Wtorek w Pulsie: ataki na PZU obniżają wycenę ubezpieczyciela

15-04-2003, 07:10

Jestem obiektem kampanii plotek, pomówień i oszczerstw. Wiem, że stanęliśmy na drodze wielu ludziom realizującym swój interes kosztem PZU — twierdzi Zdzisław Montkiewicz, prezes PZU.

Szef PZU odpierał wczoraj zarzuty dotyczące wypowiedzianej już umowy z HSBC. Dotyczyła ona doradztwa przy skupie akcji PZU i wsparcia zarządu przy planowanej ofercie publicznej.

— W życiu gospodarczym trzeba szukać rozwiązań. Dlatego zarząd PZU zlecił bankowi HSBC przygotowanie koncepcji przejęcia części akcji akcjonariuszy mniejszościowych. Rozmawialiśmy też na temat możliwości opracowania pomysłu na rozwiązanie pata, związanego z realizacją umowy prywatyzacyjnej PZU i dalszą obecnością Eureko w akcjonariacie. Pomysłu, a nie decyzji. Proponowanych rozwiązań nie ukrywaliśmy przed naszymi mocodawcami — stwierdził prezes.

— Do 7 stycznia nikt nie przekazał MSP najmniejszej wzmianki na ten temat — ucina Wiesław Kaczmarek, były minister skarbu.

Umowa z HSBC została podpisana na początku grudnia. Zdzisław Montkiewicz poinformował nas, że 10 lutego wysłał pismo w tej sprawie do Ireneusza Sitarskiego, b. wiceministra skarbu.

Zdzisław Montkiewicz nie wskazał, kto jest autorem kampanii medialnej — jego zdaniem — wymierzonej w jego osobę. Przypomniał jednak sprawę inwestycji przeprowadzonej przez Grzegorza Wieczerzaka, byłego szefa PZU Życie, który zdeponował w funduszu TDA 225 mln zł. Według niego, to właśnie z powodu wycofania tych pieniędzy z TDA był krytykowany przez część mediów.

Zdzisław Montkiewicz stwierdził też, że wiele problemów związanych z PZU ma swoje korzenie w wyborze przez Emila Wąsacza, byłego ministra skarbu, Eureko na inwestora dla PZU. Przypomniał też, że niejasne okoliczności zawarcia tej umowy są przyczyną dyskusji parlamentarnej nad postawieniem Emila Wąsacza przed Trybunałem Stanu i prób wypowiedzenia jej przez Andrzeja Chronowskiego, jego następcę. Równocześnie zachowania Eureko określił jako niezrozumiałe. W oświadczeniu prezesa PZU dostało się też audytorowi PZU — spółce Ernst & Young.

— Jak wytłumaczyć niezwykłą aktywność przedstawicieli firmy audytorskiej E&Y w sprawie umowy z HSBC, a jednocześnie brak ich zdecydowanej reakcji na wiele nieprawidłowości ujawnionych w „Raporcie Kobra” Deloitte & Touche? — pytał Zdzisław Montkiewicz.

Prezes PZU nie zamierza podać się do dymisji, a swoje racje chce przedstawić ministrowi skarbu i sejmowym komisjom skarbu i finansów.

Prezes PZU nie widzi powodów, by podawać się do dymisji. Zaprzecza, jakoby dysponował dokumentami gwarantującymi mu nietykalność.

„Puls Biznesu”: W jakim celu zwołał Pan konferencję prasową?

Zdzisław Montkiewicz: Zdecydowałem się przerwać milczenie i wyjaśnić publicznie pojawiające się kłamstwa. Od dłuższego czasu w mediach opisywane są nieprawdopodobne historie dotyczące PZU, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. To sprawia, że politycy i biznesmeni powołują się na fakty prasowe i odnoszą do wydarzeń, które nigdy się nie zdarzyły. Ta kampania trwa od marca.

Dlaczego ruszyła właśnie wtedy?

Być może dlatego, że wówczas audytor pozytywnie zaopiniował naszą działalność za rok ubiegły. Zaraz po tym — niespodziewanie dla mnie — jedna z wielu umów zawartych przez zarząd, o niewielkim znaczeniu finansowym, stała się przedmiotem spekulacji, pomówień i oszczerstw.

Czy uważa Pan, że ktoś był zawiedziony opinią audytora?

Jest grupa ludzi, która do dnia mojego przyjścia do PZU żerowała na tej firmie. Jest ona bardzo precyzyjnie opisana w „Raporcie Kobra” autorstwa firmy Deloitte & Touche. Raport ten zawiera opis nieprawidłowości, rejestr umów uznanych za niekorzystne dla PZU i kwoty, które zostały wytransferowane z naszej firmy pod pozorem różnego rodzaju usług. Część osób wymienionych w raporcie próbowała działać tak w dalszym ciągu, ale wszystkie niekorzystne umowy z poprzedniego okresu zostały przez nas wypowiedziane. Istnieje też druga grupa osób, którym zależy na obniżeniu wartości firmy na chwilę przed jej wejściem na giełdę. Liczą na to, że teraz kupią akcje taniej, a po upublicznieniu dostaną premię.

Kto zalicza się do pierwszej grupy?

Są to różnego rodzaju firmy, które w minionych latach miały umowy z PZU na świadczenie rzekomych usług. To był proceder służący wyprowadzaniu olbrzymich kwot.

Druga grupa to zapewne ktoś, kto chce kupić akcje spółki?

O tej grupie wypowiem się w rozmowie z ministrem skarbu.

Czy ma Pan na myśli tylko instytucje i firmy, czy także polityków?

Te informacje są zawarte w „Raporcie Kobra”, którym dysponują organy ścigania. Ich rolą jest wyjaśnienie, kto, z kim i kiedy prowadził działania wymierzone w interesy PZU.

Barbara Misterska-Dragan, wiceminister skarbu, powiedziała w Sejmie, że resort stracił do Pana zaufanie...

Chciałbym mieć możliwość spotkania się z panią minister i wyjaśnienia wszystkich aspektów sprawy. Wierzę, że opinia pani minister po spotkaniu ze mną zmieni się.

Ale spotkał się pan już Piotrem Czyżewskim, nowym ministrem skarbu. O czym panowie rozmawiali?

Mogę tylko powiedzieć, że podczas spotkania poinformowałem o najważniejszych kwestiach dotyczących PZU.

Czy rozważa Pan podanie się do dymisji?

Nie, bo moja dymisja byłaby na rękę wyłącznie moim przeciwnikom. Minister skarbu ma możliwość odwołania w każdej chwili każdego powołanego przez siebie członka zarządu PZU, także mnie. Jeżeli uzna, że moje działania szkodzą spółce, to podejmie decyzję.

Ale członek zarządu może sam zrezygnować...

...jeżeli członek zarządu ma przekonanie, że wykonuje swoją pracą dla dobra firmy, to nie powinien rezygnować. A ja uważam, że nie ma powodów do mojej rezygnacji.

Czy dzisiaj jeszcze raz podpisałby Pan umowę z HSBC?

Tak, bo była to umowa potrzebna i korzystna dla rozwoju PZU. Spełniała wszelkie wymogi prawne i formalne.

To dlaczego stała się początkiem afery?

Nie mam pojęcia. Jestem zdziwiony, że fragment tej umowy — dokładnie 1,5 strony — znalazł się w rękach mediów. Wiem, że przedstawiciel audytora robił wyciąg z tej umowy i możemy podejrzewać, że ten wyciąg — 1,5 strony z 12 stron — był podstawą spekulacji prasowych. Dokumenty spółki świadczą, że nie było żadnej tajnej umowy, nie ma afery.

Panie Prezesie, do jakiego stopnia PZU jest firmą polityczną?

Nigdy naszej pracy w PZU nie traktowaliśmy jako pracy politycznej, ale jako pracę organiczną. Nie spotkaliśmy się z żadnymi politycznymi oddziaływaniami ani próbami nacisku.

Więcej we wtorkowym „Pulsie Biznesu”.

Zapraszamy do lektury!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wtorek w Pulsie: ataki na PZU obniżają wycenę ubezpieczyciela