Z piernika paź

Michał Mizera
opublikowano: 26-11-2010, 00:00

Święta Bożego Narodzenia zaczynają się u niej w listopadzie. Jak w supermarketach. Z tą różnicą, że Magdalena Stużyńska naprawdę je przeżywa, celebruje przygotowania, poddaje się atmosferze. I robi wyśmienite pierniki. A do tego ma ogromne poczucie humoru. Aż chciałoby się spędzić Wigilię w jej domu!

Boże Narodzenie kojarzy się z dzieciństwem. Wiadomo: choinka, prezenty, pasterka o północy…

Magdalena Stużyńska
Magdalena Stużyńska
None
None

— Rzeczywiście, święta kojarzą mi się z beztroską dzieciństwa. A czasy były siermiężne. Smutne lata 80., wszędzie szaro. Boże Narodzenie było barwne. To zapada w pamięć. Mieliśmy kalendarze adwentowe, ale nie takie jak teraz, ze słodyczami, tylko z kolorowymi obrazkami świętych albo z rysunkami, które się kolorowało, kiedy się zrobiło dobry uczynek. Roraty z lampionami... No, trochę dziecka we mnie zostało — śmieje się aktorka.

Uwertura do świąt

Od czego zacząć? Może od wianka adwentowego! To nowa, napływowa tradycja.

— Tak, pochodzi z kultury protestanckiej, ale łatwo się u nas przyjmuje. Wianek kupuję gotowy w kwiaciarni albo na giełdzie kwiatowej i sama go przystrajam — opowiada Magda Stużyńska.

To tylko przygrywka. Przygotowania zaczynają się wraz z piernikami. To normalny cykl produkcyjny.

— Moje ukochane zajęcie! Już w listopadzie zaczynam piec świąteczne pierniki. Pochłania to dużo czasu i wysiłku, ale bardzo mnie odpręża. Już nie mogę się doczekać świąt i staram się jakoś przetrzymać brzydką, jesienną aurę. Mam swój rytuał z tym związany — artystka powoli uchyla rąbka tajemnicy.

Ciekawe, czy zdradzi przepis?

— Do ciasta dodaję dużo miodu, przede wszystkim gryczanego, ma intensywny smak. Czasem odrobinę lipowego lub spadziowego. No i przyprawy. Nie kupuję gotowych mieszanek, a jeśli już, to w całości i sama mielę. Kardamon, suszony imbir, anyż, dużo cynamonu, oczywiście prawdziwego, w kawałkach — wylicza.

Mielenie jak mielenie, ale wyrobić dobre ciasto — to jest sztuka!

— I to jest sedno sprawy. Kilka robotów kuchennych spaliłam. Od kilku sezonów mam już supersprzęt, to znacznie ułatwia pracę. A od siostry dostałam pod choinkę specjalny wałek. Nie cierpię zeskrobywania ciasta — aż się wzdraga na wspomnienie drewnianego wałka.

Liczy się też zmysł do kuchennego fachu.

— Największy problem to mąka. Jak za mało, to ciasto jest lepkie, jak za dużo, to twarde. Wolę dać odrobinę za mało i stopniowo dodawać. Trudniej się wprawdzie rozwałkowuje, ale pierniki są smaczniejsze — zdradza sekrety kuchni.

Ciasto przez dobę leży w lodówce. A potem przygotowanie do pieczenia.

— Zaczynam wcześnie, bo pierniki im dłużej stoją, tym są lepsze. Do pieczenia zapraszam rodzinę i przyjaciół z dziećmi, także mój syn bardzo lubi mi towarzyszyć. To jest celebracja. Biorę się do sprzątania, aranżuję specjalne światło, zapalam świeczki w metalowych foremkach na babeczki, mam specjalną świąteczną ceratę na stół. I przychodzi ekipa — opowiada aktorka z błyskiem w oku.

 

 

Sztuka przez wielkie "S"

Liczy się dobra zabawa. Dla dzieciaków to frajda, można podjadać. Ale nie tylko.

— Mam ogromną kolekcję foremek wykrawaczek. Zbieram je namiętnie, kupuję w kraju, za granicą, przywożę z każdej podróży. Anioły, mikołaje, serca, domki, ludziki, śnieżynki, koniki, renifery, nawet wianek adwentowy czy takie w kształcie skarpet świątecznych — opisuje swe potężne zbiory Magda Stużyńska.

A kiedy pierwsza partia ciastek jest gotowa, czas na uroczyste ozdabianie.

— Dbam o scenerię, stawiam na stole cyprysiki albo gwiazdy betlejemskie, zapach ciasta roznosi się po całym domu i wszystkim robi się przyjemniej — uśmiecha się aktorka.

Przywiązuje wagę do szczegółu, ale całość traktuje z humorem.

— Włączam odpowiednią muzykę: "Pieśni adwentowe" Bacha, "Oratorium de NoĎl" i dekorujemy pierniki z przyjaciółmi — dodaje.

Uroczysta inauguracja sezonu piernikowego to wydarzenie towarzyskie. Jednorazowe, bo kolejne serie pierników przygotowuje najczęściej sama. A dekorowanie to sztuka przez wielkie "S".

— Podstawa to lukier z cukru pudru i białka, który przygotowuje mąż. Ja robię kolory, mam specjalne barwniki spożywcze, parę lat temu prosiłam każdego znajomego, który wyjeżdżał za granicę, żeby mi przywiózł. Dawniej wykorzystywałam naturalne barwniki: sok z buraków, szpinak, szafran albo curry. Teraz korzystam z gotowych, choć jestem przeciwniczką sztucznych barwników, ale raz w roku… Lubię się bawić kolorami, uwielbiam złamane zielenie, mieszam delikatne fiolety, błękity, róże… Poza tym muszą być świąteczne barwy: wściekła czerwień, soczysta zieleń, które pięknie dekorują mikołaje i choinki — widać, że cieszą ją te domowe ceremonie.

Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Stół podczas dekorowania pierników przypomina wielkie laboratorium.

— Ustawiam szereg małych miseczek z kolorami. Do tego posypki: w kształcie serduszek, kolorowych gwiazdek, drobne cukiereczki… Używam maku, żeby zrobić włosy chłopcom, a dziewczynkom i aniołkom dekoruję włosy na blond z cukru muscovado. Do tego srebrne i złote kuleczki, z których robię korale, naprawdę wyglądają jak biżuteria. Sukienki i skrzydła powstają z wiórków kokosowych, wyglądają zjawiskowo! — emocjonuje się aktorka.

Gotowe pierniki robią wrażenie. A ich przygotowanie wymaga niezłej kondycji.

— To parę zarwanych nocy, w sumie jakieś 7-10 seansów. Wytrzymuję do drugiej, trzeciej rano na tym moim warsztacie. Mąż mi trochę pomaga, lubi to i docenia, ale nie jest to jego życiowa pasja. Za to czasem towarzyszy mi w tych nocnych pracach opiekunka mojego dziecka, którą zaraziłam tą manią! — opowiada Stużyńska.

Rzeczywiście, produkcja niemal hurtowa.

— Kiedy pierniki wyschną, chowam je do puszek lub dużych pudełek. O, mogę sprzedać jeden patent. Dowiedziałam się niedawno od kolegi, że do puszki trzeba włożyć suszone owoce, wtedy pierniki nie twardnieją — mruga okiem znawczyni tematu.

Ale chyba nie przeje z rodziną takich ilości!

— Oczywiście, że nie! Wcześniej kupuję świąteczne puszki i pudełeczka, pakuję po kilka pierników i rozsyłam znajomym w całej Polsce, a nawet we Francji i Włoszech. Przyjaciele co roku czekają na te przesyłki, nie mogę ich zawieść — zwierza się Magda Stużyńska.

 

 

Cacka na choince

Ale jak to tak, pierniki i pierniki… A choinka?

— Całą partię pierników szykuję na choinkę. Jej wygląd też planuję wcześniej, staram się, żeby co roku była inna. Ubieramy ją dzień przed Wigilią. Miałam już białą ze srebrnych, białych i szklanych ozdób, z piórek, kulek, lusterek, no i z jasnych pierników, rzecz jasna, nazwałam ją królową śniegu. Kilka razy choinka była granatowa, lubię też tradycyjną: czerwono-zielono-białą. A któregoś roku przyozdobiłam drzewko laleczkami Barbary Bukowski, która zaprojektowała przepiękne aniołki, mikołajki, była taka seria, kupiłam dosyć dużo tego i to mnie zainspirowało. To była piękna konkurencja dla moich kolorowych pierników — wspomina aktorka. A lampki? Choinka powinna przecież świecić!

— Są i lampki. I prawdziwe świeczki, ale bardziej służą do ozdoby, są piękne same w sobie. Robię też kokardy, kupuję w pasmanteriach szerokie wstążki, srebrne albo w świąteczną kratkę i zawieszam na drzewku. Do tego suszone mandarynki, cytryny, pomarańcze, sama suszę je na kaloryferze, to daje większą frajdę — uśmiecha się aktorka.

Ale jak te misternie przygotowane pierniki wiszą na choince, do diaska!

— Wypracowałam świetny sposób. Kupuję cieniutki srebrny drucik, przekłuwam w pierniku małą dziurkę i tak je zawieszam. Kiedyś robiłam dziury w głowach aniołków i wieszałam je na wstążeczkach, ale przez to traciły kawałek twarzy — odpowiada z wdziękiem.

Zagadka rozwiązana. Spróbuję wsunąć aktorce kartkę z adresem do kieszeni fartucha (też na pewno specjalny, świąteczny). Co to dla niej: jedna paczuszka więcej?

l

Magdalena

Stużyńska-Brauer,

dziewczyna z Mazur

Aktorka teatralna, telewizyjna i filmowa. Pochodzi z Giżycka, związana jest ze stołecznym Teatrem Kwadrat. Ogromną popularność przyniosła jej rola Marcysi Biernackiej w serialu "Złotopolscy" (jakiś czas temu wycofała się z niego). Gra też w serialach "Usta, usta", "Hotel 52", "Duch w dom".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Mizera

Polecane