Wspinanie po ścianie strachu

Michał Masłowski
26-08-2002, 00:00

Na warszawskiej giełdzie widać pewne oznaki optymizmu. Szczególnie na środowej sesji wystąpił wzrost, jakiego nasz rynek dawno już nie widział. Wygląda na to, że fundusze inwestycyjne uznały etap konsolidacji rynku za bliski końca i postanowiły, wykorzystując atrakcyjne poziomy cenowe, przystąpić do aktywniejszych zakupów.

Wydarzenia ostatniego tygodnia pokazują, że podstawy do wzrostów są. Pozytywnym sygnałem jest na pewno wiadomość o możliwej obniżce planowanego deficytu budżetowego. Przyznam, że z ulgą wysłuchałem tego komunikatu. Mimo że wielkość potencjalnej redukcji nie jest imponująca, nastraja optymizmem, bo być może jest początkiem ruchu w dobrą stronę. Wiadomo bowiem, że im budżet jest mniejszy, tym rząd co roku może zaciągać coraz mniejszy dług publiczny. To oznacza, że skoro nie trzeba sprzedawać obligacji i bonów skarbowych za kilkadziesiąt miliardów złotych, to można ich cenę trochę obniżyć, gdyż i tak będą atrakcyjne z punktu widzenia banków i funduszy inwestycyjnych. A skoro banki nie będą mogły kupować obligacji za większość posiadanej gotówki, istniałaby szansa, że prowadziłyby szerszą akcję kredytową obniżając oprocentowanie. W końcu więc doszłoby do tego, czego rząd chce od dawna — niskie stopy procentowe skutkowałyby niskim oprocentowaniem kredytów. Niestety, wygląda na to, że ekipa rządząca nie jest do końca świadoma, że przy wysokim deficycie budżetowym nawet minimalne stopy procentowe nie wpłyną na spadek cen kredytów.

Sygnałów ożywienia z pewnością można znaleźć więcej — wzrosła produkcja przemysłowa, a utrzymująca się niska inflacja być może spowoduje kolejne obniżenie stóp procentowych. Wszystkie te czynniki, pod warunkiem, że okażą się trwałe, składają się na obraz odwrócenia trendu spadkowego na GPW. Nie popadałbym jednak w nadzwyczajny optymizm. Nawis podażowy jest wciąż ogromny, a zaufanie do spółek poważnie nadszarpnięte. Jak pokazują przykłady Oceanu czy też Espebepe, bankructwa na polskiej giełdzie zdarzały się i będą się zdarzać.

Ostatnie wzrosty wciąż można nazwać wspinaczką po ścianie strachu. Kolejną rzeczą są niskie obroty. Już dawno nie było takich sesji, by obroty na kontraktach nie przekraczały 10 tys. sztuk. Wzrost w środę, o którym tyle się mówi, odbył się na 300 mln zł obrotu, co jest prawdziwym ewenementem na przestrzeni ostatnich kilku tygodni. Przy takich obrotach każdy nawet niewielki ruch funduszu inwestycyjnego może wywołać znaczne wahania, a to oznacza, ze bez większej aktywności inwestorów i poprawy płynności na lepsze czasy będziemy musieli jeszcze długo czekać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Masłowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wspinanie po ścianie strachu