Za co Condi podziwiamy

  • Jerzy Turbasa
29-06-2007, 00:00

Pod koniec XVIII stulecia mężczyzna, który wkładał długie spodnie, uchodził za podejrzane indywiduum, wręcz kogoś o rewolucyjnie wywrotowych poglądach. A George Sand… Po serii skandali żandarmeria wydała jej specjalne pozwolenie na noszenie spodni w miejscach publicznych!

 

Obowiązywał, ustanowiony jeszcze w XVII wieku zakaz wkładania spodni, który — nawiasem mówiąc — do dziś nie został zniesiony! Pierwsze amatorki spodni kończyły wieczór — na ogół — w aresztach. Nawet tak ubranej Marleny Dietrich nie wpuszczono do kasyna w Monte Carlo. I nic tu nie pomogła interwencja najbogatszego człowieka świata, Arystotelesa Onassisa, u księcia Monaco.

 

Odważnie, z gustem

Kiedy Condoleezza Rice włożyła spodnie na spotkanie w czasie europejskiego szczytu, specjaliści od protokołu dyplomatycznego przełykali nerwowo ślinę. Było to bowiem pierwsze oficjalne wkroczenie na salony wielkiej polityki spodni na damskich biodrach. To Rice wniosła — nieodwołalnie i na stałe — zmianę do protokołu dyplomatycznego.

Kolejny kanon przełamany… No, ale zrobiła to w końcu specjalistka od obalania wszelkich „zabobonów”.

Tę właścicielkę niepospolitego intelektu, wdzięku i żelaznej dyscypliny fachowość i pracowitość zawsze skazywały na sukces. Została pierwszą kobietą w historii Stanów Zjednoczonych na stanowisku sekretarza stanu — w dodatku czarnoskórą. I w tak młodym wieku! Dziś jest niezwykle wpływowa — z nieograniczonym dostępem do pokoju owalnego George’a II Busha. Doktorat obroniła w wieku 27 lat. 12 lat później została najmłodszym prorektorem prestiżowego Uniwersytetu Stanforda. Dotychczasowi musieli skończyć co najmniej 60 lat...

 

Spodnie i portki

Wyjątkowo korzystnie, ba, rewelacyjnie!, prezentuje się w spodniach, co niekoniecznie szczerze można powiedzieć o pani kanclerz Angeli Merkel, której usiłowania w tej dziedzinie niektórzy cenią za upór, godny zapewne osobnego podziwu. O ile szef rządu RFN ubiera się dość męsko, z legendarną niemiecką „lekkością”, o tyle Amerykanka nic nie zatraca z kobiecości. Mało tego: zrobiła z niej niezaprzeczalny atut; opanowała „socjotechnikę wyglądu” w stopniu mistrzowskim. Nigdy się jej nie zdarzyło sprawić mediom uciechy różowawym jak landrynka kostiumem (jak pani kanclerz na wagnerowskim festiwalu w Bayreuth).

Za to gdy pragnie zrobić na panach politykach mocne wrażenie (to skutecznie działa!), decyduje się na jasne — beżowe lub popielate — kostiumy. W spódnicach nie boi się pokazywać dyskretnie kolan; warto zauważyć, iż godne są pokazania. Pozwala na to także jej niekłamany prestiż i dlatego nie spotkała się nigdy z okrzykami typu: „Edith, bardziej nadajesz się do łóżka niż do ministerstwa!” (jak — nie przymierzając — pani minister Cresson znad Sekwany).

Znaj proporcjum

A figura Condi? Nienaganna. Zawsze wygląda młodziej, niż wskazywałaby metryka. Interesuje się sportem. Uwielbia jeździć na łyżwach, codziennie uprawia jogging, a o ciało dba nie w solarium, ale na siłowni. To daje prezencję, ale też siły witalne — czyli pożądany i niezbędny zastrzyk energii.

Jej kostiumy niech stanowią wzór stylu — właściwego wizerunku w polityce. W większości — skrojone jednorzędowo, o kroju marynarkowym, spokojne w linii i kolorystyce. Nie grają nigdy pierwszych skrzypiec. Są tłem, właściwą ramą podkreślającą osobowość. Także i te umiejętności ustawiają ją na właściwym szczeblu w świecie polityki, zdominowanym przez mężczyzn. Dyskretna biżuteria i sposób bycia sprawiają, że nie budzi onieśmielenia, wręcz odwrotnie: jej wizerunek ułatwia kontakt. Podziwiając ją i jej bezpośredniość, świat mediów ochrzcił ją właśnie sympatycznym mianem — Condi.

To wielka sztuka z Condoleezzy stać się Condi, nie zatracając nic ze skuteczności. A o niej przekonał się sam Borys Jelcyn, gdy był jeszcze głównym oponentem Michaiła Gorbaczowa. Nieumówiony zjawił się w Białym Domu, żądając spotkania z prezydentem — i to tonem nieznoszącym sprzeciwu. Znając jego słabość do pięknych kobiet, ściągnięto na pomoc Rice, która ujęła go pod łokieć i zdecydowanym krokiem poprowadziła w kierunku właściwych drzwi na spotkanie... z gen. Scowcroftem. A wszystko to okrasiła swobodnym przywitaniem i konwersacją. W języku gościa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Za co Condi podziwiamy