Wydasz piątaka, zgarniesz 5 tys. zł

Weronika A. Kosmala
19-04-2017, 22:00

Nowa loteria? Wręcz przeciwnie — aukcja numizmatów, bo o tym, czy dwugroszówka kosztuje 100 zł, czy 2 grosze, decyduje tzw. grading

Informacja, że 22 kwietnia odbędzie się druga w historii polskiej numizmatyki tylko gradingowa aukcja NGC i PCGS, brzmi i podniośle, i profesjonalnie, dlatego — myśląc o inwestycji — dobrze byłoby jeszcze wiedzieć, co znaczy. Trudność w rozszyfrowaniu skrótów nie dowodzi żadnej ignorancji, ale sam system gradingowy istotnie wpływa na rynek, i to w takim kierunku, na jakim szczególnie zależy inwestorom. Sobotnia aukcja Antykwariatu Numizmatycznego Michała Niemczyka przeprowadzona zostanie wyłącznie w internecie, a wystawionych będzie ponad 800 charakterystycznych plastikowych pudełeczek. W takich szczelnych opakowaniach z hologramem odsyła numizmaty amerykańska Numismatic Guaranty Corporation (NGC) — największa na świecie firma gradingowa, czyli oceniająca stan zachowania. Już na pierwszy rzut mniej wprawionego oka wycena tak opakowanej monety jest bardziej przejrzysta i sprawiedliwa dla wszystkich — niezależnie, czy z pudełeczka wygląda wybity w złocie król, czy pospolity rybak.

Nagroda główna: dukat

Jeśli już stawiać na popiersie w koronie i zbroi, to najlepiej na litewskim dukacie Zygmunta III Wazy (na zdj.). W związku z tym, że monecie przyznano najwyższą notę gradingową na świecie, cena wywoławcza też robi wrażenie, bo numizmat wystawiony zostanie z progiem 200 tys. zł. Jak zaznacza Michał Niemczyk, jest to jedyny egzemplarz na rynku — nigdy nie było takiego w żadnej, również muzealnej kolekcji. W latach 50. i 60. taki dukat kosztowałby, zdaniem eksperta, około 150-200 USD, co wtedy było dość wysoką kwotą, natomiast w sobotę wartość monety może nawet dwukrotnie przekroczyć cenę wywoławczą. Gdyby nie grading, początkującym inwestorom trudno byłoby ją o to podejrzewać, bo król z brodą, wąsem i w koronie może równie dobrze kosztować kilkadziesiąt tysięcy i kilkaset złotych.

Kto złowi kilka tysięcy

Tyle, co król może być w dodatku wart poczciwy rybak, podciągający ciężką sieć na zwyczajnej pięciozłotówce z lat 50. XX wieku. — Jeśli jakaś kategoria monet miałaby się wpisywać w wyjątkowo wzrostowy trend, byłyby to niektóre roczniki aluminiowych monet z PRL, czego dowodem jest właśnie rybak z 1958 r. (na zdj.). Moneta była pospolita, niewiele zostało jednak odłożone w kolekcjach w menniczych stanach zachowania. Nie myślano o tych monetach w kategorii dobrej inwestycji. O tym, że dzisiaj jej cena wywoławcza wynosi 3 tys. zł, zadecydował fakt, że w tak idealnym stanie przetrwało bardzo niewiele egzemplarzy — wyjaśnia Michał Niemczyk, dodając, że taka sama moneta w złym stanie kosztowałaby 5-10 zł. Podstawowe przykazanie dla inwestora to wobec tego: nie szorować. O ile nie chce się być kolejnym bohaterem jednej z tych antykwarycznych opowieści o nadgorliwym czyścioszku, który zarysowując swoje skarby szczotką, wymiótł z nich przy okazji rynkową wartość.

Zawody na wiek i na połysk

Gdyby dukat z królem okazał się za drogi, a rybak z definicji za mało królewski, wiekowy numizmat można zacząć licytować też od 1 tys. zł. Taki próg wyznaczono dla denara Bolesława Krzywoustego (na zdj.), który ma najwyższą gradingową notę, delikatną złotą patynę i tzw. menniczy połysk — czyli świeży wygląd, chociaż wybito go w XII wieku. Biorąc pod uwagę kryterium wieku, trzeba zaznaczyć, że denar nie jest w tym katalogu najstarszy, bo w plastikowych opakowaniach z Ameryki chroni się również drachmy z antyku. W tej kategorii określenie połysku menniczego wydaje się już prawie bliskie abstrakcji, skoro wiadomo, że wybite na monetach profile uderzały o siebie w sakiewkach jeszcze przed naszą erą.

Zonk to inaczej destrukt

Na drugim biegunie względem starożytnej drachmy byłoby na przykład zupełnie współczesne 5 groszy (na zdj.) — jakby wypadło z portfela, tyle że z ceną wywoławczą 100 zł. Bez dokładniejszego przyglądania się niełatwo zauważyć, czemu podobne drobne znajdują się w katalogu, jednak tym razem sporo podpowiada nagłówek opisu „5 groszy 2008 destrukt”. Błąd, który przesądził o tym, że moneta jest w obiegu niezwykle rzadka, polegał na niedobiciu daty, a dokładnie na pominięciu w niej zer. Na tej samej zasadzie destrukt dwudziestogroszówki z 1949 r., wybity jednostronnie, będzie licytowany od 300 zł, a wąska próbna seria 2 groszy z tego samego roku od 650 zł. Próbna dwugroszówka ma najwyższą gradingową notę, nakład bliski 100 sztuk i wklęsły napis „próba” na rewersie, a więc wszystko, czego oczekuje inwestor, szukający idealnego stanu zachowania, niskiej podaży i czegoś, co będzie mógł zauważyć samemu, zyskując poczucie, że ma oko.

Hasło za 40 tys. zł: motyl

Tak jak rozpoznanie współczesnych paru groszy nie wymaga raczej wysiłku, tak w zrozumiałe zmieszanie może wprawić numizmat, który zamiast nominału na środku czy jakiegoś króla ma dropiastego motyla. Wartość, od której można się ubiegać o motyla, to przy tym 40 tys. zł, a stylizowane litery AR rozwinąć trzeba w Augustus Rex, bo ich wybicie w Dreźnie zlecił August II Mocny. 16 groszy, czyli pół talara (na zdj.), to najrzadszy nominał w serii z motylem o mniej wdzięcznej nazwie Schmetterlingsmünzen. August II Mocny zdecydował się na wprowadzenie tych monet dla przypodobania się metresie, hrabinie Cosel, więc poza najwyższą gradingową notą, za numizmatem przemawia historia o tym, jak głęboki jest obecnie kryzys obyczajów.

Medal zdobądź na aukcji

Podobnie romantyczny wydźwięk ma opis powstania medalu Marii Anny (na zdj.), który ma wagę pięciu dukatów i cenę startową 30 tys. zł. Awers wypełnia popiersie bawarskiego elektora w mundurze, rewers wizerunek polskiej królewny w sukni — wszystko dlatego, że w 1747 r. odbył się ich ślub, a w nawiązaniu do tej uroczystości wybito nie jeden medal, ale siedem. Zagadkowa na ich tle jest jednak twarz elektora, bo — zdaniem badaczy — jest trochę za stara, co sugeruje, że medal powstał dużo później i może być związany z obchodami 25-lecia ślubu. Zalicza się go przy tym do kategorii polsko-saskich.

— Za granicą polska numizmatyka jest bardzo wysoko ceniona, dlatego nie ma problemu z odsprzedażą, a wysokie ceny osiąga tak w USA, Niemczech, Austrii, jak i Japonii — komentuje Michał Niemczyk, zaznaczając, że popyt jest wysoki, ale na oryginalne numizmaty w dobrym stanie zachowania. Na niekończące się serie medali z papieżem też jest niemały, tyle tylko, że wyłącznie w Polsce, a i nawet święty nie sprawi, że dadzą kiedyś zarobić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wydasz piątaka, zgarniesz 5 tys. zł