Wyjdziesz z OFE? Dostaniesz mniej na starość

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 30-08-2013, 00:00

Bez OFE emerytury obecnych 30-latków będą jeszcze bardziej głodowe, niż planowano. Zagrożone są też oszczędności na giełdzie

Wszelkie symulacje dotyczące systemu emerytalnego w Polsce nie pozostawiają złudzeń — z każdym kolejnym rocznikiem nowo przyznawane emerytury będą coraz niższe. Obecnie emeryt dostaje statystycznie około 80 proc. swojej pensji. Za 30 lat będzie to już jedynie około 40 proc. Ten spadek wysokości świadczeń to proces już właściwie nieodwracalny i wynika z przejścia od 1999 r. na nowy system tzw. zdefiniowanej składki (ile uzbierasz w czasie pracy, tyle dostaniesz na starość).

Jednak według wyliczeń Instytutu Badań Strukturalnych (IBS), planowane przez rząd rozmontowanie OFE (analizowany jest tzw. wariant dobrowolności) sprawi, że ten spadek będzie jeszcze głębszy. Pracownik, który pozostanie w drugim filarze, będzie miał na starość nieco wyższe świadczenie niż ten, który da się przekonać rządowi do przeniesienia emerytalnych oszczędności do ZUS.

Umiarkowana premia

Według wyliczeń Piotra Lewandowskiego, głównego ekonomisty IBS, zmianami w OFE nie muszą zaprzątać sobie głowy osoby, którym już bardzo blisko do emerytury. Mężczyzna urodzony w 1952 r. może liczyć na niemal równe 80 proc. swojej pensji, praktycznie niezależnie od tego, czy zostanie w OFE, czy przejdzie do ZUS. Jego emerytura będzie w zależności od tego różnić się zaledwie 0,1 pkt proc. Jednak z każdym kolejnym rocznikiem coraz większe znaczenie ma to, czy pracownik odkłada pieniądze w OFE, czy nie. Według Piotra Lewandowskiego, pozostanie w drugim filarze opłaca się zwłaszcza osobom młodym. Dla mężczyzny urodzonego w 1982 r., który przez całą swoją karierę odkładał składkę do OFE, emerytura będzie wynosiła 41,4 proc. jego pensji. Jeśli płaciłby składkę jedynie do ZUS, na starość może liczyć tylko na 37,6 proc. W obu przypadkach emerytura będzie bardzo skromna, ale bez OFE będzie jeszcze niższa.

— Jeśli obecny 30-latek przeniesie się z OFE w całości do ZUS, jego emerytura będzie o 7-9 proc. niższa, niż gdyby pozostał w drugim filarze na obecnych zasadach — twierdzi Piotr Lewandowski.

To dość ostrożne obliczenia. Oparte są na scenariuszu, w którym akcje kupowane przez OFE dają emerytom jedynie umiarkowaną premię, czyli stopa zwrotu jest średnio o 3,8 pkt proc. wyższa niż rentowność obligacji skarbowych. To premia, jaką dają przeciętnie akcje w krajach OECD.

Klęska urodzaju

Umożliwienie Polakom porzucenia OFE może oznaczać ponadto spory wstrząs dla oszczędności trzymanych przez nich na warszawskiej giełdzie. Jak policzyło Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych (SEG), gdyby wszyscy ubezpieczeni skorzystali z furtki i przeszli z OFE do ZUS, oznaczałoby to, że duża część rynku trafiłaby w ręce państwa. W 72 spółkach notowanych na GPW skarb państwa miałby przynajmniej 25 proc. akcji: dla 36 rząd byłby największym akcjonariuszem, a dla 12 — większościowym. Taki wzrost zaangażowania państwa na warszawskim parkiecie rodzi wiele konsekwencji prawnych, których skutki trudno przewidzieć. Przepisy mówią bowiem, że każdy inwestor, który przekracza próg 33 proc. w spółce, zobowiązany jest do zaoferowania nabycia od pozostałych inwestorówdo 66 proc. akcji. Chodzi o to, by umożliwić wyjście z inwestycji dotychczasowym akcjonariuszom, którzy nie są zadowoleni z nowego inwestora.

— Ogłoszenie takich wezwań wymagałoby wyłożenia przez nowego akcjonariusza, czyli ZUS lub skarb państwa, około 35 mld zł. Dokupienie akcji w takiej kwocie wydaje się niemożliwe — uważa Mirosław Kachniewski, prezes SEG.

Nawet jeśli nie znajdą się chętni do sprzedaży udziałów, rząd musiałby zabezpieczyć na czas zakończenia wezwania tę ogromną kwotę.

Alternatywa jest — po przekroczeniu progu 33 proc. akcji w spółce rząd od razu pozbywa się tych walorów, które go przekraczają. To jednak również mało prawdopodobny scenariusz. Rząd musiałby nagle wystawić na sprzedaż akcje o wartości 36 mld zł, czyli kilkakrotnie więcej, niż rynek wchłonął przez cały ubiegły rok. Tak ogromna dodatkowa podaż musiałaby spowodować silną przecenę akcji na GPW. Według SEG, możliwe zatem, że przed zmianami w OFE rząd zechce zmienić przepisy, czyli znieść obowiązek o wezwaniu. Stowarzyszenie ostrzega, że oznaczałoby to łamanie praw inwestorów mniejszościowych i byłoby zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu