Xelion: Liczą się tylko dobre informacje

16-04-2007, 09:54

W piątek rynki europejskie spokojnie zareagowały na  wzrosty indeksów na giełdach amerykańskich. Indeksy rosły, ale chęć do kupna akcji tłumiona była przez rosnący kurs EUR/USD.

Przede wszystkim czekano jednak na amerykańskie dane makro. Raport o produkcja przemysłowej w strefie euro zostanie całkowicie zlekceważony (wzrosła mocniej od prognoz w skali miesiąca, ale w skali roku dynamika nieznacznie spadła). Im bliżej było do publikacji danych tym gorsze były jednak nastroje na rynku akcji, ale same dane graczy tak ucieszyły, że sesje zakończyły się zwyżkami zwiększonymi korektą na rynku EUR/USD.

W USA, tak jak i na całym świecie, czekano na publikację raportów makroekonomicznych. Okazało się, że, jak to często w USA bywa, były one dosyć zaskakujące. Nie mówię nawet o inflacji w cenach producenta (PPI), bo tutaj wielkiego zaskoczenia nie było. Co prawda główna miara inflacji wzrosła o 1 procent (oczekiwano wzrostu o 0,7 proc.), ale inflacja bazowa (bez żywności i paliw) nie uległa zmianie, a to dla ekonomistów jest bardziej istotne. Zadziwiające były jednak dane o lutowym bilansie handlu zagranicznego. Oczekiwano wzrostu, a tymczasem deficyt prawie się nie zmienił. W lutym w Chinach nadwyżka w handlu zagranicznym była bardzo duża, więc taki spadek deficytu był niespodzianką. Jeśli spojrzy się jednak głębiej to trzeba odnotować, że eksport w lutym spadł w stosunku do stycznia o 2,2 procent, a import o 1,7 proc. Spadający import i eksport zazwyczaj sygnalizują, że słabnie gospodarka, ale trzeba też brać pod uwagę, że luty był krótszy od stycznia. Nie zaskoczył wstępny odczyt indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan, ale nastroje pogorszyły się jednak mocniej niż oczekiwano. Indeks miał spaść z 88,4 do 87,5 pkt., a spadł do 85,3 pkt.

Podsumowując można powiedzieć, że dane były słabe, co powinno szkodzić dolarowi i akcjom. Rzeczywiście dolarowi szkodziły, ale po 16.00 rozpoczęła się realizacja zysków. Nie było wystarczająco mocnych sygnałów do sprzedaży dolara, więc gracze postanowili schować do kieszeni (przed weekendem i spotkaniem grupy G7) część zysków. Taka korekta trwała jednak około godziny, po czym kurs EUR/USD ruszył na północ i zakończył dzień blisko sesyjnych szczytów. Nastroje są nadal bardzo anty-dolarowe. Słaby dolar pomógł wzrosnąć cenom złota i miedzi. Ropa nieznacznie staniała. Podobno powodem była większa produkcja benzyny w amerykańskich rafineriach, ale mnie to wyglądało na prostą realizację zysków po czwartkowym, dużym wzroście.

Rynek akcji nadal lekceważył słabe dane makro. Z ciekawością obserwuję tę ślepotę inwestorów i zastanawiam się, kiedy zdejmą różowe okulary. Pomagał bykom wzrost kursu akcji Mercka - w czwartek po sesji spółka podniosła prognozy na pierwszy kwartał i na cały rok. Dzięki temu rosły ceny akcji w całym sektorze farmaceutycznym. Podobną prognozę przedstawił w piątek McDonald. Cieszył również raport kwartalny General Electric, który podtrzymał też prognozę na cały rok. Problemem był jedynie Apple, który w czwartek po sesji poinformował, że kolejne uaktualnienie systemu operacyjnego Mac będzie opóźnione. Rynek od początku sesji zachowywał się bardzo niepewnie, ale walka między obawami wynikającymi ze słabych danych makro i nadziejami wynikającymi z informacji spółek mogła się zakończyć tylko w jedne sposób. Na nieco ponad godzinę przed końcem sesji byki zaatakowały i oczywiście odniosły sukces doprowadzając do sporego wzrostu indeksów. Hossa trwa i nic nie jest w stanie jej zatrzymać.

Nadchodzące w czasie weekendu wszystkie informacje sprzyjały posiadaczom akcji. Na przykład Google poinformował, że zapłaci 3,1 mld USD za DoubleClick, a akcje i przejęcia zawsze pomagają we wzrostach indeksów. To jednak nie wszystko. Najbardziej istotne wiadomości powinny wpłynąć mocno na rynek walutowy. Komunikat po posiedzeniu grupy G-7 pełen był oczywiście bardzo optymistycznych ocen gospodarki światowej i to dziwić nie może, a na rynek nie ma praktycznie żadnego wpływu. Jednak obawiano się, że w komunikacie znajdzie się krytyka Japonii, która prowadzi politykę słabego jena. Nie znalazło się, co powinno dzisiaj jena nadal osłabiać i zachęcać do prowadzenia procesu carry trade, który tak korzystnie wpływa na kursy akcji i ceny surowców.

Teoretycznie słaby jen to mocniejszy dolar, a poza tym w sobotę Chiny przyrzekły, że zwiększą elastyczność wymiany swojego juana (nie powiedziano jednak, kiedy to nastąpi), ale tutaj sytuacja jednoznaczna nie jest. Szybsze wzmocnienie juana powinno zmniejszyć deficyt handlowy USA wzmacniając dolara, ale wzmacniający się juan często prowadzi za sobą jena. Takie oświadczenie zmniejsza jednak z pewnością (na pewien czas) obawy rynku o rozpoczęcie wojny handlowej między USA a Chinami, a to jest dla giełd korzystne. Ciekawostką jest też to, że w sobotę kilku przedstawicieli rządów krajów UE wypowiedziało się w sprawie mocnego euro twierdząc, że ma ono wiele zalet i nie zaszkodzi gospodarce. Takie zapewnienia powinny dzisiaj wzmacniać euro do dolara, ale jednocześnie uspokoić graczy na rynku akcji. Obawiam się, co prawda, e takim wypowiedziami toruje się drogę do znacznej przeceny dolara, ale na chwilę obecną to jest plus dla "byków". Rano reakcją na te wszystkie wydarzenia było podniesienie indeksów w Azji, wzrost kursu EUR/USD i EUR/JPY. Ciśnienie dwóch przeciwnie skierowanych sił spowodowało, że USD/JPY zmienił się nieznacznie.

Dzisiaj rynki będą czekały przede wszystkim na raporty makroekonomiczne z USA. Godzinę przed rozpoczęciem sesji w USA dowiemy się, jaka była w marcu sprzedaż detaliczna w tym kraju. Prognozy są bardzo optymistyczne. Zapowiadany jest wzrost sprzedaży (bez samochodów) o 0,7 procenta po spadku w lutym o 0,1 proc. Bardzo bym się dziwił, gdyby Amerykanie, trochę już jednak przestraszeni perspektywą nadejścia recesji, zaczęli nagle zwiększać zakupy. Jeśli mam rację i dane będą gorsze to zaszkodziłoby zarówno dolarowi jak i akcjom. Dane zbliżone do prognoz pomogą akcjom i amerykańskiej walucie. O tej samej godzinie dowiemy się też jak w kwietniu zachowuje się gospodarka w regionie Nowego Jorku. Prognozuje się, że indeks NY Empire State wzrósł z poziomu 1,85 pkt. aż do 10 pkt. To kolejne bardzo optymistyczna prognoza, co do której można mieć wątpliwości. Gdyby jednak rzeczywiście indeks wyraźnie wzrósł strach przed recesją znacznie by zmalał, a to pomogłoby akcjom i dolarowi. Kolejny spadek indeksu bardzo by przestraszył posiadaczy dolarowych inwestycji.

Pół godziny po rozpoczęciu sesji na rynek dotrze raport o przepływie (w lutym) kapitałów do USA. I znowu mamy do czynienia z optymistyczną prognozą. Napływ kapitałów ma się co prawda zmniejszyć, ale pozostać na wysokim poziomie (80 mld USD). Od dawna raport ten nie wywołuje zmian na rynkach, ale gdyby napływ był zaskakująco mały to, w atmosferze niesprzyjającej dolarowi, doprowadziłby do wzrostu kursu EUR/USD. O 16.00 zostaną jeszcze opublikowane dane o zapasach w firmach. Jak zawsze przypominam nie stanowią one impulsu dla rynków, ale warto je obserwować, bo stosunek zapasów do sprzedaży dużo mówi o stanie gospodarki.

Wreszcie, na trzy godziny przed końcem sesji, NAHB (stowarzyszenie firm budowlanych) opublikuje swój indeks HMI. Nie pokaże on prawdziwej sytuacji panującej na rynku nieruchomości, ale może być impulsem dla rynku. Ostatnio indeks ten powoli odbijał i gdyby ten kierunek kontynuował to gracze doszliby do wniosku, że rynek nieruchomości się stabilizuje. Spadek indeksu szkodziłby indeksom i akcjom. Na te wszystkie raporty nałożą się publikacje raportów kwartalnych spółek (między innymi Citigroup i Eli Lilly). W tej sytuacji stawianie prognozy na dzisiejszą sesję mija się z celem. Jest zbyt dużo zmiennych, więc każde zakończenie jest możliwe, ale wzrosty są bardziej prawdopodobne.


Spółki paliwowe pomogły indeksowi WIG20

W piątek nasz rynek walutowy nadal reagował na wzrosty kursu EUR/USD stabilizując się do euro i umacniając w stosunku do dolara. Polskie dane makro doprowadziły jedynie do nieznacznych ruchów waluty. Okazało się, że w lutym deficyt bilansu płatniczego był niższy od prognoz, a inflacja wzrosła o 2,5 procenta. Oczekiwano wzrostu o 2,4 procenta, więc rynek był na słabe dane przygotowany. W końcu dnia jednak złoty znowu umocnił się do euro, a szczególnie do dolara (kolejne, dziesięcioletnie dno).

Dzisiaj nasza waluta może trochę tracić z powodu zawirowań politycznych, ale radziłbym ewentualne osłabienie traktować jako korektę. Złożenie dymisji przez Marka Jurka ze stanowiska marszałka sejmu i odejście tego polityka z PiS nie powinno mieć za chwilę żadnego znaczenia. Nawiasem mówiąc nie spodziewałem się, że pęknięcie w PiS, które mogło nastąpić już wiele razy z bardzo istotnych powodów, będzie miało podłoże światopoglądowe. Gdyby nawet rządząca partia się podzieliła to i tak niczego to w Sejmie nie zmieni, bo we wszystkich, poza światopoglądowymi, sprawach grupa rozłamowa będzie popierała rząd. Nikomu też nie zależy na szybkich wyborach. W sumie burza, która, widziana z perspektywy rynków finansowych, niczego nie zmienia. Wzmocnić może tylko PO, co rynki uważają za korzystne. GPW w piątek rozpoczęła sesję szybkim wzrostem odrabiając dzięki niemu czwartkowe straty. Bykom pomogło zakończenie sesji w USA oraz duży wzrost ceny ropy, która zresztą nadal drożała. Rosła też, po czwartkowej korekcie, cen miedzi. Rynek wyglądał bardzo dobrze, bo rosła ilość spółek zyskujących. Po doskonałym początku WIG20 uspokoił się, bo gracze, podobnie jak w całej Europie, czekali na dane z USA. Aktywność graczy mierzona wolumenem była jednak nadal spora. Po publikacji danych o amerykańskiej inflacji, kiedy indeksy w Eurolandzie ruszyły na północ, można było już tylko zastanawiać się, jak mocno wzrosną nasze indeksy. W tej fazie rynkowi najbardziej pomagały prawie pięcioprocentowe wzrosty cen akcji PKN i Lotosu. Koniec sesji nie był zachwycający, ale jednak indeksy wzrosły.

Dzisiaj graczami mogą targać uczucia ambiwalentne - niepokoić się sytuacją polityczną, czy cieszyć hossą na świecie? Odpowiedź według mnie jest prosta - zapomnieć o polityce. Nie wykluczam jednak, że jakieś osłabienie z tego powodu na początku sesji możemy zobaczyć. Sporo zależy od giełd europejskich. Jeśli tam indeksy będą wyraźnie rosły to i my szybko zapomnimy o polityce. Sesja rozstrzygnie się o 14.30, po publikacji danych makro z USA.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Xelion: Liczą się tylko dobre informacje