Wypowiedzenie umów o ochronie inwestycji podzieliło przedsiębiorców

opublikowano: 28-02-2016, 22:00

Nie ma jednak powodów do paniki

Zapowiedź wiceministra skarbu o wypowiedzeniu umów o wzajemnym popieraniu i ochronie inwestycji (BIT) wywołała niepokój części zagranicznych inwestorów.

— Jeśli te informacje potwierdzą się akurat w tym momencie, może to być dobijający cios dla reputacji państwa polskiego jako dobrej lokalizacji inwestycji zagranicznych. Fundamenty ekonomiczne i wykształcone kadry, które przyciągały inwestorów, się nie zmieniły. Jednak już dziś niektóre belgijskie firmy zaczynają się wahać — po raz pierwszy od lat 90. ubiegłego wieku, czyli wejścia w życie tych umów — czy wchodzić do Polski.

Chcą wstrzymywać projekty w obawie o zmiany w systemie sprawiedliwości. W Belgii każda firma ubiegająca się o kredyt eksportowy albo inwestycyjny przedstawia opinię Instytutu Ducroire lub — w języku niderlandzkim — Delcredere. Jednym z kryteriów branych przez ten instytut pod uwagę jest posiadanie lub brak umowy o ochronie inwestycji z danym krajem — mówi Nicolas Nève de Mévergnies, radca Ekonomiczny i Handlowy Regionu Brukseli przy Ambasadzie Belgii w Warszawie.

Eksperci uspokajają — decyzja niekoniecznie przełoży się na napływ inwestycji zagranicznych. — Co prawda nie spotkałem się, żeby przy decyzji inwestycyjnej firma sprawdzała, czy mamy takie umowy, ale jeśli konkurenci Polski zaczną bić na alarm, może nam to zaszkodzić wizerunkowo. Z drugiej strony tyle złego się mówiło o Węgrzech, a koniec końców dla inwestorów zagranicznych liczy się tabelka w Excelu — ocenia Tomasz Gondek, przez kilka lat wiceprezes Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, dziś dyrektor rozwoju w Saule Technologies.

Dobry ruch

Część rozmówców wręcz uważa, że MSP może mieć rację.

— Przepisy BIT miały na celu ściągnięcie inwestorów do Polski na początku przemian. Teraz zaufanie do nas jest na dużo wyższym poziomie i tego typu umowy nie są potrzebne. Oczywiście, z punktu widzenia inwestora są korzystne, bo wyroki w sądach arbitrażowych zapadajądużo szybciej niż w naszych sądach. Jednak my, polscy przedsiębiorcy, bardzo się denerwowaliśmy na specjalne traktowanie firm z zagranicy. Nadszedł czas, aby wszyscy byli traktowani tak samo. Większość krajów chroni i preferuje firmy rodzime — komentuje Bartosz Świderek, wiceprezes Pol-Inoweksu zajmującego się relokacją fabryk. Podpowiada kolejne kroki.

— Następną kategorią umów, które powinny być zweryfikowane, są umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Nie są symetryczne i w wielu przypadkach dają więcej korzyści drugiej stronie — uważa Bartosz Świderek.

Przedsiębiorcy wierzą, że racje finansowe są ważne. — Nie znam analizy MSP, a tylko na jej podstawie można stwierdzić, czy umowy BIT są potrzebne, ważne i skuteczne. Liczę, że stanowisko MSP jest oparte na konkretnym biznesowym rachunku, który resort przedstawi parlamentowi i organizacjom przedsiębiorców — mówi Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, wcześniej minister gospodarki w latach 2001-03 i 2005 r.

Radzą sobie

Z informacji „PB” wynika, że jeszcze żadna polska firma nie użyła BIT-u w relacjach z żadnym państwem.

— Przyczyny są trzy. Po pierwsze, to drogi instrument także dla pozywającego, nieprzypadkowo nie korzystają z niego w ogóle małe i średnie firmy. Trzeba wyłożyć miliony dolarów, a wynik jest niepewny. Po drugie, dopiero w ostatnich latach polskiefirmy zaczęły mieć duże interesy poza Europą, gdzie możliwe są gwałtowne działania wywłaszczeniowe lub dramatyczne zmiany regulacyjne, np. w Ameryce Łacińskiej czy Afryce. Dotychczas polskie inwestycje koncentrowały się w UE, gdzie taniej i efektywniej jest np. skarżyć się przez Komisję Europejską, ETS lub sądy cywilne. Nie mamy BIT z Rosją, a tu akurat pewnie byłoby kilka dużych polskich firm, które mają się o co kłócić — twierdzi urzędnik, który zajmował się umowami BIT w resorcie gospodarki.

BIT-y pozwalają firmie pozwać inne państwo. Natomiast spółki mogą rozwiązywać konflikty z innymi przedsiębiorstwami przy pomocy sądu arbitrażowego — i to robią. W ubiegłym roku PGNiG wezwało na arbitraż przed trybunałem w Sztokholmie Gazprom w związku ze zmianą cen w kontrakcie gazowym z 1996 r.

Orlen kilkakrotnie wygrał z Agofertem w sądzie arbitrażowym w Pradze, a z holenderskim Yukos International sądził się w postępowaniu arbitrażowym w Holandii. — Wielokrotnie przy podpisywaniu umów np. w Niemczech wprowadzaliśmy zapis, który przewidywał rozwiązywanie ewentualnych konfliktów w sądzie arbitrażowym, bo tak jest szybciej — mówi Krzysztof Jabłoński, prezes spółki Korona Candles, producenta świec z fabryką w USA. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Wypowiedzenie umów o ochronie inwestycji podzieliło przedsiębiorców