Czytasz dzięki

Wyborcze mechanizmy…

Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ
opublikowano: 25-06-2020, 10:23

Dolar podtrzymuje umocnienie ze środy, po tym jak nastroje pogorszyły się po kolejnych doniesieniach nt. rosnącej dynamiki zakażeń COVID-19 w USA, ale i też innych krajach (Australia, Japonia), a także spekulacjach o możliwym pogorszeniu relacji handlowych pomiędzy Europą, a USA - Biały Dom rozważa nałożenie ceł na produkty w wysokości 3,1 mld USD, co może wiązać się z planami wprowadzenia tzw. podatku cyfrowego, który uderzyłby w amerykańskie koncerny.

W nocy napłynęły kolejne niepokojące informacje nt. COVID-19 z USA - w Nevadzie przywrócono obowiązek noszenia masek, restrykcje są też rozważane w innych stanach. Tymczasem jeszcze wczoraj pojawiły się plotki o możliwym zakazie przyjazdu obywateli USA na teren Unii Europejskiej.

OKIEM ANALITYKA 

Po kilku dniach negatywnych statystyk zakażeń COVID-19 i ich ignorowania, rynki zaczynają płacić cenę za błędy. Inwestorzy dostrzegają, że nowe przypadki mogą wiązać się z powrotem obostrzeń - w Nevadzie przywrócono obowiązek noszenia masek, a w innych stanach też rozważane jest przywrócenie rygoru w miejscach szczególnych ognisk wirusa (Nowy Jork wprowadzi kwarantannę dla osób przyjeżdżających z innych stanów). Kluczowe pytanie brzmi - czy to nie za późno i jak wpłynie to na ograniczenie dalszej transmisji COVID-19. Pojawiają się potencjalne obszary ryzyka dla gospodarek. Spekulacje o zakazie przylotu do UE obywateli z USA mogą opóźnić proces przywracania połączeń lotniczych i uderzyć w popyt na ropę. Analogiczny wpływ będą mieć ograniczenia w przemieszczaniu się po samych Stanach (wspomniany case Nowego Jorku). Kluczowe w najbliższych tygodniach będą jednak badania nastrojów wśród konsumentów, oraz przedsiębiorców. Jeżeli dotychczasowy optymizm zamieni się w ostrożność, to rynki mogą to już wcześniej zdyskontować...

Niemniej nie tylko sam COVID-19 jest istotny. Widać, że przed listopadowymi wyborami Donald Trump będzie chciał szukać nowych frontów, gdzie mógłby się "wykazać". Teraz prezentuje się jako ten, który wstawi się za amerykańskimi koncernami, których zyski mogą zostać uszczuplone przez wprowadzenie w kilku krajach europejskich podatku cyfrowego. Rynki będą teraz uważnie obserwować, czy sytuacja nie zacznie eskalować. Ostatecznie przecież Trump ma w zanadrzu opcję atomową, jaką byłoby oclenie importu aut z Europy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ

Polecane