Xiaomi z ekranem jakiego jeszcze nie było

Gdy wydawało się, że już nie da się wykombinować niczego rewolucyjnego na rynku smartfonów, nagle pojawił się nowy gadżet Xiaomi.

Sytuację na rynku smartfonów można porównać do zamkniętego, trochę dusznego pomieszczenia. Od czasu do czasu ktoś uchyli lekko okno, ale tylko na chwilę. Lekki powiew wpada, gdy nowe produkty pokazują Samsung, Huawei lub Apple, ale generalnie powietrze jest ciężkie. Xiaomi właśnie otworzyło okno na oścież.  

Wyświetl galerię [1/3]

Xiaomi Mi MIX Alpha

ARC

Chińczycy zaprezentowali smartfon Mi MIX Alpha, który jest pokazem tego, jak wyobrażają sobie erę 5G bez ograniczeń. Producenci zwykle chwalą się, że ekran pokrywa ponad 90 proc. obudowy, co znaczy, że ramki są niemal niewidoczne. Alpha ma ekran, który pokrywa 180 proc. obudowy. To nie pomyłka, ani przejęzyczenie. Wyświetlacz dosłownie oplata obudowę smartfona - znajduje się z przodu, z tyłu i po bokach. Wygląda to tak, jakby człowiek trzymał w ręku świecący klocek.  

Xiaomi nazywa tę technologię Surround Screen i z dumą mówi, że jako pierwszy producent na świecie wprowadza coś takiego. I to prawda, bo rynek spodziewał się raczej kolejnego pomysłu na zastosowanie giętkiego składanego wyświetlacza. Wszystko podtrzymuje kombinacja stopu tytanu, ceramiki i szkło szafirowe. Niewielkie ramki znajdują się u góry i na dole urządzenia. Tylny pasek przechodzący przez ekran to fotograficzne centrum. Alpha ma m.in. aparat o rozdzielczości 108 MP.  

Smartfon nie ma tradycyjnych głośników. Xiaomi zastosowało technologię akustyczną wyświetlacza. Boki są wrażliwe na nacisk i symulują dotyk prawdziwych przycisków. Całość jest oczywiście pod kontrolą algorytmów i technologii karmionych sztuczną inteligencją.

Brzmi imponująco? Pierwszorzędne materiały i dotykanie granic wyobraźni sporo jednak kosztuje. Xiaomi przyznaje, że plan opracowania takiego smartfona nie zakładał liczenia się z kosztami. Firma nie rozważa też skierowania modelu do masowej produkcji, więc pytanie o to, kiedy gadżet trafi do polskich salonów jest bezzasadne. Produkcja na małą skalę ma ruszyć w grudniu, a niewielka liczba urządzeń trafi na chiński rynek w cenie prawie 20 tys. CNY, czyli w przeliczeniu na polską walutę według obecnego kursu ponad 11,2 tys. złotych. Niby drogo, ale spójrzcie na to cudo jeszcze raz i pomyślcie o inteligentnym zarządzaniu dotykiem, wyświetlanych informacjach itd. 

bc64433c-8c2e-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Innowacji
Newsletter z najważniejszymi informacjami o rozwoju i finansowaniu nowych technologii.
ZAPISZ MNIE
Puls Innowacji
autor: Anna Bełcik
Wysyłany raz w tygodniu
Anna Bełcik
Newsletter z najważniejszymi informacjami o rozwoju i finansowaniu nowych technologii.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Chińczycy trochę tym wynalazkiem przyćmili swoje inne premiery, a pokazali w tym samym czasie również Mi 9 Pro 5G, który wygląda jak smartfony dostępne na rynku do tej pory. Pod względem efektu marketingowego Xiaomi chyba więc przeszarżowało, bo rzeczywiście wszędzie widać tylko zdjęcia Alphy.  

Premiery Xiaomi to kolejne nowości zaprezentowane we wrześniu. Wcześniej Apple pokazał nowe iPhone’y, w tym flagowy model z imponującym, choć dosyć brzydko osadzonym w obudowie systemem trzech aparatów. Wielkie koło z aparatami znajduje się też w zaprezentowanych przed kilkoma dniami nowych smartfonach Huawei - Mate 30 i Mate 30 Pro. Wyglądają świetnie, zdjęcia robią ponoć nieziemskie, ale wiadomo, że nie będą miały dostępu do aplikacji Google i sklepu Google Play. To efekt decyzji Donalda Trumpa, który kilka miesięcy temu wpisał chiński koncern na czarną listę firm. Xiaomi problemów z amerykańskim prezydentem nie ma.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu