Z polskiego krajobrazu mogą zniknąć wiatraki

Barbara Warpechowska
17-03-2016, 22:00

Z Michałem Kaczerowskim, prezesem spółki Ambiens, wyspecjalizowanej w doradztwie środowiskowym dla sektora OZE

„Puls Biznesu”: Projekt ustawy, zgłoszonej przez posłów PiS, a nazywanej wiatrakową, budzi wątpliwości. Specjaliści mówią o końcu energetyki wiatrowej w Polsce. Podziela pan te obawy?

Zobacz więcej

Marek Wiśniewski

Michał Kaczerowski, prezes firmy Ambiens: Tak. Nowe przepisy są pozbawione sensu i sprzeczne z interesem Polski, która zobowiązała się do roku 2020 uzyskać 15-procentowy udział OZE w miksie energetycznym. Zaproponowany w ustawie bufor odległości, jaką należy zachować od zabudowań równy dziesięciokrotności wysokości turbiny wiatrowej, czyli w praktyce 1,5-2 km, uniemożliwiłby realizację nowych przedsięwzięć wiatrowych w całym kraju. Żaden z ponad 70 projektów wiatrowych, które konsultowała nasza firma, nie miałby racji bytu.

Mówi się też o dodatkowych kosztach.

Projektowane obciążenia podatkowe i parapodatkowe mogą, jak mówią prognozy, doprowadzić do bankructw farm wiatrowych. Te, które przetrwają niespodziewane i dodatkowe koszty, zostaną zdemontowane po amortyzacji. Zastępowanie turbin jeszcze nowocześniejszymi i efektywniejszymi nie będzie już możliwe za sprawą wspominanych obostrzeń odległościowych. Takim sposobem projektodawca może doprowadzić do sytuacji, w której za kilkanaście lat z polskiego krajobrazu znikną turbiny wiatrowe.

Zastrzeżenia zgłaszają także samorządy.

Nic dziwnego. Dzisiaj każda z około 400 gmin, w których są farmy wiatrowe, jest beneficjentem podatków średnio powyżej miliona złotych rocznie, jak wylicza Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW). Dlatego sprzeciw wobec proponowanych regulacji wyraziły m.in. Stowarzyszenie Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej oraz Związek Powiatów Polskich. Emocje budzą też negatywne konsekwencje ustawy uderzające w lokalne społeczności. Mogą zostać pozbawione korzyści wynikających nie tylko z podatków, ale również dochodów z tytułu dzierżawy, miejsc pracy przy budowie lub remontach farm wiatrowych. Co ważne, sztywne odległości dotyczą nie tylko zakazu lokalizowania kolejnych turbin wiatrowych w otoczeniu zabudowań, ale również nowych zabudowań w zasięgu pracujących farm. Wydaje się, że regulacje w zaprezentowanym 19 lutego kształcie nikomu nie odpowiadają. Stąd apel wielu środowisk do władz o debatę i konstruktywny dialog.

Co budzi największy niepokój inwestorów?

Ich obawy dotyczą braku przewidywalności otoczenia politycznego i prawnego w sektorze energetyki wiatrowej w Polsce. Opóźnienie ustawy o OZE, awantura „odległościowa”, groźba nowych podatków wpływają na ryzyko i koszty działalności. Niestety, obserwujemy wychodzenie z polskiego rynku wielu inwestorów zagranicznych. To od polityków zależy, czy zniechęcą zupełnie, czy zatrzymają zagraniczny kapitał tak potrzebny polskiej energetyce. Jak mówił podczas ostatniej Konferencji PSEW Cliff Harris, dyrektor generalny GE Renewable Energy EMEA, z jego doświadczenia wynika, że nigdzie na świecie normy odległościowe nie są tak drastyczne, jak te, które zaproponowano w poselskim projekcie.

Czyli zmiany nie są potrzebne?

Dzisiejsze regulacje są dobre. W szczegółowy sposób warunkują możliwość lokalizowania farm wiatrowych z uwzględnieniem ochrony przyrody i siedlisk ludzkich. Normy o dopuszczalnych poziomach hałasu w środowisku dla obiektów o różnym przeznaczeniu, np. zabudowa mieszkaniowa jednorodzinna lub zabudowa zagrodowa, odpowiadają na pytanie, czy na danym terenie można posadowić przedsięwzięcia, które mogą potencjalnie lub zawsze znacząco oddziaływać na środowisko. Zawsze elementem oceny oddziaływania farmy wiatrowej na środowisko jest m.in. analiza hałasu. Po uruchomieniu inwestycji wszystkie prognozy potwierdza się pomiarami rzeczywistej emisji. To nasze codzienne wyzwania w Ambiens, dlatego nie mam wątpliwości co do obecnych przepisów. Na tle uwarunkowań europejskich i w porównaniu z inwestycjami o innym charakterze oddziaływań można uznać, że regulacje te zabezpieczają należycie interes lokalnych społeczności.

Skąd według pana projekt takiej ustawy?

Moim zdaniem fundamentalną praprzyczyną jest problem robienia polityki przy okazji protestów społecznych przy projektach wiatrowych. Niejednokrotnie mechanizm ten bazuje na populistycznych hasłach, nierzetelnych danych oraz prostych emocjach. To standardowe, powielane schematy. Protestujący sąsiedzi, pełni uzasadnionych obaw wynikających z niewiedzy mogą być łatwym do zmanipulowania wyborcą. To wielka pokusa, której niestety ulega część drugoplanowych polityków ubiegających się o mandat poselski. Spotykałem się z tym kilkukrotnie w swojej karierze.

Mam wrażenie, że dzisiejsza sytuacja to próba spełnienia absurdalnych obietnic wyborczych. Wydaje się, jednak, że projektodawcy stracili kontrolę nad sytuacją. Proponowane zmiany są niekorzystne dla krajowej gospodarki, energetyki, środowiska, władz samorządowych oraz lokalnych społeczności. Co jest kuriozalne, bo właśnie im u podstaw miały rzekomo służyć.

 

To może być dyskryminacja

KAMIL JANKIELEWICZ, kierujący praktyką energetyczną w kancelarii Allen & Overy w Warszawie:

Projekt ustawy o inwestycjach w elektrownie wiatrowe zgłoszony przez posłów nie uzyskał jeszcze formy druku sejmowego. Marszałek sejmu skierował go m.in. do Biura Analiz Sejmowych w celu uzyskania opinii co do zgodności z prawem Unii Europejskiej. Treść przepisów ustawy, dotycząca głównie procedury pozyskiwania pozwoleń na budowę i eksploatację elektrowni wiatrowych, może budzić uzasadnione wątpliwości co do ich zgodności z przepisami Dyrektywy 2009/28/WE. Przepisy te, mające na celu promowanie rozwoju energetyki odnawialnej, wymagają, aby krajowe procedury administracyjne dotyczące wydawania takich pozwoleń były obiektywne, przejrzyste, niedyskryminujące, proporcjonalne i niezbędne (pkt. 40 preambuły oraz art. 13 ust. 1). W szczególności Dyrektywa nakazuje unikanie wszelkich zbędnych obciążeń, które mogłyby wynikać z zaklasyfikowania projektów dotyczących energii odnawialnej jako instalacji stwarzających duże zagrożenie dla zdrowia. Podstawową ideą projektu ustawy jest ustalenie sztywnego wymogu oddalenia elektrowni wiatrowych od budynków mieszkalnych i obszarów chronionych na odległość równą dziesięciokrotności wysokości takich elektrowni. Wątpliwe wydaje się, by taki wymóg, mający zastosowanie tylko do jednego rodzaju instalacji energetycznych, można było uznać za obiektywnie uzasadniony, proporcjonalny i niezbędny. Co więcej, w tej sytuacji można zastanawiać się nad zarzutem, że wprowadzenie takiego wymogu tylko w odniesieniu do elektrowni wiatrowych (i to tych, które nie są mikroinstalacjami) ma charakter dyskryminacji jednego źródła energii w stosunku do innych źródeł OZE lub elektrowni konwencjonalnych. Z tego względu w razie uchwalenia projektu w tej formie należy liczyć się z negatywnym stanowiskiem Komisji Europejskiej i ewentualnymi roszczeniami inwestorów, których dotkną skutki tak sformułowanych przepisów.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ekologia / / Z polskiego krajobrazu mogą zniknąć wiatraki