Z okopów do cywila

Jerzy Turbasa
26-09-2003, 00:00

W średniowieczu krzykiem mody stał się płaszcz z wąskimi opiętymi rękawami: elegant przy wkładaniu go rankiem kazał je sobie zszywać, wieczorem zaś, by zdjąć — pruć. Dzień w dzień... Przez stulecia marsz do wygody zmiótł te i podobne niedorzeczności.

Praktyczność wymusiła nowy krój — wygodny, swobodny, często inspirowany płaszczem wojskowym*. Nadawał on władczą sylwetkę: pewnego siebie, wiedzącego czego oczekuje od życia człowieka. Taki płaszcz ukształtowali Wyspiarze, obdarzając go cechami, które Anglik ceni najbardziej: prostotą, zniewalającą praktycznością, niezobowiązującym charakterem, trwałością solidnych tkanin. Nieprzemijającą klasyką. Dzięki tym przymiotom płaszcz kształtuje styl, a przecież — jak mawiał Dionizos z Halikarnasu — „styl to człowiek”!

Z patkami

Pani premier Margaret Thatcher zawdzięczała elegancki styl „żelaznej damy” pewnej szacownej, a w historii krawiectwa wielce zasłużonej marce Aguascutum. To właśnie spod igły tej firmy wyszedł protoplasta dzisiejszego trencza, u nas nad Wisłą zwanego — nie bez kozery — prochowcem. O jego genezie świadczą umieszczone na ramionach patki. Bo kiedyś służył żołnierzom w okopach — jako okrycie, chroniące przed najsurowszymi opadami atmosferycznymi. To był jego poligon doświadczalny — i tu się sprawdził. Po angielsku trench oznacza właśnie okopy.

Stał się symbolem aktywnego trybu życia, charakterystycznego dla ludzi pracujących z zegarkiem w ręku. Można go traktować bezceremonialnie, rzucić na tylne siedzenie samochodu lub przerzucić przez rękę. Nie wymaga wieszaka. Nie jest elitarny. Postrzegany bywa ekologicznie, bo ten prawdziwy, szyty bywa jedynie z naturalnych tkanin — impregnowanej bawełny lub cieniutkiej wełny.

Wszystko przemyślane

Klasyczny trencz występuje w naturalnych beżowych lub płowych odcieniach, choć gama się rozszerza o butelkową zieleń, granat, a nawet biel i czerń. Jego krój stanowi esencję użyteczności. Gdy ciepło — rzucają się w oczy klapy. Gdy powieje wiatr — zapinamy go wysoko, wówczas postawiony kołnierz chroni szyję.

Karczki z przodu i z tyłu osłaniają ramiona od deszczu, tak jak dwurzędowe zapięcie. Gdy temperatura powietrza spadnie, można założyć pasek i ściągnąć paski rękawów, tworząc przegrody powietrzne. Może być wielosezonowy, bo te markowe wyposażone są w podpinki. I to jakie! Tkane z sierści wielbłądziej!

Wszystko tu przemyślane. Przed deszczem i przenikliwym wiatrem chroni impregnacja. I nie czuć go na ramionach, bo „nic nie waży”. Niesłychanie istotne jest perfekcyjne odszycie — stebnówki (kiedyś wzmacniające szwy) i takie tam drobiazgi jak szylkretowe guziki.

Wyśniony kanon prochowca stworzyła w 1856 roku firma Burrberys, wykańczając wnętrza słynną podszewką w beżowo-czerwono-czarną kratkę. Kratkę wzorowano na szkockim tartanie, którego zestaw kolorów i wzorów jest różny i zastrzeżony dla każdego klanu. Metka konnego rycerza z lancą to gwarancja najwyższego standardu, ponadczasowgo stylu, jakości odpornej na rozdarcie i przemakanie gabardyny. Wszystko zgodnie z wypisaną na logo dewizą — Porsum — symbolizującą honor, opiekę i postęp.

O opiece, jaką firma otacza swoje wyroby, krążą legendy. Wystarczy ponoć oddać trencz do firmowej pralni. Ta nie tylko wyczyści, zaimpregnuje gabardynę, uzupełni guziki, ale — jeśli trzeba — wymieni podszewkę w sławną burrberysową krateczkę.

Kobiety też

I pomyśleć, że jego nagumowany przodek, uszyty w 1837 roku przez pana Macintosha, w zetknięciu z wodą wydzielał przykrą, trudną do zaakceptowania woń. Gdy pozbyto się tej wady, z koszar przejęli prochowce mężczyźni. Tym pierwszym, który nadał mu prawo obywatelstwa, był — wspomniany już kiedyś w tej rubryce — książę Walii, późniejszy Edward VII.

Panom ukradły twarzowe trencze rezolutne kobiety. W rozpropagowaniu ich wśród sfer niewieścich pomogły takie gwiazdy ekranu jak Katherine Hepburn czy Greta Garbo, zakładające je do luźnych spodni i swetrów.

Dziś ten postmilitarny akcent stał się niezbędnikiem szafy również pragmatycznych kobiet. Przez użyteczność dla obu płci całkiem nieźle oddaje ducha naszych liberalnych czasów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Z okopów do cywila