Z e-podpisem nasze państwo sobie nie radzi

Kamil Kosiński
26-11-2008, 15:39

Liczba rodzajów e-podpisu ma wzrosnąć do  sześciu. Tego chcą urzędnicy, bo mają problemy z obsługą dwóch jego form.

Rząd szykuje nowelizację ustawy o podpisie elektronicznym. Właściwie nie będzie to już ustawa o podpisie, lecz podpisach. I ta kwestia stanowi sedno sprawy. Dziś istnieją dwa typy podpisów: zwykły i kwalifikowany, zwany też bezpiecznym. Tylko dokumenty podpisane tym ostatnim rodzą skutki prawne. Według planów Ministerstwa Gospodarki, takich wiążących podpisów ma być kilka, a e-podpisowa nomenklatura poszerzy się o podpisy: zaawansowany, urzędowy, łączny i pieczęć elektroniczną. Przy czym podpisy kwalifikowany, urzędowy i pieczęć elektroniczna będą jednocześnie podpisami zaawansowanymi. Proste i jasne zasady? Zdaniem przedstawicieli centrów certyfikacji, czyli firm wydających zestawy niezbędne do składania wiążących prawnie podpisów elektronicznych: bynajmniej nie.

— Rozszerzenie katalogu podpisów może wprowadzić zbędne zamieszanie na rynku. Obecnie są dwa, a klienci i tak nie bardzo je rozróżniają — podkreśla Elżbieta Włodarczyk, dyrektor ds. podpisu elektronicznego w Krajowej Izbie Rozliczeniowej.

Sygnatur bez liku
Najmniej problemów budzi rozszerzenie definicji "podpisującego" o podmioty inne niż osoby fizyczne i wprowadzenie tzw. elektronicznej pieczęci, czyli podpisu generowanego automatycznie przez systemy informatyczne (aby potwierdzać wpłynięcie dokumentów elektronicznych, zamówień czy uwierzytelnić faktury elektroniczne). W tej kwestii wszyscy są "za", zgłaszają tylko zastrzeżenia formalne.

Potem w projekcie jest już tylko gorzej — przynajmniej według centrów certyfikacji. Pojawia się np. podpis grupowy, zwany w projekcie łącznym. Ma on wywoływać skutki prawne zgodne z prawem do reprezentacji, wynikającym z ustawy, umowy lub statutu, a składany ma być w ten sposób, że każdy z sygnujących, dysponując własnymi danymi do składania podpisu elektronicznego, musi ów podpis złożyć. W zależności od algorytmu, operacje te dokonywane mogą być równolegle lub sekwencyjnie, wtedy ostatni z podpisujących generuje dopiero ostateczny podpis łączny.

— Czegoś takiego jak podpis łączny nie ma przecież w formie papierowej. Każdy składa swój — przypomina Elżbieta Włodarczyk.

Największe kontrowersje budzi jednak tzw. podpis urzędowy, mający być (jak się wydaje) jedynie formą identyfikacji obywatela w urzędzie. Z uzasadnienia projektu wynika, że: ma być "zaszyty" w elektronicznych dowodach osobistych, a więc wydawany w scentralizowany sposób przez MSWiA lub firmę przez resort wynajętą. Ale to, co napisano w uzasadnieniu, nie znajduje odzwierciedlenia w treści projektu, według którego podpis urzędowy może sobie wydawać właściwie każdy urząd w Polsce.

— Aby certyfikaty do składania urzędowego e-podpisu wystawiały urzędy marszałkowskie, musiałyby wcześniej stworzyć własne centra certyfikacji z odpowiednim poziomem bezpieczeństwa. A to droga i skomplikowana operacja — twierdzi Arkadiusz Słodkowski z Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

Podpis urzędowy nie jest w tym projekcie w zasadzie nigdzie zdefiniowany. To tylko hasło... Nie powinien to być przecież podpis gminny czy powiatowy — czyli lokalny. Dlaczego? Aby nie mnożyć bytów w kontaktach z urzędami różnego szczebla (tworzy się niebezpieczeństwo, że tylko do kontaktów z urzędami trzeba by mieć co najmniej kilka certyfikatów). No i dlatego, że urzędy kiepsko sobie radzą z kwestiami podpisu elektronicznego.

Ustawę o podpisie elektronicznym parlament uchwalił w 2001 r. Z jej faktycznym wejściem w życie wiążą się nieustanne opóźnienia. A to brakowało aktów wykonawczych, a to (zupełnie świadomie) państwo nowelizowało przepisy i przy okazji przesuwało terminy wejścia ich w życie. Istnienie e-podpisu w obrocie gospodarczym lub kontaktach z urzędami było taką fikcją, że jeden z zaledwie czterech podmiotów wpisanych na listę wydających certyfikaty cyfrowe służące do składania wiążących prawnie e-podpisów zakończył tę działalność w lecie 2006 r.

Jak po grudzie
Rynek ożywił się odrobinę dopiero w lipcu 2007 r. Zakład Ubezpieczeń Społecznych zaczął wtedy akceptować kwalifikowany e-podpis jako formę uwierzytelnienia deklaracji rozliczeniowych przedsiębiorstw. Głównie dzięki temu do końca września 2008 r. wydano 169 tys. certyfikatów uprawniających do składania wiążących prawnie sygnatur w formie elektronicznej.

Od maja 2008 r. organy administracji są zobowiązane do przyjmowania wniosków i podań z kwalifikowanym e-podpisem (na równi z papierowymi), ale w praktyce różnie z tym bywa… Na stronie Urzędu Miejskiego w Grodzisku Mazowieckim można np. znaleźć taki komunikat: "Od 15.02.2008 r. do odwołania z powodu awarii komputera nie działa elektroniczna skrzynka podawcza. Za wszelkie utrudnienia serdecznie przepraszamy." A to tylko magistrat w niewielkim mieście. Tymczasem urzędowe problemy z zastosowaniem e-podpisu pojawiają się i na wyższym szczeblu.

 Telekomunikacja Polska, by obniżyć koszty, postanowiła dostarczać faktury elektroniczne w formie plików PDF, opatrzonych kwalifikowanym e-podpisem, tym ze swoich klientów, którzy wyrażą na to zgodę. Po wdrożeniu systemu przez firmę IT Business Consulting Group, telekom zwrócił się do organów podatkowych o potwierdzenie prawidłowości swoich działań. Na wszelki wypadek… Aby abonentom można było przedstawić urzędowe pismo fiskusa potwierdzające, że wszystko w porządku. Wydawałoby się: banał.

Rozporządzenie ministra finansów o wystawianiu oraz przesyłaniu faktur w formie elektronicznej, a także przechowywaniu i udostępnianiu organom podatkowym lub organowi kontroli skarbowej tych faktur w czwartym pa-ragrafie stwierdza, że faktury mogą być wystawiane, przesyłane i przechowywane w formie elektronicznej, "pod warunkiem że autentyczność ich pochodzenia i integralność ich treści będą zagwarantowane bezpiecznym podpisem elektronicznym w rozumieniu ustawy o podpisie elektronicznym, weryfikowanym za pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu".

Dyrektor warszawskiej izby skarbowej był jednak innego zdania. Za legalną uznał tylko drugą opcję wymienioną w rozporządzeniu — czyli system EDI. Dopiero protest telekomunikacyjnego giganta spowodował, że izba przypomniała sobie o drugiej możliwości. A wszystko to zdarzyło się latem 2008 roku…

— Nasze wynagrodzenie jest uzależnione od liczby przetworzonych faktur. Co myśmy przeżyli przez te trzy miesiące, zanim sytuacja się wyjaśniła! — wzdycha Dariusz Malacki, prezes IT Business Consulting Group.

A teraz wyobraźmy sobie, że rodzajów e-podpisów będzie sześć i kilka z nich spowoduje skutki prawne. Będzie łatwiej?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Z e-podpisem nasze państwo sobie nie radzi