Wycofanie produktu może zniszczyć biznes

opublikowano: 09-03-2016, 22:00

Firma, która musi wycofać produkt z rynku, traci nie tylko na kosztach tej akcji. Ucierpi także jej wizerunek, a w efekcie spadnie sprzedaż

Plastikowe cząstki znalezione przez jedną Niemkę w czekoladowym batoniku będą kosztować amerykański koncern, który jest właścicielem m.in. marki Mars, miliony dolarów. Firma przystąpiła do wycofania około 3 mln swoich produktów z 55 europejskich rynków.

GIGANTYCZNE STRATY:
GIGANTYCZNE STRATY:
Mars musi wycofać około 3 mln swoich produktów z 55 europejskich rynków (nie tylko batonów Mars) z powodu skargi niemieckiej konsumentki, która w jednym z batoników znalazła cząstki plastiku. Taka operacja może kosztować miliony dolarów, ale wiąże się też ze skazą na wizerunku, a w efekcie oznacza spadek sprzedaży.
Bloomberg

Bez odwołania

Tak duży koncern z całą operacją sobie poradzi, choć niewątpliwie znacząco ucierpi na tym wizerunek firmy, a jeszcze bardziej jej budżet. Podobna sytuacja mogłaby być jednak ostatnim problemem każdego mniejszego przedsiębiorcy, a także wszystkich poddostawców, odpowiadających tylko za produkcję wadliwych części produktu, który musi zostać wycofany z rynku. Wiąże się to bowiem nie tylko z kosztami samej akcji wycofania (na które składa się m.in. akcja informacyjna, odebranie wadliwego towaru od odbiorców i jego utylizacja), często także za granicą, ale może też wpłynąć na spadek sprzedaży.

— Zgodnie z komentarzami specjalistów, pojawiającymi się w sieci, Mars może stracić w ciągu najbliższych miesięcy nawet 2,5 mln USD w wyniku spadku sprzedaży po ogłoszeniu wycofania produktów z rynku — twierdzi Michał Krukowski, underwriter ubezpieczeń OC i crisis managment w AIG. Warto wiedzieć, komu i w jakich sytuacjach grozi podobny nakaz, a także jak się na taki wypadek zabezpieczyć.

Tym bardziej że nakaz wycofania produktu z rynku wcale nie jest rzadkością. Z danych Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) wynika, że w Polsce do rejestru produktów niebezpiecznych w 2015 r. trafiły 33 produkty, o jeden więcej niż rok wcześniej. W przypadku 9 z nich Urząd nakazał wycofanie produktu z rynku. Decyzje dotyczące pozostałych produktów były mniej bolesne dla producentów — 10 otrzymało nakaz wyeliminowania zagrożenia, 12 nakaz ostrzeżenia konsumentów, a 7 zakaz wprowadzania produktu na rynek. Od decyzji dotyczącej wycofania produktu można się odwołać.

— Jeśli jednak został jej nadany rygor natychmiastowej wykonalności, to odwołanie ma praktycznie ograniczone znaczenie, bo najczęściej jest rozstrzygane już po wykonaniu takiej decyzji — zwraca uwagę adwokat Ewa Rutkowska, wspólnik w kancelarii prawnej KRK Kieszkowska Rutkowska Kolasiński.

— W praktyce przedsiębiorcy często decydują się na dobrowolne wycofanie niebezpiecznego produktu z rynku, zanim zostanie wszczęte oficjalne postępowanie w sprawie. W takich sytuacjach bardzo istotna jest kwestia renomy firmy i jej odpowiedzialności społecznej — mówi Izabela Biernat, adwokat w kancelarii CMS.

Odpowiada nie tylko producent

Trudno się też od odpowiedzialności za niebezpieczny produkt uwolnić producentowi, który generalnie odpowiada za bezpieczeństwo swoich produktów.

— To właśnie on będzie ponosił czasem pierwszorzędną, a czasem końcową odpowiedzialność — przyznaje Andrzej Jakubiec, adwokat, partner w kancelarii Janeta, Jakubiec, Węgierski. Ewa Rutkowska zwraca jednak uwagę, że tak jak producent odpowiada podmiot, który przez umieszczenie na produkcie swojej nazwy lub znaku towarowego albo innego oznaczenia odróżniającego podaje się za producenta (tzw. quasi-producent). Jeśli natomiast jest to produkt sprowadzany spoza UE, to tak jak producent odpowiada importer tego towaru na teren Unii. Oznacza to tyle, że poszkodowany może się zwrócić z roszczeniem do producenta, quasi-producenta albo importera, ale też do wszystkich tych podmiotów naraz, bo ich odpowiedzialność jest solidarna. Quasi-producenta ani importera nie ochroni wskazanie, kto jest producentem. Od odpowiedzialności za produkt może się uwolnić jedynie dystrybutor (sprzedawca), do którego też można się zwrócić z roszczeniem, jeżeli nie wiadomo, kto jest producentem, quasi-producentem ani importerem. Dystrybutor uwolni się od odpowiedzialności, jeżeli w ciągu miesiąca wskaże on osobę i adres producenta albo quasi-producenta, a w przypadku importowanego produktu — osobę i adres importera. Przy tym trzeba pamiętać, że w przypadku sprzedaży pomiędzy krajami UE nie mamy do czynienia z importerami, tylko dystrybutorami.

— Zwracam uwagę, że brzmienie przepisów polskiego Kodeksu cywilnego o odpowiedzialności za produkt, wprowadzonych jeszcze przed przystąpieniem Polski do UE, jest w tym zakresie sprzeczne z Dyrektywą 85/374/EWG, które te przepisy implementują. Polski przepis mówi, że tak jak producent odpowiada ten, kto „produkt pochodzenia zagranicznego wprowadza do obrotu krajowego”, nazywając go importerem. Czytając ten przepis literalnie, odpowiedzialność ponosiłby dystrybutor, który kupuje produkt z innego kraju UE i sprzedaje go w Polsce. Zawsze podnoszę, że to jest niezgodne z dyrektywą. W jednej z prowadzonych przeze mnie spraw sąd okręgowy, a potem apelacyjny potwierdziły ostatnio, że należy tutaj jednak interpretować polski przepis zgodnie z dyrektywą i za rynek krajowy uznał cały rynek unijny — tłumaczy Ewa Rutkowska.

Natomiast Andrzej Jakubiec podkreśla, że podstawowym warunkiem odpowiedzialności producenta jest wprowadzenie danej rzeczy do obrotu. Nie wystarczy więc samo jej wytworzenie, ale świadome i celowe puszczenie jej w obieg.

— Producent nie będzie ponosił odpowiedzialności, jeżeli rzeczy do obrotu nie wprowadził albo jeśli jej wprowadzenie do obrotu jest poza zakresem jego działalności. Będzie z niej zwolniony, również gdy właściwości niebezpieczne takiego produktu ujawniły się po jego wprowadzeniu do obrotu, chyba że wynikały z przyczyny leżącejjuż wcześniej w produkcie — tłumaczy Andrzej Jakubiec.

Zabezpieczenia

Najlepszym zatem sposobem na uniknięcie konsekwencji nakazu wycofania produktu z rynku jest dbałość o jego bezpieczeństwo. Przy tym generalnie produkt jest bezpieczny, jeżeli w zwykłych warunkach jego używania, albo innych, ale dających się w sposób uzasadniony przewidzieć, nie stwarza żadnego zagrożenia dla konsumentów lub stwarza znikome zagrożenie, które da się pogodzić z jego zwykłym używaniem i uwzględnia wysoki poziom wymagań dotyczących ochrony zdrowia i życia ludzkiego. Podejrzenie co do bezpieczeństwa produktu może zgłosić każdy — bezpośrednio do UOKiK albo do Inspekcji Handlowej.

— Poza pewnymi specyficznymi rodzajami produktów, gdzie kompetencje są zastrzeżone dla wyspecjalizowanych organów, generalną kompetencję do nakazywania wycofania produktu z rynku ma prezes UOKiK na podstawie ustawy o ogólnym bezpieczeństwie produktów w przypadku stwierdzenia, że produkt nie jest bezpieczny. Natomiast np. w przypadku żywności kompetencje do nakazywania wycofania produktu z rynku mają organy inspekcji sanitarnej, a w przypadku leków — organy inspekcji farmaceutycznej — tłumaczy Ewa Rutkowska. Na wypadek wycofania produktu z rynku można się także ubezpieczyć. Nie wystarczy tutaj zwykłe ubezpieczenie OC za produkt. —

Akcja wycofania wadliwych produktów z rynku nie jest objęta standardową polisą ubezpieczenia OC, nawet jeżeli taka polisa obejmuje ryzyko odpowiedzialności za produkt. Standardowe polisy OC przewidują też wyłączenie rodzajów ryzyka związanych z wycofaniem produktu, a objęcie ich ochroną wymaga indywidualnych uzgodnień z ubezpieczycielem — mówi Michał Molęda, wiceprezes Leadenhall Polska.

Niektórzy ubezpieczyciele mają także specjalne polisy zabezpieczające właśnie na wypadek ryzyka wycofania produktu z rynku.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane