Wynalazek Polaka ułatwi życie liniom lotniczym

opublikowano: 31-07-2013, 00:00

Odmrażanie samolotu jest uciążliwe i kosztowne. Może się to zmienić za sprawą polskiego wynalazcy, o którym pisze „The Economist”. Kluczem do sukcesu jest… sadza

Czasochłonny i drogi — taki jest obecnie proces odladzania samolotu. Personel naziemny zmuszony jest rozpylać na skrzydła maszyny setki litrów preparatu przeciw zamarzaniu. Ma to zapobiegać osadzaniu się warstwy lodu, która zaburzałaby aerodynamikę samolotu. Jednorazowa procedura kosztuje linie lotnicze średnio około 2 tys. USD. W przypadku międzylądowań trzeba ją powtarzać kilka razy.

Zobacz więcej

DAWID JANAS (na zdjęciu z arkuszem nanorurek) jest studentem ostatniego roku studiów doktoranckich na Uniwersytecie w Cambridge. Wcześniej skończył studia na Politechnice Śląskiej i pracował na Universiti Teknologi Petronas w Malezji i Institute of Chemical Technology w Pradze. [FOT. ARC]

Dawid Janas, doktorant z Cambridge University, znalazł rozwiązanie. Może przynieść liniom lotniczym wymierne korzyści, zmniejszyć ryzyko pasażerów, że podróż się wydłuży, a przy okazji — poprawić bezpieczeństwo lotów. Jak donosi „The Economist”, chodzi o… sadzę. Ale nie zwykłą sadzę z komina, lecz tworzoną poprzez wpompowanie metanu do pieca rozgrzanego do temperatury 1200 stopni Celsjusza. Tam w obecności katalizatora gaz scala się w lepką substancję podobną do waty cukrowej, nazwaną aerożelem. Ostatecznie otrzymywana jest specyficzna warstwa pokrywająca (folia) o grubości około 10 mikronów, składająca się z siatki nanorurek węglowych. Pojedyncze nanorurki są znacznie lepszym przewodnikiem elektryczności niż miedź. Jednak w przypadku wynalazku Janasa nanorurki nie są dłuższe niż 1 mm, a pomiędzy nimi jest warstwa powietrza.

W rezultacie folia nabiera wysokiej oporności elektrycznej. Gdy przepływa przez nią prąd, rośnie też temperatura. Badania pokazały, że nowy materiał nagrzewa się o połowę krócej i potrzebuje na to o połowę mniej energii niż stop metali. Dodatkowo jest bardzo lekki. Jak wyliczono, ilość folii potrzebna do pokrycia skrzydeł jumbo jeta waży zaledwie 80 gramów. Niebagatelne znaczenie ma też sam koszt produkcji, który ma wynosić setną część kosztów warstwy nichromu (materiał o powierzchni A4 kosztuje 12 tys. USD), który daje porównywalne efekty. Niski pobór energii umożliwiłby ogrzewanie pokrytych węglowym filmem skrzydeł przez cały lot. Doświadczenia wykazały, że materiał zachowuje właściwości nawet po złożeniu i rozłożeniu go 100 tys. razy.

OKIEM WYNALAZCY
Gotów na próbę


DAWID JANAS, projektant folii z nanorurek

Udało nam się doprowadzić rozwiązanie do stanu, w którym jesteśmy gotowi na testy prototypów. W najbliższym czasie planuję przetestować je w tunelu symulującym warunki, na jakie wystawione są skrzydła w zimnym klimacie i podczas lotów. Mamy finansowanie na badania naukowe, ale potrzebujemy funduszy, by rozwinąć projekt od strony komercyjnej. Szukamy producentów lub aniołów biznesu. Po tekście w „The Economist” zgłosili się już pierwsi chętni do współpracy, ale jest za wcześnie na szczegóły.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Stasiuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy