Wyścig po teki dopiero startuje

Jacek Zalewski
22-06-2009, 00:00

Unijny szczyt w Brukseli, przypadający na przełomie kadencji Parlamentu Europejskiego oraz Komisji Europejskiej, zawsze w naturalny sposób zdominowany jest kwestiami personalnymi, spychającymi w tło wątki merytoryczne. W tym drugim obszarze Rada Europejska postanowiła ciągnąć za uszy traktat z Lizbony, przedstawiając Irlandii gwarancje, które naruszają zapisy ratyfikowanego już przez 23 państwa traktatu, ale dają szansę na sukces powtórkowemu referendum irlandzkiemu.

Jedną z owych gwarancji jest praktyczne skreślenie traktatowej redukcji liczebności Komisji Europejskiej (KE). W kadencji 2009-14 będzie ona liczyć jeszcze 27 komisarzy, tylu, ile jest państw, ale od kadencji 2014-19 miała zostać ograniczona do 18. Był to przepis bardzo rozsądny, jako że KE została sztucznie rozdmuchana, jednak nie wytrzymał pożądania choćby okruchów władzy przez małe państwa członkowskie.

W tej sytuacji kwestią strategiczną staje się teka komisarza, jaką Polska wywalczy dla Janusza Lewandowskiego,

stałego felietonisty "Pulsu Biznesu" (patrz poniżej).

On sam widziałby "rynek wewnętrzny", a dopiero potem "programowanie finansowe i budżet" czy "sprawy gospodarcze i walutowe". Doszedł do wniosku, że właśnie w tym pierwszym resorcie mógłby najskuteczniej

przeciwdziałać protekcjonistycznym tendencjom szkodliwym dla gospodarki UE, a w tym oczywiście dla Polski.

Janusz Lewandowski

Niezapomniana Margaret Thatcher twierdziła słusznie, że "najgorsze w komunizmie jest to, co przychodzi później". Wróżyła bolesne zmaganie się z jego spuścizną w instytucjach, ludziach i obyczajach. Notabene, jedynym, który nas — młodych i pełnych optymizmu — ostrzegał, że droga od socjalizmu do normalności będzie bagnista, był profesor Janusz Beksiak.

Dzisiaj podobne wróżby dotyczą wychodzenia ze światowego kryzysu. Trwają spory o to, czy przełom 2009/10 przyniesie ożywienie, ale rośnie niepokój o kondycję światowej gospodarki, obciążonej miliardowymi pakietami antykryzysowymi. Obciążonej także moralnie, nadzieją na opiekuńczą rękę państwa, która unieważni skutki działania niewidzialnej ręki rynku. Wszystkie podręcznikowe patologie, związane z uznaniowym rozdziałem i nadużywaniem publicznych pieniędzy, socjalizowaniem strat i ubieganiem się o szczególne przywileje władzy, wróciły do gospodarki na wielką skalę. Bardziej na Zachodzie niż w Europie Środkowej i Wschodniej, która uwalniała się od tego dziedzictwa przez dwadzieścia lat i której nie stać na rozdawnictwo antykryzysowych pieniędzy.

Jedna z przyczyn kryzysu, w postaci światowej nierównowagi polegającej na finansowaniu amerykańskiego długu przez nadwyżki Chin, Japonii i krajów naftowych, pozostaje aktualna. Co gorsza — mocno pogłębiona. A w kryzysie najgorsze jest to, co przyjdzie potem…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Wyścig po teki dopiero startuje