Wszystkiemu winni spekulanci

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 24-10-2008, 00:00

Głównym winowajcą histerycznej wyprzedaży na krajowym rynku finansowym są inwestorzy zagraniczni. Tak twierdzą eksperci.

Zagranica w panice pozbywa się złotego, polskich akcji i obligacji

Głównym winowajcą histerycznej wyprzedaży na krajowym rynku finansowym są inwestorzy zagraniczni. Tak twierdzą eksperci.

— Jest naprawdę bardzo źle. Mamy krach na rynku — emocjonował się w czwartkowe południe analityk dużego biura maklerskiego (prosił o anonimowość). Na krajowym rynku finansowym lała się krew. Mocno taniały akcje i złoty. Rentowność obligacji szybowała w górę. Pytani przez nas eksperci nie mają wątpliwości, że sprawców kłopotów krajowych oszczędzających trzeba szukać za granicą.

— Zagranica jest głównym winowajcą zamieszania. Inwestorzy wychodzą z Polski, bo ostatnio wzrasta przekonanie, że rynki wschodzące są niebezpieczne — mówi Piotr Kuczyński, analityk Xelion Doradcy Finansowi.

W podobnym tonie wypowiada się Jacek Radziwilski, wiceprezes Unicredit CA IB Poland.

— Nasz rynek w dużej mierze mógł paść ofiarą gry zagranicznych funduszy spekulacyjnych — potwierdza Jacek Radziwilski.

Spekulują, kto następny

Wśród analityków aż huczy od spekulacji, kto podzieli los bankrutującej Islandii. Znacząca podwyżka stóp procentowych sprzed kilku dni sugeruje, że kłopoty mają Węgrzy. Z kolei w Argentynie prezydent Cristina Fernandez de Kirchner zaproponowała, że rząd przejmie kontrolę nad funduszami emerytalnymi (chodzi o 29 mld USD). Taką propozycję odebrano jako zapowiedź kolejnego ogłoszenia niewypłacalności przez Argentynę. Jakby te- go było mało, Międzynaro- dowy Fundusz Walutowy (MEW) poinformował, że o pomoc finansową zwróciły się już Pakistan i Białoruś. Te informacje tylko wzmagały w czwartek niepewność nad Wisłą. Polska, podob- nie jak wymienione wyżej kraje, wciąż zaliczana jest przez zarządzających globalnych funduszy do jednego koszyka — krajów rozwijających się.

Giełda krwawi

W czwartek GPW, już drugi dzień z rzędu, należała do najgorszych na świecie. Początek sesji nie zapowiadał jednak aż takiej rzezi. Zaczęło się od wzrostów. Tuż przed południem doszło do nagłego załamania. Inwestorów parzyły zwłaszcza akcje banków. Paliwa dodały sprzedającym fatalne dane o zamówieniach przemysłowych w strefie euro. 

— Rządzą emocje. Po skali spadków i ich zasięgu można prognozować, że dołek jest blisko — mówi Marcin Kiepas, analityk XTB.

Złoty słabł w oczach

Emocje rządziły także kra- jowym rynkiem waluto- wym. Złoty tracił przez chwilę nawet 5 proc. wobec głównych, światowych walut. Dolar nie miał większych problemów z pokonaniem poziomu 3 zł. Za euro trzeba było zapłacić prawie 4 zł. To najwięcej od ponad dwóch lat.

— W trzy dni złoty stracił 15 proc. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Trudno określić, jak to się skończy — przyznaje Piotr Kuczyński.

Po południu MFW zasygnalizował, że wesprze rynki wschodzące, które przeżywają trudności gospodarcze. Dopiero ta informacja pomogła złotemu. Nie lepiej było na rynku obligacji. Rentowność papierów dwuletnich wzrosła aż pół punktu procentowego (do 7,8 proc.). Jest już najwyższa od września 2004 r.

— Mieliśmy do czynienia z prawdziwą paniką — przyznają otwarcie dilerzy.

NBP uspokaja

Czy spadki mają kres? Patrząc na historyczne wykresy złotego i indeksu WIG, można mieć wątpliwości. Są jednak jeszcze optymiści.

"Narodowy Bank Polski uważa, że sytuacja makroekonomiczna Polski nie uzasadnia obserwowanego osłabienia złotego. Nagły spadek wartości złotego ma charakter przejściowy, a dobra kondycja gospodarki polskiej sprzyjać będzie powrotowi kursu do poziomu wynikającego z czynników fundamentalnych" — głosi komunikat NBP.

Pojawiło się też światełko w tunelu dla inwestorów giełdowych.

— Dzisiejsza panika na rynku walutowym oraz akcji świadczy o wyczerpaniu potencjału spadkowego na parkiecie. Wskaźniki analizy technicznej również wskazują na silne (wręcz skrajne) wyprzedanie rynku — ocenia Rafał Salwa, niezależny analityk.

— Trzeba pamiętać, że krach zwykle trwa krótko. Dlatego już za 2-3 dni może się rozpocząć korekta wzrostowa — uważa Marek Rogalski, analityk First International Traders Dom Maklerski.

Maciej Zbiejcik

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu