Z myślą o jutrze w luksusowym futrze

Anna Dermont
06-11-2006, 00:00

Moda przemija, styl pozostaje — mówiła niegdyś Coco Chanel. Bracia Ochnikowie modę w dobrym stylu tworzą od 1989 roku.

Zaczęło się od skórzanej kurtki, która zamarzyła się Jackowi Ochnikowi. A że u schyłku lat osiemdziesiątych branża odzieżowa w Polsce nie przeżywała okresu świetności, kupił około czterech metrów skóry, po czym sam zaprojektował i uszył kurtkę. Nie zdążył się nią nacieszyć. Założył ją zaledwie drugi raz i spotkał kolegę, któremu skóra tak wpadła w oko, że musiał ją sprzedać.

Transakcja podsunęła Jackowi Ochnikowi pomysł. Ze starszym bratem Czarkiem doszli do wniosku, że pewnie znalazłoby się więcej chętnych na tego typu ręczny wyrób. W 1989 roku część zamieszkiwanego przez braci domu w podwarszawskim Garwolinie stała się małym zakładem produkującym kurtki skórzane.

— Materiał przywozili emzetką z garbarni w Jamielnym. Potem kupili poloneza. Pamiętam jak w nocy pakowali towar do samochodu, żeby już o świcie handlować nim na stadionie Skry — wspomina Marcin Ochnik, najmłodszy z braci, dziś współwłaściciel firmy, a w czasach ich pionierskiej działalności uczeń podstawówki.

„Skóra” z dnia na dzień zyskiwała nowych wielbicieli — od pojedynczych elegantów po drobnych sklepikarzy, którzy dumnie eksponowali ją na butikowych wystawach.

Kontakt na wagę złota

W 1993 roku w zakładzie pracowało 30 osób. I może do tej pory firma braci Ochników byłaby średniej wielkości przedsiębiorstwem, gdyby nie „rarytas” sprowadzony z Włoch.

— W garbarni, w której bracia kupowali materiał, pracował Włoch. Miał kontakty w wielu ekskluzywnych włoskich zakładach wyprawiających skóry. Bracia dużo z nim rozmawiali — o modzie, trendach, materiałach. Południowiec widział, że praca jest dla nich nie tylko sposobem na zarabianie pieniędzy, ale także pasją. W 1995 roku skontaktował ich z włoską garbarnią, sprzedającą najwyższej jakości skóry — opowiada Marcin Ochnik.

W tamtych czasach Polacy nie mieli dobrej reputacji za granicą. „Zielony” klient z Polski we włoskiej garbarni musiał się liczyć z wygórowanymi cenami i towarem wątpliwej jakości. Braci Ochników to nie dotyczyło. Rekomendacja człowieka z branży wystarczyła. Z włoskiego zakładu sprowadzili skórę przecieraną.

— U nas mało kto słyszał, a co dopiero widział ten gatunek skóry. Była unikatowa i nie do podrobienia, a moi bracia pierwsi w Polsce wypuścili ją na rynek — dodaje dumny Marcin Ochnik.

Zagraniczny efekt

Pierwsza partia kurtek ze skóry przecieranej sprzedała się na pniu. Kupowali hurtownicy, właściciele sklepów w centrach handlowych.

— Szło coraz lepiej, ale nie przejadaliśmy zysków. Zarobione pieniądze zainwestowaliśmy w specjalistyczne urządzenia do postarzania skóry, dzięki czemu w 1997 roku sami mogliśmy produkować odzież ze skóry przecieranej — tłumaczy Cezary Ochnik.

W 2000 roku do firmowej załogi dołączył najmłodszy z braci Ochników — Marcin. To jego pomysłem było uruchomienie w 2002 roku pierwszych ekskluzywnych salonów firmowych Ochnik Leather Wear w Krakowie i Łodzi.

— W końcu mogliśmy decydować o tym, jakie towary znajdą się na półkach. Zyskali na tym klienci, którym daliśmy bogatszą ofertę wyrobów — tłumaczy Marcin Ochnik.

Od 2002 roku w Polsce powstało następnych piętnaście salonów firmowych. W planach jest uruchomienie kolejnych sześciu — w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku i w Poznaniu, a także ekspansja na rynki zagraniczne.

— Myślimy o sklepach firmowych m.in. w Rosji — w Moskwie i Sankt Petersburgu. To bardzo chłonny rynek. W latach 1994-95 eksportowaliśmy tam aż 70 proc. produkcji. Dziś 45 proc. Asortyment jest taki jak w polskich sklepach, tyle że w Rosji sprzedaje się lepiej odzież, której cena zaczyna się od 10 tys. zł, np. skóra zdobiona dodatkami z futra piżmaka czy bobra — uśmiecha się Marcin Ochnik.

Patrzą w przyszłość

Marcin Ochnik trzy miesiące w roku spędza za granicą. Uczestniczy we wszystkich imprezach branżowych, obserwuje trendy, czerpie pomysły z pokazów. I dzięki temu z rocznym wyprzedzeniem wiedział, że w sezonie jesień — zima 2006 będą modne...

— ...duże kołnierze, zestawienia skóry z futerkami i kożuchy obszywane naturalnymi futrami z lisa i norki — wylicza najmłodszy z Ochników.

A co kryje się za złotą zasadą firmy Ochnik — „wysoka jakość i spełnienie wymagań klientów”?

— Konsumenci podróżują, widzą, co się nosi za granicą, są wymagający i nie zadowolą się byle czym. Kiedyś w Polsce nie mieliśmy firm przynoszących do sklepów modę z wybiegów. Obecnie jest np. Max Mara Marella. Niełatwo więc sprzedać ubrania, które na Zachodzie były na topie rok temu. Każda kolekcja musi zawierać elementy światowych trendów — wyjaśnia Marcin Ochnik.

A dowodem na to, że firma Ochnik stawia na jakość i zadowolenie klientów, są nagrody — np. Producent i Projektant Roku 2005 przyznane przez Krajową Izbę Mody, a także klienci — m.in. Oliwier Janiak, Wojciech Mann, Katarzyna Skrzynecka czy Jerzy Kryszak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Dermont

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Z myślą o jutrze w luksusowym futrze