Wyzwania stojące przed GPW

Puls Biznesu, Partnerem publikacji jest: BOŚ
16-05-2018, 22:00

Z perspektywy krajowego inwestora, trwająca obecnie hossa wydaje się być jedynie cieniem tej z poprzedniego okresu dobrej koniunktury, który zakończył się lekko ponad dekadę temu

Zwyżki cen akcji na warszawskim parkiecie są wybiórcze, a styl ustanowienia nowego historycznego rekordu przez szeroki indeks WIG pozostawiał wiele do życzenia. Zresztą indeksy cenowe wszystkich trzech głównych segmentów rynku podobnych rekordów nie odnotowały, co oznacza, że bardzo krótki styczniowy moment chwały zawdzięczmy zwiększonej roli dywidend w ogólnym zwrocie z inwestycji w akcje. Jest to o tyle istotne, że wskazuje na zmianę charakteru rynku.

Wzrosty cen akcji są skromniejsze niż wcześniej i częściej przerywane korektami. Aby wykorzystać potencjał giełdowego parkietu, jego uczestnicy muszą więc wykazać się większą cierpliwością i tolerancją na dość częste rynkowe grymasy. Czy mamy szansę na zmianę tego stanu rzeczy? Wydaje się, że w obecnym cyklu jest to już niezwykle mało prawdopodobne, ale w kolejnym takiej możliwości z pewnością nie można wykluczyć. Musiałyby się jednak zmienić dwie dość istotne kwestie. Pierwsza wiąże się z przepływami kapitału, a druga — transformacją notowanych spółek i zwiększeniem jego grona o podmioty lepiej dostosowane do zmieniającego się otoczenia.

Dotkliwy brak kapitału

Jedną z istotnych bolączek krajowego rynku są skąpe przepływy kapitału. Niebagatelny wpływ na to miały zmiany wprowadzone w funkcjonowaniu otwartych funduszy emerytalnych, które de facto odcięte zostały od napływów większych strumieni pieniędzy, a dodatkowo wprowadzono mechanizm suwaka, który nakłada obowiązek comiesięcznych przelewów określonych środków na konta ZUS-u. Tym samym każdego miesiąca kapitał z OFE przestał na rynek napływać, a zaczął wręcz z niego odpływać. To bardzo istotna strukturalna zmiana, która ma swoje dalsze implikacje, choćby w postaci zwiększonej roli inwestorów zagranicznych. Oznacza to, że kreatorem nie tylko głównych, ale nawet wtórnych trendów nie jest kapitał krajowy, ale zagraniczny. Ma to swój negatywny wpływ na szeroki rynek, który z uwagi na obniżoną płynność pozostaje w znacznej mierze poza kręgiem zainteresowania inwestorów z zagranicy. Tę lukę mógłby uzupełnić rosnący rezerwuar krajowego kapitału, ale się do tego niespecjalnie kwapi. Owszem, wzrosła świadomość finansowa Polaków, a rekordowo niskie stopy procentowe powodują, że realnie na lokatach bankowych się nie zarabia, lecz wręcz traci. Dlatego widać zwiększone zainteresowanie alternatywnymi metodami lokowania kapitału, a tymi stały się najbezpieczniejsze fundusze gotówkowe i pieniężne oraz rynek nieruchomości.

Nabywanie mieszkań na wynajem stało się modne, a trend ten wspiera niski koszt kredytu, napływ imigrantów i rosnące zatrudnienie w miastach. Giełda pozostaje poza spektrum zainteresowania, co może wynikać z wciąż żywej pamięci krachu z 2008 r. oraz ogólnej konserwatywnej natury społeczeństwa, które pod tym względem przypomina ostrożnych Niemców. Dodatkowo wciąż nie wykształciła się kultura systematycznego inwestowania nadwyżek finansowych.

W tym kontekście pewną nadzieją na zmianę może być wprowadzenie pracowniczych planów kapitałowych (PPK). Moment na ich wdrożenie wydaje się optymalny, gdyż z powodu rosnących zarobków coraz więcej osób może sobie pozwolić na odłożenie części wynagrodzenia na przyszłość. Kluczem do sukcesu programu jest jednak zaufanie, jakim się powinien on cieszyć. Polacy muszą być przekonani, że nowy trzeci filar będzie trwały, stabilny i przewidywalny. Wydaje się, że jego konstrukcja ma szansę to zapewnić. Pieniądze gromadzone w ramach PPK uzyskają bowiem ustawowy status prywatnych, czego, niestety, nie miały OFE. Ponadto model podziału wpłat na pracodawcę i pracownika już na starcie daje korzyści temu ostatniemu. Nie bez znaczenia jest również dbałość o niski koszt zarządzania nowymi środkami, co w długim okresie jest sprawą kluczową dla ogólnego wyniku inwestycyjnego.

Wraz z wprowadzeniem PPK powinna być jednak ostatecznie rozwiązania kwestia pieniędzy pozostałych w OFE. Zaproponowany model ich podziału na część publiczną, która powędruje do ZUS-u i prywatną, złożoną z akcji, będzie ostatecznie ucinał szkodzące rynkowi spekulacje o „nacjonalizacji” oraz powinien kończyć niekorzystny mechanizm suwaka. W tym kontekście kompleksowo potraktowana reforma systemu emerytalnego, polegająca na ostatecznej likwidacji II filara i wyraźnym rozbudowaniu prywatnego III filara, ma szansę wyraźnie poprawić strukturę przepływu kapitału na krajowy parkiet. Stwarza to niepowtarzalną okazję rozwiązania kwestii niedoboru świeżego kapitału na szerokim rynku, a tym samym poprawić się powinna jego kondycja z korzyścią dla wszystkich uczestników zorganizowanego handlu.

Transformacja spółek

Zarysowany powyżej argument płynnościowy jest bardzo ważny, ale nie zamyka katalogu istotnych kwestii, które wymagają poprawy. Każdy rynek składa się bowiem z dwóch stron. Kapitał odpowiada za popyt, a ten powinien być zaspokojony przez odpowiednią podaż i jej najwyższą jakość, która spełni oczekiwania inwestorów.Trzeba postawić sprawę jasno — najlepsze jakościowo spółki obronią się na każdym rynku. Nie można więc rachitycznego charakteru obecnej hossy tłumaczyć tylko i wyłącznie brakiem napływu kapitału.

Bardzo dobrą tego ilustracją jest kondycja wybranych małych i średnich spółek. Od minionego roku muszą się one zmierzyć z rosnącymi kosztami pracy i surowców, czy też mniej korzystnymi wahaniami na rynku walutowym. Pokazało to, że niemała część krajowej gospodarki swoją przewagę konkurencyjną zbudowała na taniej sile roboczej i zadowalała się rolą podwykonawców, których siła przetargowa w ogólnym łańcuchu dostaw pozostaje ograniczona. Tymczasem rynek byka, rozpoczęty w 2009 r., premiuje przedstawicieli szeroko pojętego sektora technologicznego. Spółki dostarczające bardziej zaawansowane produkty bądź usługi rezydują w innym miejscu łańcuchu dostaw, przez co mają nie tylko większą możliwość przełożenia rosnących kosztów na konsumenta, ale również niekoniecznie opierają swoją przewagę na stronie kosztowej.

W tym kontekście nie można lekceważyć głosów mówiących o konieczności transformacji krajowej gospodarki w stronę bardziej innowacyjnego modelu. Na warszawskim parkiecie widać zresztą tego namiastkę w postaci producentów gier, których sukcesy są sowicie wynagradzane zwyżkami cen akcji. Nie oznacza to oczywiście, że giełda powinna opierać się na tylko jednym sektorze. Bardziej chodzi o dostosowanie modelu funkcjonowania spółek do coraz szybciej zmieniającego się otoczenia. Dobrym tego przykładem mogą być sukcesy spółek realizujących nowoczesny model sprzedaży dóbr szybkozbywalnych czy w odpowiedni sposób zaspokajających zwiększające się zapotrzebowanie na rozrywkę. Spółki tego typu znaleźć można w gronie nie tak dawnych debiutantów, ale aby przyciągnąć ich większą liczbę potrzebny jest odpowiedni poziom wycen, który zapewni bogaty zasób kapitałowy. Tym samym wracamy do pierwszego punktu związanego z brakiem kapitału.

Obie kwestie pozostają więc w nierozerwalnym związku, którego poprawne zaadresowanie powinno uzdrowić kondycję warszawskiego parkietu z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych stron. Spółki otrzymałyby potrzebny im kapitał, a inwestorzy — satysfakcjonujące i wyższe niż w obecnym cyklu stopy zwrotu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Puls Biznesu, Partnerem publikacji jest: BOŚ

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyzwania stojące przed GPW