Czytasz dzięki

Z Puław przez Paryż do Krakowa

  • Materiał partnera
opublikowano: 05-12-2019, 15:57

W Muzeum Książąt Czartoryskich przy ul. Pijarskiej w Krakowie wiele dzieł, choć jeszcze przesłoniętych zabezpieczającymi od kurzu foliami, już czeka w przypisanych sobie miejscach na pierwszych zwiedzających. W pałacu uwijają się ekipy remontowe, słychać dźwięk wiertarek, ale i tak widać, że remont dobiega końca.

— Sale są już prawie gotowe — mówi związana z muzeum od 30 lat mediewistka, kuratorka dr Katarzyna Płonka-Bałus, zmierzając na drugie piętro do Sali Polskiej. Nie jest to sala, od której widzowie rozpoczną zwiedzanie, ale jest szczególna. To tutaj znalazły miejsce pamiątki przechowywane kiedyś w puławskiej Świątyni Sybilli.

Patriotyczna wizja księżnej

— Bo od Puław wszystko się zaczęło — wyjaśnia pani kurator i rozpoczyna opowieść o Izabeli z Flemingów Czartoryskiej, która w 1801 r., sześć lat po trzecim rozbiorze Polski, udostępniła do zwiedzania swoją niezwykłą kolekcję. Księżna Izabela zbiory prezentowała w dwóch parkowych pawilonach: Świątyni Sybilli, a od 1809 r. także w Domu Gotyckim w Puławach. Pierwotną część kolekcji stanowił spadek po rodzinie Sieniawskich. Ale zbiór był oczywiście uzupełniany przez Izabelę Czartoryską, pisarkę, kobietę światłą, inteligentną, dowcipną, znającą literaturę i historię. Świątynia Sybilli była pierwszym budynkiem nazywanym muzealnym. Nie było to jednak właściwe muzeum, lecz miejsce, w którym zgromadzono realne szczątki osób tworzących polską historię i tradycję, rodzaj panteonu narodowego. Dwukondygnacyjny obiekt zaprojektowany przez Chrystiana Piotra Aignera, który przetrwał do dziś, przypomina budowlę sakralną. Jego koncepcja nawiązywała do Świątyni Westy w Tivoli, w pobliżu której znajdowała się siedziba antycznej wieszczki Sybilli, przepowiadającej przyszłość. W Polsce porozbiorowej wiara w proroctwa wiązała się z nadzieją na odzyskanie niepodległości, stąd zapewne pomysł ustanowienia Sybilli strażniczką dowodów świetności ojczyzny.

Izabela Czartoryska postanowiła zbierać pamiątki historyczne nie z powodu ich wartości zabytkowej, lecz ich wartości emocjonalnej i edukacyjnej. Pisała: „W latach tych, w których tyle klęsk nas przycisnęło, kiedy nas z rzędu narodów wymazano, mówiłam sobie ze łzami: Ojczyzno! Nie mogłam Cię obronić, niech Cię przynajmniej uwiecznię. Ta chęć, to uczucie przywiązywały mnie do życia: wystawiłam naówczas Świątynię Pamięci. Zebrałam tam pamiątki tej Polski, niegdyś tak świetnej, a wtenczas tak nieszczęśliwej…”.

Polaków dzieło wspólne

Jak pisał z kolei prof. Zdzisław Żygulski, autor pionierskich i pomnikowych publikacji na temat kolekcji puławskich: „To nie była prywatna mania, ale dzieło zbiorowe. Przyczyniła się do tego polska arystokracja i inteligencja. Tadeusz Czacki przekazał Izabeli to, co zostało ze zrabowanego przez Prusaków skarbca koronnego na Wawelu, m.in. bezcenne archiwum koronne, trofea składane przez królów na Wawelu, w tym chorągiew turecką spod Wiednia czy słynne miecze grunwaldzkie Jagiełły, które w czasie powstania listopadowego przepadły. To był jego depozyt do tego skarbca narodowego. Taka była przecież intencja Izabeli, która na frontonie zbudowanego przez siebie pierwszego na ziemiach polskich budynku muzealnego kazała wypisać słowa: „Przeszłość — Przyszłości”. Miała na myśli ofiarowanie tych zbiorów narodowi”.

— Myślę, że to motto powinniśmy dobrze zrozumieć. Badacze podkreślają, że w tych najwcześniejszych puławskich dziejach Muzeum Książąt Czartoryskich przewija się jasno zdefiniowany wątek patriotyczny. Ojczyzna jest wskrzeszona, istniejąca realnie pomimo rozbiorów właśnie w tych dziełach sztuki, które przypominają o dawnej chwale, ale i dawnych klęskach — mówi Katarzyna Płonka-Bałus.

Muzeum nie przetrwało powstania listopadowego. Po emigracji księcia Adama Jerzego Czartoryskiego zbiory zostały przewiezione do Paryża. Do Polski, a dokładnie do Krakowa, wróciły dopiero w 1876 r. Kolekcja Czartoryskich jest niezwykle bogata. Nie tylko dzięki swej największej atrakcji, czyli portretowi „Damy z gronostajem” Leonarda da Vinci czy „Krajobrazowi z przypowieścią o miłosiernym Samarytaninie”. Nie tylko dzięki swemu historycznemu charakterowi. Jest bogata poprzez unikatowe zbiory obrazów, średniowiecznych emalii, rzeźb z kości słoniowej, augsburskich sreber, perskich kobierców, tkanin orientalnych i polskich militariów. —

To są dzieła niezwykłej urody, wartości artystycznej i historycznej — potwierdza Katarzyna Płonka-Bałus.

Otwarcie po latach

Wyjątkowy spacer po 21 salach Muzeum Książąt Czartoryskich już wkrótce będzie się rozpoczynać od podestu, na którym prezentowane są dwa monumentalne płótna rodzajowe Jana Piotra Norblina. W dalszej części znajdują się pomieszczenia poświęcone Czartoryskim, a w nich portrety, m.in. Izabeli Czartoryskiej oraz Adama Kazimierza Czartoryskiego. Stamtąd zwiedzający trafią do sal ukazujących dzieje Polski: od czasów Jagiellonów aż po schyłek I Rzeczypospolitej. Na pierwszym piętrze muzeum widzowie zobaczą także najpiękniejsze dzieła sztuki sakralnej i świat sztuki Dalekiego Wschodu. Zwiedzanie drugiego piętra rozpoczyna się od Salonu Antycznego, w którym będzie można podziwiać dzieła z różnych okresów historycznych, nawiązujące jednak do sztuki starożytnej. W sali renesansu na uwagę zasługuje bogata kolekcja włoskiej i hiszpańskiej majoliki.

— Większość osób przechodzi obok gablot, nie zatrzymując się przy nich, a to są naprawdę warte uwagi dzieła z XV i XVI wieku. Majolika to specjalnie obrobiona glina, pokrywana niezwykłą barwną masą ołowiowo-cynową czy szkłem wiedeńskim — mówi kustosz muzeum Natalia Koziara, przechodząc do sali średniowiecznej, gdzie obok cennych rzeźb z kości słoniowej zobaczyć można grzebień liturgiczny.

— W średniowieczu bardzo dosłownie traktowano oczyszczenie kapłana przed liturgią. Ten grzebień z kości słoniowej służył do oczyszczania głowy kapłana. Wśród kolekcjonerów panowała moda na określone przedmioty. Władysław Czartoryski bardzo świadomie skupował dzieła sztuki. W przeciwieństwie do zakupów jego babki Izabeli jego nabytki zawsze były przemyślane i sprofilowane. Z tym grzebieniem bez wątpienia było podobnie — przekonuje Natalia Koziara.

Dama zdąży na czas

Dużą uwagę widzów niewątpliwie będzie skupiać „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” autorstwa Rembrandta, o którym kurator muzeum Katarzyna Płonka-Bałus mówi, że jest jego wielką wielbicielką.

— Kiedy weszłam do muzeum jako bardzo młoda dziewczyna, Rembrandta trzeba było codziennie wyjąć ze specjalnego schowka i umieścić na sztalugach. Patrzyłam na niego z bardzo bliska i tak zrodziła się fascynacja techniką malarską, umiejętnością wykreowania świata, który ogarnia człowieka. To mój ukochany obraz, ale oczywiście magnesem dla zwiedzających nadal pozostanie „Dama z gronostajem” mistrza Leonarda — przyznaje pani kurator.

Dama zostanie ostatecznie umieszczona w specjalnym pomieszczeniu na drugim piętrze — tym samym, na którym jest Sala Polska. W pokoju, w którym będzie eksponowana, trwa instalowanie niezwykłej gabloty mającej chronić dzieło. Zajmuje prawie całą ścianę. Uwija się przy niej kilka osób, a wnętrze pomieszczenia wydaje najmniej przygotowane do otwarcia w całym muzeum. Zarząd placówki jest jednak spokojny — Muzeum Książąt Czartoryskich będzie gotowe na czas. Dama z gronostajem także.

Marzena Sobala

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu