Z hossą w Warszawie nie jest tak źle

Główne indeksy GPW uginają się pod ciężarem największych spółek, ale stan rynku nie jest taki, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka

Wyjątkowo mała szerokość rosnącego rynku — to w ocenie agencji Bloomberg jeden z sygnałów ostrzegających przed nagłym załamaniem rynku byka na giełdach w Stanach Zjednoczonych. Za miarę szerokości uznano liczbę sektorów, odpowiadających za zwyżkę flagowego indeksu S&P500 w tym roku. Okazuje się, że stoją za tym ledwie dwie branże — ochrona zdrowia i dobra konsumpcyjne trwałego użytku.

SPÓŁKI NA FALI
Wyświetl galerię [1/2]

SPÓŁKI NA FALI

50 proc. - kurs tylu spółek z WIG jest powyżej 200-sesyjnej średniej. iStock

W tym wieku rynek byka jeszcze tak wąski nie był. O tym, jak wybiórcza jest hossa na Wall Street, systematycznie przypominają też inni komentatorzy, zwracając uwagę na niski odsetek spółek, których kursy znajdują się powyżej długoterminowej, 200-sesyjnej (a więc obejmującej około 10 miesięcy) średniej kroczącej. Przecięcie takiej średniej od góry analitycy techniczni przyjęli uważać za oficjalny koniec rynku byka. Jak to jednak często bywa w sztuce interpretacji wykresów, prawidłowości obowiązują nie wszędzie i nie zawsze, a po jakimś czasie strategie na nich oparte sprawdzają się coraz rzadziej.

Mark Hulbert, publicysta portalu Marketwatch, wyliczył nawet, że od 1990 r., kiedy zejście poniżej średniej 200-sesyjnej wysyłało sygnał sprzedaży, w ciągu kolejnych czterech, trzynastu i 26 tygodni indeks zazwyczaj rósł, i to bardziej niż przeciętnie w pozostałych okresach. Niewykluczone więc, że inwestorzy traktowali taki sygnał jako wskaźnik niedowartościowania rynku, motywujący do powrotu do trendu wzrostowego. Blake LeBaron, profesor Uniwersytetu Brandeis, zbadał skuteczność średnich ruchomych o różnych długościach i stwierdził, że przestały one działać na początku lat 90. — i to nie tylko na rynku akcji, ale także na foreksie. Jego zdaniem, jedną z przyczyn było… upowszechnienie stosowania średnich wśród inwestorów.

Niezależnie od tego 200-sesyjna średnia wciąż pojawia się w komentarzach analityków, choć niekoniecznie jako sygnał kupna czy sprzedaży, ale bardziej jako obraz stanu rynku. Jak na hossę w USA, to jej szerokość nie jest imponująca — kursy 53 proc. spółek z indeksu S&P500 są poniżej 200-sesyjnej średniej, a z 2,6 tys. walorów, wchodzących w skład Nasdaq Comp., 56 proc. jest w bessie. Co może być trochę zaskakujące, na GPW jest z tym lepiej, bo bilans dla WIG jest remisowy.

Sam indeks poniżej 200-sesyjnej średniej zszedł w ostatnich miesiącach trzy razy i w dwóch poprzednich przypadkach osuwał się o — odpowiednio 4,3 i 4,2 proc. Obecna fala spadkowa również zatrzymała się nieco ponad 4 proc. poniżej średniej, więc na tej podstawie można mieć nadzieję, że indeks wyczerpał potencjał spadku — a przynajmniej na jakiś czas.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Z hossą w Warszawie nie jest tak źle