Wynik wyborów w USA może wpłynąć na rynki f inansowe

Piotr Kuczyński
02-11-2004, 00:00

Po wyborze George W. Busha na II kadencję można się spodziewać zwiększenia deficytów i kolejnych awantur wojennych.

Z Ameryki

Wybory prezydenta USA są raz na cztery lata, więc tym razem komentarz amerykański będzie dłuższy. Zwyżka na rynku akcji zaczęła się wcześniej niż tego oczekiwałem. Spodziewałem się jej pod koniec tygodnia, kiedy inwestorzy będą kupowali akcje przed wyborami, ale rynek zdecydował, że to za późno. Pomagało to, że wiele funduszy kończy rok obliczeniowy 31.10 i chciało go zamknąć jak najlepiej. W poniedziałek wydawało się, że nic z tego wzrostu nie będzie. Media podniosły krzyk, że Amerykanie boją się kolejnych nierozstrzygniętych wyborów, ale fundusze się nie przestraszyły. W końcu jakiś wynik musi przecież być, a poza tym Amerykanie zrobią wszystko, by nie skompromitować się w oczach świata tak jak to miało miejsce cztery lata temu. Bykom pomogła również ostra korekta na rynku ropy. Na początku pretekstem zniżki ceny był wzrost zapasów w USA, ale potem chińska decyzja o podwyżce stóp już pretekstem nie była.

Podniesienie stóp procentowych przez Chiny (o 27 pkt baz., do 5,58 proc., czyli praktycznie do poziomu inflacji) było dużym wydarzeniem. To był pierwszy taki ruch od dziewięciu lat, wiec musiał nieco rynki zdenerwować. Jednak już od dłuższego czasu jasne było, że taka decyzja musi zostać podjęta — inne działania mające na celu osłabienie wzrostu po prostu nie działały w sposób wystarczający. W tej sytuacji wpływ podwyżki na rynki finansowe był bardzo ograniczony. Co innego jeśli chodzi o rynki towarowe, gdzie w obawie o to, że wyższe stopy zahamują chiński popyt, taniały surowce. Na razie nie będzie tak źle. Ekonomiści tonowali nastroje, twierdząc, że spowolnienie gospodarki chińskiej jest korzystne, bo w późniejszym terminie nie dojdzie do załamania. To prawda, ale ja zakładam, że ta obniżka zupełnie nic nie zmieni i Chiny będą musiały mocniej przykręcić śrubę. A czy przy okazji nie przesadzą, to już zupełnie inna sprawa. W każdym razie ta akurat decyzja jest wydarzeniem, o którym rynki szybko zapomną.

Pierwszy tydzień listopada będzie w USA pełen wydarzeń, ale najważniejsze będą wybory prezydenckie. To będzie wybór bardzo brzemienny w skutki dla całego świata. Wszystkie sondaże dają lekką przewagę prezydentowi Bushowi. Piątkowe wypowiedzi Osamy bin Ladena mogą jeszcze Bushowi pomóc. Co prawda sondaże są mało wiarogodne, ale istotne jest, że we wszystkich przewagę ma obecny prezydent i o ile rzeczywiście wygra (system wyborczy w USA jest tak specyficzny, że nie da się tego do ostatniej chwili przewidzieć) trzeba będzie to przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza. W wymiarze gospodarki USA, ale oglądanej przez pryzmat korzyści dla określonego sektora, wygrana Busha pomogłaby spółkom sektora paliwowego i producentom lekarstw. Wygrana Kerry’ego pomogłaby spółkom udzielającym kredytów hipotecznych oraz producentom alternatywnych paliw i energii elektrycznej. Na rynku towarowym wygrana Busha powinna z czasem podnieść cenę ropy (wzrośnie zagrożenie geopolityczne), a Kerry’ego obniżyć (jest zwolennikiem energii alternatywnych).

Po początkowych dziwnych ruchach (rozstrzygnięte bez problemów wybory to tak czy inaczej pozytyw dla amerykańskiej waluty, ale Kerry to większa niepewność, a tego rynki nie lubią) dolar powinien w krótkim okresie tracić na wartości po wyborze Busha, a zyskiwać po wyborze Kerry’ego. Może to się wydawać dziwne, bo przecież to Demokraci często doprowadzali do dużego deficytu budżetowego, ale obecny prezydent jest w tej dziedzinie specjalistą. Rynki mogą więc mieć nadzieje, że Kerry będzie bardziej odpowiedzialny. W obu przypadkach w dłuższym okresie dolar będzie tracił. W przypadku wyboru Busha szybciej, Kerry’ego wolniej. Podczas drugiej kadencji prezydent już nie musi bardzo dbać o poparcie wyborców, więc gdyby wygrał George W. Bush to można się obawiać nie tylko dalszego zwiększenia deficytów, ale i kolejnych awantur wojennych. Poza tym ta administracja świadomie chce słabego dolara.

Optymizm przed wyborami jest bardzo duży. Niepokojące jest to, że według sondażu magazyny „Barron’s” aż 56 proc. zarządzających funduszami należy do obozu byków. Zakładają oni, że w ciągu następnych ośmiu miesięcy (do połowy przyszłego roku) indeksy będą rosły. Prognoza mówi, że DJIA do końca roku przekroczy 10700 pkt, a do końca czerwca będzie bliski 11200 pkt. Powodem takiej zwyżki ma być „taniejąca ropa, silna gospodarka i reelekcja Busha”. Dla porównania: sześć miesięcy temu prognoza mówiła o 11000 pkt na koniec roku, więc nastroje są nieco gorsze, ale nadal znakomite. Nie mam doświadczenia z tym sondażem, ale przy kontrariańskim podejściu należałoby się zacząć poważnie bać, bo więcej niż 50 proc. byków to bardzo „niedźwiedzi” sygnał. Widać jak inwestorzy szykują się do powyborczej hossy (historycznie patrząc mają rację). I dlatego też obawiam się niemiłej niespodzianki. Jednak, jeśli wynik wyborów będzie oczywisty (bez względu na to kto wygra) to możemy zobaczyć 1-3 sesji wzrostu indeksów. Potem może być już kiepsko. Gdyby jednak pesymiści mieli rację i znowu zapowiadały się tygodnie dyskusji i chodzenia po sądach oraz przeliczania głosów to nie będziemy mieli nawet jednej sesji wzrostu – rynek szybko ruszy na południe. Kolejny prezydent wybrany w niejednoznaczny sposób podważałby legitymizację władzy w USA, a to nie byłoby dobre dla całego świata.

Z Polski

Byki na polskiej giełdzie pod koniec tygodnia szykowały się wyraźnie do ataku, ale wydawało się, że chińska podwyżka stóp wywołująca spadek cen ropy oraz miedzi tak negatywnie wpłynie na kursy naszych surowcowych spółek, że byki nie odniosą pełnego sukcesu. Jednak fundusze zagraniczne sobie z tym problemem w piątek poradziły. Ten tydzień rozpoczynamy od święta, ale jak gdyby w rekompensacie, w sobotę będzie miała miejsce sesja rozliczeniowa dla inwestorów indywidualnych w ofercie PKO BP. Ta oferta zakończy się olbrzymim sukcesem, a co za tym idzie nadsubskrypcją. Już po ofercie WSiP widać było, że inwestorzy dostaną najwyżej pięć procent zamówionych akcji banku. To duży plus dla GPW, bo na rynek wtórny wróci w kolejnym tygodniu mnóstwo niewykorzystanych pieniędzy. Na nowych inwestorów za bardzo bym nie liczył — to nie ten skład wiekowy. Jednak wielu zawodowców (w tym fundusze) brało udział w prywatyzacji. Nawet biorąc pod uwagę kredyty na rynek wróci dużo. Duże obroty sygnalizują, że fundusze bardzo się do tego powrotu kapitałów przygotowują.

Rada Polityki Pieniężnej tym razem nikogo nie zaskoczyła i to chyba jest pierwsza decyzja przyjęta z ulgą przez rynki. Uzasadnienie było kuriozalne, ale tak to jest, jeśli usiłuje się wybrnąć z trudnej sytuacji. Mówienie o wzmacniającym się złotym, o tym, że wygasają szoki na rynku żywności jest niezbyt poważne. Analitycy od dawna o tym mówili, a podwyżki stóp nic w tym obrazie nie zmieniły. Teraz kolejnym straszakiem są „rosnące moce produkcyjne”, ale sam NBP przyznaje, że można zaobserwować wolniejsze niż przewidywane ożywienie w inwestycjach. A jeśli inwestycje będą rosły wolno, to nie ma co marzyć o trwałym ożywieniu. Tak czy inaczej decyzja RPP była słuszna i mimo restrykcyjnego nastawienia jest szansa, że podwyżek długo nie będzie (choć część rynku oczekuje jeszcze podniesienia stóp o 25 pb w listopadzie). Październikowe indeksy Bureau for Investments and Economic Cycles zdecydowanie nakazują zachować dużą ostrożność w twierdzeniu, że mamy do czynienia z mocnym i trwałym ożywieniem gospodarczym. BIEC informuje, że Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK) spadł i „w magazynach producentów rosną zapasy wyrobów gotowych, a nowych zamówień nie przybywa”. Poza tym Wskaźnik Rynku Pracy (WRP) co prawda prawie się nie zmienił, ale „... ofert o nowych miejscach pracy nie przybywa, zaś liczba osób, które znalazły zatrudnienie spada”. To jest dokładnie ten obraz, który niedawno przedstawiałem. Przypominam jednak, że jeśli nawet patrzy się tylko na inflację to większość analityków prognozuje jej spadek, a potwierdza to BIEC swoim Wskaźnikiem Przyszłej Inflacji (WPI).

Jeśli rynki przestaną wierzyć w podwyżki stóp to zniknie poważny powód do kupowania złotego. Z całą pewnością po ofercie PKO BP zniknie też motyw wymiany walut pod kupno akcji banku. Uważam, że fundusze już dawno zapewniły sobie finansowanie takiej transakcji w polskiej walucie (są różne metody) i nie wierzę, by tłoczyły się na rynku kupując złotego. Tylko nadzieje na przepływ kapitałów jeszcze podtrzymują polską walutę. Zresztą w zeszłym tygodniu rozpoczęła się korekta na rynku. Rynek już tylko czekał na impuls. Nie ma znaczenia co było tym impulsem, ale niewątpliwie „ciekawe” pomysły podatkowe pobudziły wyobraźnię inwestorów i przypomniały o leżącym w Sejmie projekcie budżetu. Tutaj pomysły będą jeszcze bardziej ciekawe. Niedługo zobaczy to zagranica i niech nas nie zwiedzie panujący pod koniec tygodnia na rynku walutowym spokój. Złoty wyszedł górą z klina i z kanału trendu, a z tego wynikałoby, że powinien z czasem sięgnąć poziomu 4,50 w stosunku do euro. Gdyby wybicie było pułapką to nastąpi jeszcze test okolic 4,27, ale uważam, że zmiana trendu na złotym jest już kwestią dni a nie tygodni.

Rozpoczął się sezon wyników kwartalnych w Polsce. Pocieszające było to, że bardzo pozytywnie na dobre wyniki zareagował kurs TP. To pokazuje, że możemy oczekiwać pozytywnej reakcji na dobre wyniki spółek i nie wszystko jest jeszcze zawarte w cenach. W nadchodzącym tygodniu wyniki podaje kilka dużych spółek (Agora, BPH, KGHM, Softbank), ale przede wszystkim raporty opublikują te mniejsze. Tak więc będziemy mieli trzy czynniki sterujące naszym rynkiem: nastroje za granicami (to zależy od wyborów w USA), koniec oferty PKO BP i sezon wyników kwartalnych. Uważam, że to ostatnie jest najmniej ważne — fundusze i tak często wyniki w przybliżeniu już znają. Wniosek jest prosty — jeśli w USA nie dojdzie do pata wyborczego to byki na GPW powinny w tym tygodniu odnieść sukces.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Wynik wyborów w USA może wpłynąć na rynki f inansowe