Wyobraźcie sobie miłosierdzie

Wojciech Surmacz
26-05-2006, 00:00

Należy wsłuchać się w nauczanie Benedykta XVI i dostrzec wielką motywację dogłębną chęć poczucia wspólnoty i przynależności do Kościoła.

„Puls Biznesu”: Księże arcybiskupie — bogactwo…

Abp Sławoj Leszek Głódź, ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej:

Ja wam dam! Taka sentencja: „Kto upił się winem, wytrzeźwieje. Ale, kto upił się bogactwem, trzeźwy nie będzie nigdy”. O!

To może inaczej: przesłanie pielgrzymki Benedykta XVI brzmi: „Trwajcie mocni w wierze”. Jak powinni je interpretować ludzie bogaci — ze świata biznesu?

Przesłanie bardzo krótkie, lecz ma wielką wymowę. Te słowa w ustach papieża brzmią szczególnie. To nakaz apostolski. Każdy z nas jest tą latoroślą, wszczepioną w krzew Chrystusowy. Ale każda latorośl — człowiek, może być uschła. Oderwana od pnia. Dzisiaj wierni są doświadczani — przez sekularyzm, przez izolację. Wielu nie trwa we wspólnocie ludu bożego. Używając określeń teologicznych: trwanie to życie we wspólnocie — od chrztu. Tego wiernym brakuje, również biznesmenom.

W czym ten brak się przejawia?

Ot, choćby w wydarzeniach z ostatnich dni. Mamy do czynienia z bluźnierczą powieścią i filmem „Kod da Vinci”, które są jednocześnie fikcją i oszustwem. Żerują na religijnych pojęciach. W chrześcijańskim kraju — w Polsce, w dniu premiery ogląda go 340 tys. osób. Więcej niż „Pasję”. To nie jest dobry znak.

Showbiznes. Najważniejsze, że film się dobrze sprzedaje.

Ale to doskonałe świadectwo, w jakim świecie żyjemy.

W jakim?

Merkantylnym i sprzedajnym. Kaznodzieja Domu Papieskiego o. Raniero Cantalamessa w kazaniu wygłoszonym podczas liturgii Męki Pańskiej w Bazylice św. Piotra niezwykle krytycznie wypowiedział się o próbach fałszowania historii Chrystusa w celach komercyjnych. Podkreślił: „Chrystus nadal jest sprzedawany, ale nie za 30 srebrników, lecz za miliony dolarów, które płacą wydawcy za tę literaturę pseudoapokryficzną”. Nie może wolny rynek decydować o wartościach duchowych każdego człowieka. Dwie różne płaszczyzny. To smutny aspekt dotyczący pieniądza i głębi duszy ludzkiej, który świadczy, jak powierzchowna może być ludzka wiara. Wiara niedoskonalona.

ň propos powierzchowności. Dzisiaj na mszy papieskiej przy pl. Piłsudskiego w specjalnym wyznaczonym sektorze zagości kilka tysięcy VIP-ów. Wielu z nich będzie tam tylko dlatego, że tak wypada — ważne wydarzenie medialne. Wśród nich biznesmeni.

Nie popadajmy w skrajność. Nie każdy biznesmen to od razu człowiek zły, sprzedajny. Jest takie przysłowie japońskie: „Popielniczka i bogaty im więcej gromadzą, tym bardziej stają się brudni”. Tak być nie musi. Jeżeli ludzie zamożni dzielą się swym bogactwem, mają okazję do oczyszczenia. Pamiętam, jak kiedyś Zanussi — mieliśmy sporo czasu, czekając na samolot w drodze do Wrocławia — zapytał mnie: „A dlaczegóż to Kościół zajmuje się wciąż biednymi, a nie bogatymi?”. Rzeczywiście, tyle mówi się o Kościele dla ubogich. Pismo Święte przypomina słowa Jezusa Chrystusa: „Albowiem ubogich zawsze u siebie mieć będziecie, lecz mnie nie zawsze mieć będziecie”. Kto się ma zająć bogatymi? Tylko prałat Henryk Jankowski? Organizując pielgrzymki na Jasną Górę? Nad nimi też trzeba pracować.

Może wizyta Benedykta XVI tych majętnych bardziej zdopinguje?

Ależ są tacy, którzy się włączyli w pokrywanie kosztów tej pielgrzymki. Sponsorują. To ich udział i piękne świadectwo wiary. Oczywiście to dla nich również reklama, bo logotypy ich firm wszędzie figurują. Ale przy tym nie ukrywają swoich uczuć religijnych. To ludzie, którzy nie zamiatają — jak mawia pani Jaworowicz — tylko coś posiadają. Ale się dzielą. Nawet Orlen się włączył.

Dokończenie na stronie 28

Myśli ksiądz arcybiskup, że nowy papież będzie kontynuował posłannictwo Jana Pawła II — mam na myśli refleksje o ubogich, napomnienia dla bogatych.

Z pewnością, kiedy będzie w Łagiewnikach i powie o wyobraźni miłosierdzia, to nawiąże do przemówienia Jana Pawała II — i w tym kontekście powie także o ubogich. Zresztą Benedykt XVI już dawno o tym powiedział, bo połowa jego pierwszej encykliki „Deus caritas est” ma charakter społeczny, opowiada o wyobraźni miłosierdzia, potrzebie miłości w wymiarze socjalnym. Kraje bogate i biedne, relacje zamożnych i potrzebujących. W Łagiewnikach z pewnością pojawi się ten kontekst.

Rok temu ksiądz arcybiskup przekonywał w wywiadzie, że mit zimnego Josepha Ratzingera określanego mianem „Panzerkardinal” pryśnie, gdy tylko oficjalnie zacznie urzędować jako papież. Tak się stało?

W dużej mierze mit surowego kardynała teologa już prysł. Wszyscy teologowie niemieccy znani są z operowania zdaniami długimi i trudnymi — czasem po cztery linijki. Tymczasem Joseph Ratzinger jako Benedykt XVI stawia zdania proste. Nawet bez zdań podrzędnych. Takie było przemówienie do młodzieży w Kolonii. I tak na ogół formułował swoje przemówienia do biskupów polskich podczas wizyty ad limina apostolorum. Chociażby takie stwierdzenie: „Brońcie polskiej tożsamości — katolickiej i narodowej!”. Brzmi jak rozkaz wojskowy. To też zauważył Hans King, który dobrze zna myśl teologiczną Ratzingera i jego sposób budowania wypowiedzi: że Benedykt XVI używa zupełnie innego języka — duszpasterskiego, prostego i zrozumiałego. Nie dopatrzył się tego w jego poprzednich pismach. Oczywiście jego poglądy się nie zmieniły, jednakowoż nie były zawarte w takiej formie.

Poglądy Benedykta XVI się nie zmieniły — czyli?

Ojciec Święty szczególnie wrażliwy jest na proces sekularyzmu i indyferentyzmu religijnego, czyli sprowadzania wszystkich religii do jednego mianownika. Cały świat będzie oczekiwał od niego konkretów w tej kwestii — głównie ten liberalny, zeświecczały, europejski. Myślę, że należy oczekiwać jasnych, mocnych i czytelnych sformułowań.

Nie będzie naśladował Karola Wojtyły?

Wielokrotnie powtarzałem — nie ma pontyfikatów pod kalkę i nie ma papieży pod kalkę. Myśl Jana Pawła II była bardzo szeroka, ale Benedykt XVI nie jest tym samym papieżem. Jego tożsamość osobowa, teologiczna, rzekłbym: także pochodzeniowa, jest inna i z pewnością będzie formułował nieco inaczej swe myśli. Ale — podobnie jak Jan Paweł II — zajmie bardzo czytelne stanowisko wobec współczesnego człowieka. Należy się spodziewać, że mocno zaakcentuje zagrożenia.

To pierwsza wizyta w Polsce Benedykta XVI, ale dziesiąta Josepha Ratzingera. Bywał w Polsce wielokrotnie. Zna go dobrze przede wszystkim nasze duchowieństwo. Ale jak go przyjmie społeczeństwo?

Relacjom między wiernymi Kościoła polskiego i Benedyktem XVI towarzyszy miłość i pasterska więź. Dowodem tego są tysiące polskich pielgrzymów na placu św. Piotra, którzy się tam udają nie tylko odwiedzić grób Jana Pawła II, ale starają się też o audiencję, by spotkać się z jego następcą. Arcybiskup Piero Marini, Mistrz Papieskich Ceremonii Liturgicznych, przy każdej okazji mówi mi: „W każdą środę, gdy patrzę przez okno mojego urzędu, to widzę setki powiewających białoczerwonych sztandarów i jestem zdumiony. Jest ich więcej niż niemieckich”. Ludzie wierzący w Polsce podchodzą z wiarą do każdego papieża — apostoła naszych czasów. W wymiarze religijnym tej pielgrzymki należy dostrzegać wielką motywację dogłębną, chęć poczucia wspólnoty, bycia w wielkiej masie wiernych, przynależności do Kościoła. I wsłuchać się w jego nauczanie. To prawda, że Benedykt XVI dobrze zna Polskę. Ale nie tylko duchowieństwo, bo był w wielu miejscach jako kardynał, jako biskup. Zna Kościół polski jako wieloletni prefekt kongregacji doktryny wiary i z relacji biskupów z ad limina apostolorum. Dobrze wie, jaką jakość prezentuje Kościół w Polsce w odniesieniu do innych w Europie i na świecie. Mam na myśli powołania kapłańskie, żywotność, praktyki religijne. I niezależnie od tego, co niektóre liberalne dzienniki czy pisma bądź nieodpowiedzialni dziennikarze o Kościele polskim powiedzą, ma o nas dobre zdanie. Bo my się nie boimy głosów krytycznych, znamy także nasze wady i potrafimy przyznać się do błędów. Oceny polskiego katolicyzmu należy dokonywać w sposób sprawiedliwy — porównując z Kościołami Francji, Belgii, Holandii. Czy też Kościołem Irlandii, który dzisiaj przeżywa olbrzymi kryzys.

Mówimy o wymiarze religijnym, ale chyba wymiar polityczny zdominował w mediach klimat tej pielgrzymki.

Bo na co dzień żyjemy polityką — tymi antagonizmami.

To Waszą Ekscelencję irytuje?

Najbardziej mnie irytuje, gdy słyszę takie stwierdzenia od niechcenia. Na przykład wypowiedź redaktora Wojewódzkiego — skóra cierpnie, gdy się słucha banałów w stylu „A to taki zaściankowy, ludowy katolicyzm”. Jeżeli ateusz uczy modlitwy, a próżniak — etosu pracy, to coś jest nie tak. Ktoś, kto stoi z dala od Kościoła, nie zna go i nie wie, na czym polega ludowość ani katolicyzm, ani zaściankowość, niech się lepiej powstrzyma od takich mocnych stwierdzeń. Dlatego, że one są obraźliwe i irytują ludzi wierzących.

Sondaże w stylu: Polacy oczekują od Benedykta XVI uporządkowania sprawy Radia Maryja. Co na to ksiądz arcybiskup?

Nie dziwi mnie. Ten dziennik potrafi się rozpisywać o Radiu Maryja na trzech stronicach. Od uporządkowania spraw tego radia jest Konferencja Episkopatu. I to czyni — odpowiedzialnie. Tyle mam do powiedzenia. Ale widziałem też sondaż o poluzowaniu w dogmatach wiary. Nie da się czytać! Co to znaczy „rezygnacja z dogmatów”? Czy jakieś ulgi w wyznawaniu wiary? To żonglowanie pojęciami, których ten, co pisze, albo nie rozumie, albo taką miazgę celowo wkłada do głowy ludziom pozostającym z dala od Kościoła. Może warto, by ci, którzy publikują takie bzdury, przypomnieli sobie wierszyk: „Murarz niech muruje mieszkania, krawiec szyje ubrania, a wszyscy dla dobra wspólnego mój miły kolego”. Bo dzisiaj piekarz mówi, co ma robić złotnik. Niestety, w rodzimej polityce jest tylu ludzi z łapanki, że inaczej być nie może. Wiele osób w najwyższych urzędach państwowych nie zna nawet podstawowych pojęć — a powinny nimi swobodnie operować. To tak, jakby chórzyście dać partyturę i kazać zaśpiewać arię. A on na nutach się nie zna! Jeżeli w polskim parlamencie od wielu kadencji brakuje prawników, a trzy czwarte posłów nie zna się na rzeczy, to jak ma być dobrze? Większość posiłkuje się rzeszami ekspertów; ci za każdą kartkę ekspertyzy biorą krocie. Mają z czego żyć profesorowie, którzy powinni wykładać na swoich uniwersytetach. Jeszcze raz zaznaczam: nie krytykuję wyłącznie obecnego parlamentu. Tak jest od dawna.

Ale może się zmieni.

Nowoczesna, profesjonalna klasa polityczna musi się wykluć i przejść fermentację — jak dobre wino. A do tego trzeba czasu i dobrych szczepów.

A co z tym bogactwem „polskiej klasy próżniaczej” księże arcybiskupie? Od tej kwestii wyszliśmy, to może i skończymy na niej?

Kiedyś wyczytałem w polskiej prasie (za PRL-u, kiedy jeszcze byłem w Rzymie): w kraju wielkie poruszenie. W Poznańskiem aresztowano jakiegoś dziadka, który miał mnóstwo złota — przechowywał je w sztabkach. Niezwykle bogaty człowiek. Nastawienie społeczne mniej więcej było takie: i dobrze, że drania władza ludowa dziabnęła! Czytałem na głos, a przysłuchiwał się temu pewien Włoch. Słysząc moje słowa, krzyknął: „Cosa successo? Peccate!”. Czyli: „Jaki sukces? Wielka szkoda?”. Prawda. Bo gdybyśmy mieli z 10 proc. populacji takich dziadków, to kraj byłby bogatszy. I tego należy życzyć: by klasa polityczna była bogatsza. Niech się nie rozliczają w oświadczeniach majątkowych z maluchów i starych mondeo. Niech jeżdżą mercedesami, ale niech to będą samochody, na które sami uczciwie zapracowali. Seneka mówi: „Bogactwa bowiem u mądrego męża pozostają na służbie — u głupiego przy władzy”. U nas właśnie, ponieważ ci ubodzy są przy władzy, to chcą się szybko wzbogacić — i dlatego jest w nich to pragnienie, by skądś to wyssać. Stąd ta zła motywacja i źródełko, z którego wypływa strumyczek korupcji.

Rozmawiał Wojciech Surmacz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Surmacz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Wyobraźcie sobie miłosierdzie