Wyprzedzamy potrzeby klientów

  • Materiał partnera
opublikowano: 31-07-2019, 22:00

Rozmowa z Andrzejem Wiśniowskim, właścicielem firmy Wiśniowski

Czy w 1989 r. myślał pan o tym, co będzie za 30 lat?

Andrzej Wiśniowski: Gdy rozpoczynałem działalność gospodarczą, wiedziałem, co chcę robić. Moje plany biznesowe zawsze wybiegały i wybiegają kilka lat do przodu, jednak nie aż 30. Wierzyłem, że automatycznie otwierane bramy na pilota zmienią życie Polaków na lepsze, wygodniejsze. W tym czasie w wielu domach nie było pilotów do telewizorów! Wyprzedzanie potrzeb klientów pozwala przejść firmie na kolejny poziom. Zawsze szukam w biznesie potwierdzenia, że idę w dobrym kierunku. Kiedy moje decyzje się potwierdzały, robiłem następny krok. Już wtedy wiedziałem, że naszym wyróżnikiem będzie innowacyjność. Postrzeganie tej kategorii zmieniało się na przestrzeni lat. Wystarczyło tylko podążać za tą zmianą i ciężko pracować, by być krok przed konkurencją.

Jak udawało się panu przetrwać czasy gorszej koniunktury?

Nie dawałem się im pokonać. Robiłem kontrę. Gdy gospodarka zwalniała — ja przyspieszałem. Tylko w ten sposób można pokonać kryzys — inwestując. Nie czekałem też, kiedy dana inwestycja się zwróci. Gdy widziałem, że spełniała oczekiwania, brałem kredyt na kolejną. Nie mogłem dopuścić do tego, żebyśmy stanęli w miejscu. Najgorsze to czekać, aż lepsze czasy przyjdą same.

Co uważa pan za swój największy sukces w życiu?

Udało mi się stworzyć coś wyjątkowego w skali kraju. Mam firmę ze stu procentami polskiego kapitału, z fabryką w Polsce, opartą na polskiej myśli konstruktorskiej. Sukcesem była dla mnie każda rzecz, którą się budowało własnymi siłami. Ciężko pracowaliśmy, żeby w całości zapanować nad procesem produkcji tak, by mieć pewność, że nasz produkt będzie dokładnie taki, jak chcemy. Od początku do końca. W końcu na każdym jest moje nazwisko, to duże zobowiązanie.

W jednej z rozmów powiedział pan, że mijające dekady są jak etapy podróży. Jaka to była podróż przez te ostatnie 30 lat? I jakie etapy by pan wyróżnił?

To podróż pełna doświadczeń. Zaczynaliśmy jako firma lokalna, potem przyszedł etap po targach w Poznaniu, gdy zaczęliśmy rosnąć na całą Polskę. W 1997 r. otworzyliśmy własną ocynkownię. To była pierwsza inwestycja, w dodatku tak ogromna, że część banków odmówiła udzielenia kredytu. Podjąłem ryzyko, bo wiedziałem, że dzięki temu zabezpieczymy nasze bramy na długo i będziemy mieli kontrolę nad całym procesem produkcji, a to da nam kolejną przewagę. Nie myliłem się. Nie czekałem więc, by spłacić kredyt i zacząłem kupować kolejne maszyny. Potem przyszedł czas na inwestycje w przemysł 4.0, automatyzację i robotyzację. Część maszyn projektowaliśmy sami i to dało nam kolejną przewagę rynkową — nie musieliśmy się ograniczać dostępnymi rozwiązaniami. Kolejne etapy podróży to stworzenie programu do projektowania ogrodzeń AW Expert, rebranding marki i pierwsze produkty w wersji smart.

Produkty smart to duży krok w rozwoju oferty. Jak przyjęli je klienci?

Od lat jesteśmy w czołówce krajów, które najchętniej korzystają z nowoczesnych technologii. W telefonach mamy dziś pieniądze, kontakty do rodziny i znajomych, całą wiedzę świata. Stało się dla nas naturalne, że również kontrola nad dostępem do domu — czyli właśnie nad bramą wjazdową, drzwiami czy bramą garażową — powinna być w tym telefonie. Wiedzieliśmy, że wśród klientów pojawi się obawa przed nieznanym, obawa przed powierzeniem swojego bezpieczeństwa inteligentnym technologiom. Wdrożyliśmy więc wiele działań, by pokazać, że właśnie w tym kierunku kroczy cały świat i nie należy się tego bać. Nowe pokolenie klientów, którzy już niedługo wejdą na rynek budownictwa, nie będzie chciało słuchać o innowacjach technicznych, jakie zastosowaliśmy w produkcji. Nowe pokolenie zapyta: „Co mi to da?”, a my wtedy wyciągniemy smartfon albo użyjemy komendy głosowej. Komfort i bezpieczeństwo to już nie tylko wyjątkowe rozwiązania mechaniczne, a właśnie inteligentne technologie.

Czym polskie firmy mogą zaskoczyć zagranicznych klientów?

Największym zaskoczeniem dla Europejczyków jest to, że produkujemy na wymiar. Nasza zagraniczna konkurencja robi bramy, drzwi w tzw. typoszeregu i określonym wykonaniu. U nas od początku działania firmy można było zamówić bramę na każdy wymiar, z dowolnym wyposażeniem. Dziś powiedzielibyśmy „spersonalizować sobie produkt”. Wtedy dla mnie było oczywiste, że to da nam przewagę nad innymi. I tak jest do dziś, nawet ogrodzenie można dopasować do kształtu działki, pochylenia terenu itd. Na tym urosła nasza firma, to powodowało rozwój i pchało nas do szukania maszyn, technologii również „na wymiar”. Żeby tę przewagę utrzymać i zwiększyć. Oczywiście do tego nasza pomysłowość i pracowitość plus park maszynowy na światowym poziomie. To wszystko wpływa na sposób, w jaki poza granicami kraju postrzega się polskie produkty. Tworzymy pozytywny wizerunek marki „made in Poland”.

Inwestycje w przemysł 4.0, które trwają już ponad dekadę, pomogły marce w rozwoju?

Weszliśmy w przemysł 4.0, nie wiedząc o tym, bo ten termin zdefiniowali naukowcy niemieccy znacznie później. Zmusiła nas do tego właśnie nasza koncentracja na kliencie i zrobieniu bramy na wymiar, ale szybciej i ekonomiczniej. Potrzeba napędziła ten proces. W 2003 r. zacząłem inwestować w automatyzację i robotyzację. Okazało się wtedy, że w ten sposób można poprawić funkcjonowanie firmy. Pracownicy mogli zająć się mniej uciążliwymi i monotonnymi zajęciami, zmniejszyła się liczba błędów. Dziś mówimy „fabryka klientocentryczna”, do tego na taką skalę — bramy, okna, drzwi i ogrodzenia na wymiar dla domów, rezydencji, fabryk, portów. Łączymy w niej zalety produkcji masowej — a więc szybkość produkcji i efektywność kosztową — z produkcją ciągle „na wymiar”, czyli pod indywidualne potrzeby zamówienia. Klient nadal może sam decydować o większości elementów gotowej bramy, fasady, drzwi lub ogrodzenia.

30 lat marki Wiśniowski to 30 lat polskiego wolnego rynku. Udało się wam wykorzystać ten czas?

Wystarczy porównać zdjęcia polskich miast z lat 90. i współczesne. Branża budowlana przez te trzy dekady zrobiła znaczne postępy, a i sposób projektowania się zmienia. Digitalizacja jest wszechobecna — my jesteśmy na nią gotowi. Od kilku lat mamy dla projektantów pliki z naszymi produktami w technologii BIM, która pozwala architektom w modelu 3D budynku zawrzeć informacje o zastosowanych produktach. Finalnie pozwala na rzeczywiste odwzorowanie całego budynku w modelu cyfrowym, co do jednej śrubki! Zrobiliśmy to wcześniej niż niejedna światowa firma. Tak właśnie wykorzystujemy ten czas transformacji. Jesteśmy otwarci i elastyczni. Szybko się uczymy. Zrodziliśmy się razem z wolną Polską i wspólnie budowaliśmy to, co dziś nazwiemy polską branżą budowlaną, ale też polską architekturą, bo z nią również jesteśmy mocno związani. Projektujemy nasze produkty tak, by były ukoronowaniem każdej inwestycji, zarówno pod względem funkcjonalności, jak i designu.

Trwa największa w historii firmy inwestycja w powiększenie przestrzeni produkcyjnej, Jaki jest cel tych zmian?

Jeśli chcemy podbijać Europę, musimy zwiększać produkcję. Nowe produkty i nowe maszyny potrzebują miejsca. Budujemy w Wielogłowach nie jedną, lecz trzy fabryki — bram, ogrodzeń i stolarki. Są to trzy główne obszary naszej działalności. Podział jest potrzebny, aby optymalizować procesy i zapewnić sprawność działania. Zwiększamy w ten sposób przestrzeń produkcyjną do 27 hektarów. Już zatrudniamy niemal 2 tys. pracowników, a to dopiero początek zmian. Najlepsze dopiero przed nami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera: Wiśniowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu