Wysoka rynkowa szkodliwość

Jarosław Augustynowicz
11-02-2002, 00:00

Do tego, że świat jest globalna wioskę i dąży do ujednolicenia, czytaj: zamerykanizowania, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Warto przy okazji zauważyć jednak kilka elementów polonizacji zagranicznych rynków kapitałowych, elementów, które nigdy nie będą powodem do dumy.

Ubiegły tydzień to przede wszystkim informacje napływające z trzech dużych spółek: Elektrimu, PKN Orlen i KGHM. W Elektrimie nadal trwa przepychanka: kiedy walne, czy rozpatrywać wniosek akcjonariuszy, którzy nabyli udziały w sposób wskazujący na konieczność ogłoszenia wezwania, kogo reprezentuje rada nadzorcza wobec przetasowań w akcjonariacie, czy p.o. prezesa został wybrany zgodnie z prawem, a jeśli nie, to czy podjęte przez niego decyzje będą prawomocne. Sprawę bada Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, spółka czeka na rozstrzygnięcie, a czas płynie. Czas to pieniądz. W tym konkretnym przypadku to bardzo duży pieniądz. Spółce są potrzebne zdecydowane kroki. A tymczasem uwiąd decyzyjny ma się w najlepsze. Mimo że historia pokazała, iż czekanie nie przynosi profitów akcjonariuszom. Zamiast propozycji rozwiązań, słyszymy o donosach do prokuratury dotyczących wykorzystywania informacji poufnych w celu spekulacji akcjami spółki przez przewodniczącego rady nadzorczej Elektrimu. Niezależnie od przesłanek merytorycznych tego oskarżenia nie wierzę w jakiekolwiek rozstrzygnięcie w tej sprawie. Nie słyszałem o żadnym przypadku skazania osób lepiej poinformowanych. Albo sprawa zatrzymuje się na poziomie prokuratury, albo dochodzi do wyroku, ale sąd odstępuje od wymierzenia kary ze względu na niską szkodliwość społeczną (casus poznańskiej wirrówki).

Prześledźmy, jak działają organa śledcze, na aktualnym przykładzie. W czwartek kurs PKN Orlen zniżkował 7 proc. przy znacznym obrocie. Po południu dowiedzieliśmy się o zatrzymaniu prezesa przez Urząd Ochrony Państwa. Ktoś wiedział wcześniej. Zbieranie dowodów, jeśli się rozpocznie, zakończy się na przesłuchaniu kilku osób, które stwierdzą, że powodem wyjścia z rynku była informacja o redukcji swego zaangażowania przez Bank of New York (z 27 do 25 proc.). Jakże chciałbym się mylić.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jest to nasz chleb powszedni. Jest to normalne. Zainteresowanie naszych mediów elektronicznych tematem jest raczej naśladownictwem Amerykanów (przypadek Enrona) i Irlandczyków (AIB poniósł ogromną stratę w wyniku działań nowego Nicka Leesona). Tam jest to wydarzenie nadzwyczajne. Amerykańscy inwestorzy tracą zaufanie do spółek — kilka dni z rzędu spadały indeksy. Tak rozumianej polonizacji nie życzę nikomu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Augustynowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wysoka rynkowa szkodliwość