Z banków wiele nie wycisną

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 01-09-2010, 00:00

Branża spodziewała się, że prędzej czy później rząd sięgnie do jej kieszeni. Kokosów nie zbije.

Rząd chce nowego podatku. Bankowcy szacują, że przyniesie 0,5 mld zł wpływów

Branża spodziewała się, że prędzej czy później rząd sięgnie do jej kieszeni. Kokosów nie zbije.

Od początku kryzysu rząd jak mantrę powtarzał, że polski sektor bankowy nie ma nic wspólnego z krachem finansowym — jest zdrowy, płynny i wypłacalny. I dobrze mówił, bo tak było. Teraz wystawia bankom rachunek za kryzys. O pomysłach ich opodatkowania słychać było od kilku tygodni. Wczoraj potwierdził to premier.

— Nie będziemy opodatkowywali transakcji ani łupili banków tylko dlatego, że opozycja wpadła na taki pomysł — mówi Donald Tusk.

Ostrożny podatek

PiS uważa, że zamiast podnosić VAT, który uderzy we wszystkich obywateli, w tym najmocniej w najbiedniejszych, trzeba daniną obłożyć banki. Zysk dla państwa będzie większy. O ile VAT przyniesie 5 mld zł, to z banków można ściągnąć 7 mld zł. Nie wiadomo jednak, skąd PiS wzięło te obliczenia. W Wielkiej Brytanii, w której sektor bankowy jest znacznie większy od naszego, rząd założył, że wpływy z podatku od banków wyniosą 2,8 mld EUR (ponad 11 mld zł).

Premier chciałby w Polsce zastosować właśnie rozwiązanie brytyjskie. Przekonywał wczoraj, że w Wielkiej Brytanii podatek jest "bardzo ostrożny". Tłumaczył, że nie będzie dotyczył on obrotu i nie będzie opodatkowaniem transakcji. Zapewnił, że rząd zrobi wszystko, by nie zagrażało to kondycji banków "nawet, jeśli będzie pewną dokuczliwością". Poza tym na biednego nie padło.

— Nie mamy wrażenia, żeby banki zbiedniały w ciągu ostatniego czasu. Jeśli proponujemy wszystkim takie lekkie zaciśnięcie pasa i powściągnięcie swoich apetytów, powinno rzeczywiście dotyczyć wszystkich, także banków — uważa Donald Tusk.

Twarde słowa złagodził zapewnieniem: "nie chcemy —tak jak na to wskazuje atmosfera w niektórych państwach — żadnej nagonki na banki".

— Będziemy proponowali rozwiązanie bezpieczne dla klientów banków, niezbyt dokuczliwe dla banków i przynoszące pewną korzyść z punktu widzenia budżetu państwa" — powiedział premier, dodając, że nie ma co liczyć na "wielomiliardowe przypływy gotówki".

Janosikowe prawo

Piotr Palenik, analityk ING Securities, zwraca uwagę, że jeśli podatek nie ma uderzyć mocno po kieszeni sektor bankowy, to nie powinien przekraczać 10 proc. rocznych dochodów sektora. A skoro tak, to budżet na wielkie wpływy rzeczywiście nie ma co liczyć.

— Przy rocznych zyskach branży wynoszących około 10 mld zł, wpływy z podatku mogą wynieść raptem kilkaset milionów złotych rocznie — szacuje Piotr Palenik.

Rząd niespecjalnie może mocniej przyłożyć bankom, bo jeśli chce sprzedać z zyskiem pakiet akcji w PKO BP, nie może pozbawić go istotnej części zysków.

— Banki powinny ponosić obciążenia takie same jak inne przedsiębiorstwa. Stosowanie nadzwyczajnych podatków nie jest słuszne — mówi analityk ING Securities.

Bankowcy są bardziej dosłowni i mówią o janosikowym prawie.

— Rozumiem, że trzeba zacisnąć pasa, bo czasy są złe, ale dlaczego premier wybrał do tego banki? Nie jest argumentem merytorycznym, że trzeba zacisnąć pasa. To jest czysty populizm — mówi prezes jednego z banków, który nie chce komentować wypowiedzi premiera pod nazwiskiem, aczkolwiek zastrzega, że głosował na jego partię.

Inny bankowiec, też zwolennik PO, nie kryje, że nie mógł uwierzyć w informację o rządowych planach.

— Rozumiem, że takie harce może uprawiać SLD lub PiS, ale liberalny rząd? Nie chodzi już nawet o kwestie ideologiczne, lecz czysty rachunek. Na czym rząd chce się obłowić? Na tych kilku miliardach złotych zysku? Podatek dla banków to dobrze brzmi, jednak fakty są takie, że polskie banki nie są wcale jakieś szczególnie zamożne. 500-600 mln zł to wszystko, co premier z nich ściągnie. Jakie to ma znaczenie w skali gospodarki? — pyta prezes innego banku.

Inaczej na sprawę patrzy Sławoir Sikora, prezes Citi Handlowego.

— Sytuacja u nas zupełnie inna niż w Europie. Jednak uważam wprowadzenie podatku za nieuchronne. Powinniśmy natomiast pamiętać, że podatek wprowadzany jest w sytuacji wyjątkowej dla budżetu i zatem powinien być stosowany przez określony czas, kiedy ustaną przyczyny, dla których został wprowadzony. Ważne jest również, aby podatek nie został wprost wykorzystany dla łatania dziury budżetowej, ale służył stabilności sektora bankowego oraz bezpieczeństwu depozytów klientów — uważa Sławomir S. Sikora, prezes Citi Handlowy.

Bazylea w tle

Na inną sprawę zwraca uwagę Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich. Przypomina, że w najbliższych latach sektor bankowy ze względów regulacyjnych będzie potrzebował dodatkowego kapitału, m.in. na bankowy fundusz gwarancyjny oraz w związku z wymogami, jakie przygotowuje komitet bazylejski. W takiej sytuacji drenowanie branży z pieniędzy nie jest najlepszym rozwiązaniem. Krzysztof Pietraszkiewicz nie ma też wątpliwości, że podatek odbije się na cenach usług bankowych, czyli na koniec dnia daninę zapłacą klienci.becnie banki są jednymi z większych płatników do budżetu. Z tytułu podatku dochodowego oddają fiskusowi 2,3 mld zł i 1 mld zł z podatku VAT.

Współpraca

Kamil Zatoński

Jarosław Królak

Łukasz Ostruszka

Jak to się robi w Wielkiej Brytanii?

Od stycznia przyszłego roku podatek bankowy obejmie brytyjskie banki, ale także odziały banków zagranicznych. Opodatkowana będzie suma bilansowa banków. George Osborne, minister finansów, obliczył, że podatek przyniesie budżetowi 1,2 mld GBP w przyszłym roku, ale w następnych latach wzrośnie do ponad 2 mld GBP. Brytyjskie Stowarzyszenie Bankierów przyjęło założenia nowego podatku z ulgą, bo spodziewało się większej represji. Wielka Brytania jest pierwszym krajem, który zdecydował się na wprowadzenie podatku bankowego.

Jestem na nie

Eugeniusz Kłopotek, poseł PSL

Słyszałem o wypowiedzi PSL-owskiego ministra rolnictwa Marka Sawickiego, że może warto byłoby na czas kryzysu wprowadzić podatek bankowy. Jednak w naszej partii zdania na ten temat są podzielone. Mam wątpliwości, czy taki podatek należałoby w Polsce wprowadzić. Skutek byłby taki, że jego koszty banki przerzuciłyby na klientów. Wzrosłoby oprocentowanie kredytów, zmalałoby oprocentowanie lokat bankowych.

analitycy

o pomyŚle premiera

Iza Rokicka

analityk DI BRE Banku

Gdyby wprowadzone w Polse rozwiązania miały być kalką brytyjskich, szkoda dla zysków sektora bankowego byłaby niewielka. Przy założeniu, że już od 1 stycznia 2011 r. podatek od aktywów netto, pomniejszonych o depozyty detaliczne, wynosiłby 7 pkt. baz. (0,07 proc.), uszczerbek dla zysków branży wynosiłby 1-2 proc. Dla porównania: przy wprowadzeniu rozwiązań węgierskich byłoby to 20-25 proc.

Szymon Ożóg

ES Investment

Wszystko będzie zależało od stawki podatku. Gdyby rzeczywiście podatek miał mieć jakiekolwiek znaczenie dla budżetu, wpływy musiałyby sięgnąć 1-1,5 mld zł. To 10-15 proc. zysków sektora spodziewanych w 2010 r. Taki sam, tzn. 10-15 proc., byłby więc wpływ na wyceny banków. Sporo, a warto też pamiętać o udziale banków w giełdowych indeksach. Gdyby jednak chodziło tylko o wpisanie się w ogólnoeuropejskie tendencje i pobranie kwoty znacznie mniejszej niż 1-1,5 mld zł, uciążliwość podatku dla banków byłaby praktycznie nieistotna i łatwo mogłyby przerzucić te koszty na klientów.

Tomasz Bursa

analityk Ipopemy

Rozwiązanie brytyjskie wydaje się być najmniej uciążliwe dla sektora, porównując je choćby z proponowanym przez SLD czy modelem szwedzkim. Można szacować, że każdy rok obowiązywania tego podatku odejmowałby po 1-2 proc. od wyceny sektora. Wzrosłaby po prostu efektywna stopa opodatkowania. Warto jednak zastanowić się nad wprowadzeniem maksymalnego limitu podatku — tak jak ma to być w Niemczech. Inaczej mniejsze banki, mające mniej rentowne aktywa, mogłyby bardzo ucierpieć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu