Z kabli i podzespołów

Karol Jedliński
opublikowano: 23-08-2006, 00:00

Miesiącami projektują, programują i montują. Efekt końcowy? Na przykład system automatyki dla mieszalni mąki.

Automatyka to pojemne pojęcie. Mieści się w nim zarówno aparatura elektryczna, czujniki, sygnalizatory, liczniki i systemy sterowania produkcją, ale i komputery przemysłowe z oprogramowaniem. Od kilku części po tysiące podzespołów, kabli i wszechobecne mikroprocesory. Choć to wyrafinowana technologia, firm zajmujących się automatyką nie brakuje. Przykład? Poznańska IP System Control, firma założona przez dwóch absolwentów Politechniki Poznańskiej.

— Zaczynaliśmy jako 4-osobowe przedsięwzięcie. Teraz zatrudniamy 35 pracowników — mówi Piotr Suprynowicz, prezes.

A współpracuje z nią kolejne kilkadziesiąt osób, bo proces realizacji projektu jest skomplikowany i czasochłonny.

— Najpierw inżynierowie z działu handlowego szukają zainteresowanej firmy. Jeśli po przygotowaniu oferty zdobędziemy kontrakt, to do pracy wkraczają kolejne działy — opisuje Piotr Suprynowicz.

Składanie robota

Na zbudowanie nowoczesnego układu, np. sterowania suszarnią ziemniaków, potrzeba kilku miesięcy. Swoje cegiełki do projektu dokładają inżynierowie, kierownicy projektów, projektanci, programiści, elektrycy, montażyści czy logistycy i zaopatrzeniowcy. Pracownicy firm z branży automatyki stanowią więc mieszankę, która przy projekcie musi stanowić zgrany zespół.

— Każdy jest ważny i potrzebny — powodzenie całości zależy od pracy nawet najmniejszego trybu w maszynie — uważa Tadeusz Sarnowski, prezes Zap-Robotyka z Ostrowa Wielkopolskiego.

Jego przedsiębiorstwo wyspecjalizowało się w produkcji robotów. Nie tych przypominających ludzi, raczej od człowieka precyzyjniejszych. To np. stanowiska zrobotyzowane, które Zap-Robotyka dostarcza do jednej z polskich hut szkła. Wyprodukowanie jednego urządzenia zajmuje zwykle 3-4 miesiące.

— Robot ma kilka zalet: nie bierze urlopów, jest bardzo dokładny i daną czynność potrafi precyzyjnie powtórzyć setki tysięcy razy — zaznacza Tadeusz Sarnowski.

Koszt zakupu stanowiska zrobotyzowanego nierzadko przekracza 100 tys. euro. To nie efekt zachłanności producentów, ale dowód, że technologia kosztuje.

Nauczyć myśleć

Gotowy robot składa się nieraz z tysięcy komponentów zakupionych u dziesiątków dostawców, głównie z Japonii (np. Panasonic, Mitsubishi), Niemiec (Siemens) i Stanów Zjednoczonych (Rockwell Automation). To uproszcza proces produkcji, ale całość wciąż pozostaje skomplikowana.

— Wszystko trzeba dostosować do drobiazgowych wymagań zamawiającego urządzenie — podkreśla prezes Zap-Robotyka.

Wyzwaniem dla tej firmy było skonstruowanie manipulatorów do stanowiska regenerującego ogniwa koparek. Nie można go było po prostu zaprogramować do określonej pracy, bo detale na ogniwach zużywają się nierównomiernie. W sukurs przyszła inteligencja i pomysłowość inżynierów oraz programistów, którzy „nauczyli” robota rozpoznawać stopień zniszczenia poszczególnych części.

Maszyny nietypowe ma też w dorobku poznański IP System Control. Była to m.in. mieszalnia mąki. Zmieścił się tam system automatyki magazynowania, wstępnego mieszania, ujednorodniania i przygotowania do mieszania właściwego wielu gatunków mąk. Złożył się na nią zespół kilkunastu szaf zasilająco-sterowniczych, kilkadziesiąt kilometrów przewodów i 70 przetwornic. Wszystko oparte na sterowniku swobodnie programowalnym i układach rozproszonych kaset I/O. Użyto kilka typów sieci cyfrowych: ControlNet, RIO, Ethernet. Brzmi skomplikowanie? Być może, ale bez mąki nie ma chleba.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu