na lata 2007-13, który ma budżet 2,2 mld EUR. Szefowie pięciu wschodnich stref ekonomicznych chcą wykorzystać historyczną chwilę.

— Granica z Rosją na razie nie jest atutem, bo nie jest granicą otwartą, lecz okopaną. Wschodnia i północna Polska traktowane są po macoszemu. Ani Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ), ani rząd nie kierują na te tereny inwestorów. Lobbujemy, by zaczęły to robić — mówi Adam Puza, prezes Warmińsko-Mazurskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (SSE).

Tylko na wschodzie

Poza jego strefą projekt wspierają tarnobrzeska, mielecka, suwalska i starachowicka.

— Wsparcie powinno być większe na ścianie wschodniej niż zachodniej. W zachodniej części Polski bez względu na nie inwestor przyjdzie, bo infrastruktura jest lepsza — przekonuje Marek Indyk, szef Tarnobrzeskiej SSE.

Już jest pomysł, jak wspierać inwestycje.

— Chcemy zachęcać inwestorów grantem. Mógłby on być przyznawany pod warunkiem wyboru wschodniej Polski. Na razie lobbujemy, ale niewykluczone, że wystosujemy do ministra gospodarki wniosek — twierdzi Grzegorz Mackiewicz, prezes Suwalskiej SSE.

Eksperci sądzą, że pomoc dla ściany wschodniej powinna polegać po prostu na wsparciu przygotowania gruntów i uatrakcyjnieniu oferty.

Nie tędy droga

— Pomysł ożywienia ściany wschodniej jest ze wszech miar słuszny, ale nie sądzę, by poskutkowały metody administracyjne. Niezależnie od tego, czy realne jest, by rząd sugerował jakieś lokalizacje, najwięcej do powiedzenia ma tu inwestor — uważa Marek Cieślak, prezes Łódzkiej SSE.

— Dodatkowe zachęty finansowe dla inwestorów, którzy rozważają zainwestowanie w SSE na wschodzie kraju, wydają się nietrafione. Dlaczego strefy te mają mieć lepszą pozycję niż np. działające w północno-wschodniej Polsce? Tam też są problemy z infrastrukturą, bezrobocie jest wysokie, a wynagrodzenia niskie. Nie widzę podstaw prawnych do takiego nieobiektywnego i niesprawiedliwego rozwiązania — komentuje Tomasz Tatomir, radca prawny z Kancelarii Chałas i Wspólnicy.  

To nie pierwsza inicjatywa pięciu stref ze ściany wschodniej. W sierpniu 2006 r. złożyły one wniosek o unijne fundusze, m.in. na proces identyfikacji terenów czy udziały w konferencjach i targach. Nie wiadomo jeszcze, czy strefom uda się te środki zdobyć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu