Wyceny na giełdzie wyższe niż na rynku prywatnym

opublikowano: 17-05-2021, 16:02

Andrzej Różycki, partner zarządzający w funduszu Tar Heel Capital, mówi o pandemicznej okazji polskiego przemysłu i giełdowej gorączce.

Marek Wiśniewski

„PB’’: Pandemiczny rok to wyjątek, po którym wszystko wróci do normy, czy też mamy do czynienia ze zmianą paradygmatu i w konsekwencji trwałą zmianę wycen spółek z różnych branż?

Andrzej Różycki: Odpowiedzi na to pytanie będzie pewnie można udzielić po latach. Kilka zmian się dokonało. Z mojej perspektywy to jest przyspieszenie kilku trendów, które były widoczne już wcześniej: pracy zdalnej czy rozwoju e-commerce. Inwestorzy bardziej przychylnie patrzą też na inwestycje związane z ochroną zdrowia. Do łask wracają też nieco zapomniane branże, jak telekomunikacja — przypomniano sobie, jak duże znaczenie dla gospodarki ma dostęp do szybkiego internetu i związana z nim infrastruktura. Widzimy też trendy, być może chwilowe, w produkcji — chodzi o zjawisko nearshoringu, czyli lokowanie produkcji bliżej klienta końcowego, co jest spowodowane zaburzeniami w światowym handlu i wzrostem kosztu frachtu.

Czy spodziewacie się, że po pandemii będzie więcej inwestycji przemysłowych w Polsce, czy to jest myślenie życzeniowe, że produkcja wróci do Europy z Azji?

Za wcześnie, by odpowiedzieć. Oczywiście osłabił się złoty, więc nasze firmy są bardziej konkurencyjne w porównaniu z częścią producentów wschodnich, kwotujących się w dolarze. Kapitał w Europie jest historycznie tani i będzie go jeszcze więcej, co wspiera inwestycje w środki trwałe i również sprzyja krajowemu przemysłowi. Dużą niewiadomą jest natomiast polski rynek pracy i to, jak będą zachowywały się płace i inflacja, co przekłada się na konkurencyjność polskich przedsiębiorstw. Polska jest dobrym miejscem do produkcji, mamy dużo zdolnych inżynierów, relatywnie młode społeczeństwo, przyciągamy inwestycje, jesteśmy np. mocnym graczem w przyszłościowym rynku baterii do samochodów elektrycznych, co będzie tworzyło nowe miejsca pracy. Na naszą niekorzyść działa natomiast słaba pozycja, jeśli chodzi o transformację elektryczną i udział OZE, energia będzie więc drożała. W naszym portfelu widzimy, że firmy przemysłowe mają za sobą niezły rok i zamówienia rosną. Kluczowe dla nich jest to, by udało się podnieść ceny, co pozwoli zrekompensować rosnące koszty i zwiększyć marże. Jestem w tym zakresie umiarkowanym optymistą.

W ciągu ostatniego roku inwestowaliście też w transakcje z zupełnie innej beczki, czyli w kliniki stomatologiczne. Dlaczego się na to zdecydowaliście?

Historycznie połowa naszego portfela to były firmy produkcyjne, a druga połowa różne. Mieliśmy np. firmę diagnostyczną Tomma, na której nieźle zarobiliśmy. Dla stomatologii mamy plan podobny, jak dla diagnostyki obrazowej. Staramy się konsolidować rynek i schylamy się po podmioty za małe dla innych inwestorów finansowych, a jednocześnie robimy to inaczej niż inwestorzy branżowi, którzy również konsolidują gabinety. Budując odpowiednią skalę z relatywnie małych podmiotów, będziemy w stanie stworzyć odpowiedni produkt inwestycyjny albo dla większego funduszu, albo dla gracza branżowego, niekoniecznie już obecnego w Polsce.

Na giełdzie było kilka dużych debiutów, wy natomiast historycznie byliście aktywnym wzywającym. Czy giełda stała się w pandemii lepszym miejscem i do sprzedaży, i do kupowania spółek?

Mamy bardzo długą kolejkę firm, które na giełdę się wybierają, czyli widzą atrakcyjne wyceny, prawdopodobnie wyższe niż na rynku prywatnym. To sytuacja bez precedensu w ciągu ostatnich lat. Z mojej perspektywy dotyczy to raczej dużych firm, które zawsze znajdą odbiorców. Jeśli chodzi o mniejsze firmy, to sytuacja nie jest już tak jednoznaczna. Co prawda było kilka takich debiutów, ale to wszystko firmy z rysem technologicznym. Relatywną siłą polskiej giełdy w 2020 r. byli inwestorzy indywidualni, którzy pojawili się na niej gremialnie. Od tamtego czasu ulubieńcy inwestorów indywidualnych potracili po kilkadziesiąt procent i to może być kubeł zimnej wody na oferty publiczne. Wezwań natomiast nie ma dużo i wydaje mi się, że wiele ich nie będzie. Są atrakcyjnie wyceniane firmy, ale mamy do czynienia z pewnym paradoksem: inwestorzy na warszawskiej giełdzie często nie chcą kupować ich akcji, ale do sprzedaży w wezwaniu, nawet z kilkudziesięcioprocentowym zyskiem, też się nie kwapią.

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania

w tym tygodniu: „Co kusi fundusze’’

goście: Marcin Byrt — PwC, Ryszard Wojtkowski — Resource Partners, Tomasz Stamirowski — Avallon, Andrzej Różycki — Tar Heel Capital, Bartłomiej Gola — SpeedUp

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane