Wygórowane wymagania prowokują protesty

Mariusz Zielke
22-08-2006, 00:00

E-miasta, e-regiony, e-Polska — polskie urzędy informatyzują się, żeby szybciej obsługiwać obywateli. I mnożą kontrowersje.

W wakacje urzędy wojewódzkie i miejskie ogłosiły kilkadziesiąt przetargów na budowę portali internetowych i kompleksową informatyzację. Większość jest współfinansowana przez Unię, a zamówione projekty mają w przyszłości umożliwić obsługę firm i obywateli przez internet. Cel szczytny, jakość zamówień pozostawia jednak wiele do życzenia.

— Wygórowane wymagania, błędy prawne, łamanie ustawy, niechlujne przygotowanie dokumentacji. W przetargach „wycina” się z rywalizacji nie tylko firmy lokalne, ale też krajowych gigantów — alarmuje przedstawiciel jednej z firm zainteresowanych przetargami.

Lawina protestów

Przykładów jest mnóstwo. W Szczytnie urzędnicy oszacowali wartość informatyzacji na niespełna 500 tys. zł, a zażądali od wykonawców takich zdolności finansowych (1 mln zł zdolności kredytowej, 1 mln zł ubezpieczenia, 3 mln zł rocznych obrotów) i referencji (przynajmniej dwa projekty porównywalne, ale na co najmniej 1 mln zł każdy), że o zamówieniu mogą zapomnieć firmy lokalne. Wymogu referencji w samorządach nie jest w stanie spełnić nawet jedna z największych polskich firm — krakowski Comarch. Efekt: protest, który zapewne zostanie uwzględniony.

— Zamówienie prawdopodobnie zostanie unieważnione — informuje nas jeden z urzędników.

Podobnie może skończyć się w kilkunastu innych przetargach. Z informacji „PB” wynika, że tylko sam Comarch oprotestował 12 przetargów.

— W niektórych miastach urzędnicy nie wiedzą nawet, że obowiązuje nowa ustawa o zamówieniach i ogłaszają przetargi według starych przepisów. Popełniają mnóstwo błędów formalnych, które mogą poskutkować unieważnieniem postępowania ze względu na wadę prawną. Szkoda czasu na przygotowanie ofert — mówi przedstawiciel innej firmy zainteresowanej tymi projektami.

W Łukowie, choć wymogi na pierwszy rzut oka nie były wygórowane, w podobnym przetargu wpłynęła tylko jedna oferta od ZETO Lublin, w Dęblinie zainteresowanie było większe (30 firm), ale przetarg unieważniono.

— W kolejnym przetargu maksymalnie uprościmy procedurę, żeby nie dawać pola do manipulacji. Ale musimy jednocześnie starać się, by przetarg wygrał rzetelny wykonawca. Projekt jest refundowany z UE, jeśli popełnimy błędy, pieniądze trzeba będzie zwrócić — tłumaczy urzędnik z Dęblina.

Wygórowany Śląsk

Wyjątkowe wymagania postawiono w dużo większym przetargu na informatyzację urzędów Dolnego Śląska, wartym blisko 17 mln zł netto. Wysokie wymagania finansowe łącznie ze wskaźnikami płynności i oczekiwania co do referencji (wymagany projekt na 1,5 tys. użytkowników za ponad 10 mln zł) sprawiły, że nawet największe firmy IT zastanawiały się, pod kogo to jest „uszyte”.

— Podejrzewano jakiegoś zachodniego integratora. Ostatecznie zaprotestował Winuel, przetarg unieważniono i ogłoszono ponownie — mówi przedstawiciel jednej z firm.

Nowe warunki są wciąż wysokie, ale znacznie niższe niż wcześniej (np. wystarczy, żeby spełniło je konsorcjum firm, a nie każda firma z osobna).

— Ustawa nie precyzuje progów, jakie mogą stosować zamawiający, ale warunki nie mogą naruszać zasad równego traktowania oferentów i uczciwej konkurencji. Muszą być adekwatne do zamówienia — upomina Anita Wichniak-Olczak, rzeczniczka Urzędu Zamówień Publicznych.

Pieniądze na omawiane projekty trzeba zakontraktować do końca 2006 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Zielke

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wygórowane wymagania prowokują protesty