Za górami, za lasami, za Bajkałem

Michał Książek
opublikowano: 27-10-2006, 00:00

Górskim pustkowiom Zabajkala baśniowej aury przydaje sąsiedztwo Świętego Bajkału, miejsca akcji wielu ludowych podań.

Wrażenie na podróżnikach, rzadko odwiedzających to ustronie, wywiera nietknięta nogą turysty tajga i zamieszkujący ją Ewenkowie — naród pasterzy reniferów i myśliwych.

Stajnia Świętego Mikołaja

Lądem tu dotrzeć trudno, choć od ponad 30 lat północne odgałęzienie Kolei Transsyberyjskiej, czyli Bajkalsko-Amurska Magistrala (BAM), wcina się żelaznymi torami w zieloną tajgę północnej części Republiki Buriacji i Obwodu Czytyńskiego. Ale rzadko ktoś wysiada na zagubionych wśród górskich łańcuchów stacyjkach. Moskiewskie pociągi mkną przez góry, wywołując tylko popłoch w stadzie reniferów, które Jewgienij Trynkin pasie od dobrych kilkunastu lat.

BAM, dumę ZSRR epoki Breżniewa, uważa za największe nieszczęście Rosji od czasów II wojny światowej. Jedyny pożytek, jaki z niej płynie to, według Jewgienija, goście przybywający czasem z daleka do rejonowego miasteczka Czara, pomnika komsomolskiego zapału i ambicji radzieckich kolejarzy. Czara liczy sobie dopiero 30 lat, lecz jej betonowe bloki i poczerniałe baraki nie wyglądają zachęcająco. Stanowi w tajdze groteskowy i nieoczekiwany widok. Sam Jewgienij rzadko tu bywa, choć to jedyne miasteczko, które w ogóle odwiedził. Życie pędzi w tajdze, doglądając i strzegąc 40 reniferów. Czasem, znużony samotnym koczowaniem, dołącza do krewnych i przyjaciół pasących reny po sąsiedzku. Kilkaset zwierząt w jednym miejscu to niezapomniany widok.

— Tak musi wyglądać stajnia Świętego Mikołaja! — żartuje pasterz.

Pasterzom łatwiej wspólnie doglądać zwierząt. Ich praca straciła wartość dla państwa i przestała być wynagradzana wraz z upadkiem ZSRR. Gdy zlikwidowano kołchozy i sowchozy, nikt nie zainteresował się losem myśliwych i pasterzy reniferów. A turystyka dopiero zaczyna tu raczkować.

Szaleństwo barw

Gdy spojrzeć na mapę górskich pasm rozciągających się za Bajkałem, ta kilkakrotnie większa od Polski kraina wydaje się nieprzystępna. Straszące lodowcami trzytysięczniki, obco brzmiące nazwy przełęczy rzek i strumieni… Warto jednak wybrać się w łagodne, ale dość wysokie (do 2515 m n.p.m.) i malownicze pasmo Udokan. W tym krajobrazie szczególnie —ale i w okolicznych Górach Południowomujskich, Górnoangarskich czy Kadar — dominuje modrzew: drzewo o niepowtarzalnej zieleni igieł. Jesienią ów kolor przechodzi w rozmaite odcienie żółci i czerwieni, zmieniając tajgę w tęczową paletę barw. Modrzew, rosnący nad brzegiem górskiego jeziora bądź na szczycie góry, ukształtowany przez wiatr i mróz, często przybiera formę skarlałego, jakby egzotycznego drzewka. A górskie doliny sprawiają przez to wrażenie odrealnionej scenografii...

Nieco wyżej położone zbocza i urwiska porasta limba karłowata, w języku Ewenków: bołgikta. Krzew, przypominający polską kosówkę, to utrapienie dla podróżników, którzy zgubili drogę. Ale też spiżarnia i stołówka dla dziesiątków gatunków ptaków i ssaków. Najcenniejszą część limby stanowi szyszka zawierająca orzechy — wielki przysmak burunduków (gatunek ziemnej wiewiórki) i świstaków, także niedźwiedzi. I ludzi.

Szaman i limba

Jewgienij, widząc bołgiktę zagradzającą drogę renom, złości się na wszędobylskie, trudne do usunięcia konary. I wspomina starą legendę o dwóch szamanach. To historia pojedynku ewenkijskich czarowników. Przybierali postacie zjawisk przyrody, by sprawdzić, który silniejszy. Nie rozstrzygnęli sporu, póki jeden z nich nie zmienił się w bołgiktę. Drugi nie poradził sobie z tą przeszkodą, bo nie ma w przyrodzie siły, która wyparłaby pleniącą się w zabajkalskich górach limbę.

Sprytniejszy szaman zwyciężył, lecz na zawsze pozostał krzewem. Czasem przeszkadza wędrowcom, gęsto porastając przełęcze i zbocza gór grubymi, płożącymi się gałęziami. Ale i pomaga, gdy trzeba szybko rozbić namiot — wystarczy narzucić tropik na niskie, rozłożyste pędy, by w Udokan spokojnie przespać letnią, gwieździstą noc.

Orientacja na tory

W tych górach trudno zgubić drogę. W tajdze, gdzie pasterze reniferów od wieków przepędzają swe stada, polują i żyją, powstał system ścieżek — tajgowych duktów. Zazwyczaj wiodą wzdłuż rzeki, często na najbliższą przełęcz, czasem do starego obozowiska. Nie są to oznaczone szlaki turystyczne, ale wędrowiec z minimalnym choćby doświadczeniem w górach może śmiało — pozostawieniu informacji w najbliższym punkcie turystycznym (może to być np. muzeum czy posterunek milicji) — ruszyć w łagodne doliny udokańskich rzek.

Prawie każda górska trasa zaczyna się od kolei, widocznej też — przy dobrej pogodzie — z większości przełęczy. Dlatego łatwo zorganizować kilkudniowy tramping samodzielnie, choć da się też wynająć miejscowych przewodników. W Udokan wiele dolin i górskich wąwozów zbiega, niczym rynny, do doliny rzeki Czary, przez którą prowadzi nasyp BAM-u. Przy torach najlepiej zaczynać i kończyć każdą wyprawę — na tych pustkowiach pociągi zatrzymują się „na stopa”. To pewna rekompensata za brak infrastruktury, do jakiej przyzwyczaiła nas Europa…

Na Syberii czy dokładniej — na Zabajkalu między bajki też włożyć należy opowieści o niebezpiecznej i kryminalnej Rosji, z mafią spotykaną na każdym kroku. Bo w tamtejszych górach rzadko napotyka się kogokolwiek, co najwyżej burunduki i szczekuszki (krewne królika i zająca). No i Jewgienija bądź jego kompanów, ale ci co najwyżej zaproszą wędrowca pod dach pałatki, włożą jego ciężki plecak na reniferowy grzbiet, a co najważniejsze — napoją herbatą z borówkami i nakarmią.

Myśliwska kuchnia

Europejskim żołądkom nie zawsze odpowiada specyficzna kuchnia zabajkalskich myśliwych. Jej podstawowy — nawet jedyny —składnik to mięso.

— Ale za to różnych zwierząt! — nie zgadza się Jewgienij.

Górale z Udokan polują na dzikie renifery, rzadziej na jelenie i łosie. Za wielki przysmak uchodzą łapy niedźwiedzia i — pachnące limbowymi orzeszkami — mięso świstaka. Ten ostatni nie da o sobie zapomnieć smakiem i zapachem podżarki z oczyszczonych pieczołowicie i pociętych na drobne kawałki wnętrzności. Ponoć smaczniejsza jest tylko podżarka z trzewi szczupaka, ale tę myśliwi jadają rzadko, podczas nieczęstych wizyt w dolinie rzeki Czary.

Gdy próbowałem wyjaśnić memu przyjacielowi, że świstak to zwierzę chronione, wpisane do Czerwonej Księgi Ginących Gatunków Rosyjskiej Federacji, Jewgienij odpowiedział, iż nigdy takiej książki nie czytał...

— Mięso jest naszym chlebem — mawiają Ewenkowie.

I choć jadają je na śniadanie, obiad i kolację, wypiekają też własny chleb: lepioszkę, ważne urozmaicenie zabajkalskiej kuchni. Jej menu byłoby niepełne także bez reniferowego mleka i borówki bagiennej. Bardzo tłuste mleko renów myśliwi ubijają i jedzą z lepioszką. Gdy dopiszą borówki, zbierają je i smażą słodkie konfitury. Wymieszane z pożywnym, zbitym na pianę reniferowym mlekiem, długo pozostają we wdzięcznej pamięci umęczonego wędrowca!

Chrobotek i reny

— Czasem dużo trudniej o pożywienie dla renów niż dla ludzi — twierdzi Jewgienij.

Podstawowa pasza tych zwierząt to poduszkowaty porost chrobotek, a także zioła i grzyby. Renifery nie potrafią jeść siana — zimą trzeba wyszukiwać dla nich rozległe doliny o niewielkiej pokrywie śnieżnej, by stado się wyżywiło, wykopując chrobotek spod śniegu. Ludzie mogą przetrwać tutejszą zimę tylko dzięki psom — nieodzownym na polowaniu — i reniferom, przewożącym myśliwych i ich zdobycz. Juczenie renów przy dalekich przemarszach rozwiązuje też problem noszenia ciężkiego plecaka w górach. Pokonuje się wówczas dużo większe odległości. Objuczony renifer wejdzie na prawie każdą pochyłość, nie obawia się ani głębokiej rzeki, ani urwistej grani. Te niezwykle pracowite i wytrzymałe zwierzęta narażone są jednak w tajdze na wiele niebezpieczeństw. Zimą grożą im wilki, latem komary i meszki — w pewnych okresach prawdziwe utrapienie. Ratunek zarówno reny, jak i ludzie znajdują w dymie ognisk, przygaszanych mokrym mchem.

Gospodarze Udokan

Dzięki sile, wytrwałości i mobilności reniferów wymarszu w góry nie trzeba uzależniać od dużej ilości prowiantu. Obecność tych niezwykle spokojnych zwierząt pozwala całymi dniami buszować po bezimiennych szczytach, dolinach, przełęczach. Ale moje główne wspomnienie z Udokan to gospodarze zabajkalskiej tajgi — Ewenkowie. Trudno o lepszych przewodników i towarzyszy; ludzi niezwykle przychylnych przyjezdnym, ciekawych ich świata. Mają wiedzę o życiu, do którego tęskni wielu Europejczyków. I chętnie się nią dzielą. Bo to nie tylko myśliwi i pasterze, ale także naród gawędziarzy. Pamiętają wiele przekazywanych pokoleniami legend, podań i ciekawych wierzeń. Według jednego z nich ten, kto zgubił coś w tajdze, na pewno do niej wróci. O tym, że to prawda, przekonałem się sam!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Książek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu