Żadnych z nim kontaktów!

  • Aleksander Krawczuk
opublikowano: 29-10-2010, 00:00

W początkach panowania król szwedzki Karol Gustaw stanął przed wielkim dylematem: na jaki kraj ma uderzyć? Nie mógł utrzymywać armii pod bronią zbyt długo, żyła bowiem dla wojny i dzięki wojnie — z grabieży. Kogo więc zaatakować?

Danię? Była najbliższa i zawsze wroga. Po jej wszakże stronie mogły się opowiedzieć sąsiednie państwa. Choćby dlatego, by nie dopuścić do nadmiernego wzrostu szwedzkiej potęgi. Moskwę? Groziła szwedzkim Inflantom, lecz dysponowała silną armią. Polskę? Osłabiona przez Kozaków i najazdy rosyjskie wydawała się łatwym łupem. Ale to wciąż jeszcze kraj wielki i bogaty. A nie tak dawno — jeszcze o tym pamiętano! — wojska polskie odnosiły świetne zwycięstwa właśnie w bitwach ze Szwedami. Toteż przed pod- jęciem ostatecznej decyzji król wysłał do Polski w roku 1654 posłów w roli wywiadowców. Mieli go jak najrzetelniej powiadomić o aktualnym stanie tego państwa.

Ich raporty wykorzystał w swym łacińskim dziele o życiu i czynach króla Karola Gustawa współczesny wydarzeniom wybitny historyk, prawnik i dyplomata niemiecki Samuel Pufendorf. Był związany z dworem szwedzkim, miał więc pełny dostęp do archiwum królewskiego. Wykorzystywał zarówno dokumenty dyplomatyczne, jak też raporty i relacje wojskowe. Stąd ogromna, wręcz podstawowa wartość tego dzieła dla historii owej tak dramatycznej epoki.

 

Toteż obficie czerpali i czerpią z tego źródła nasi badacze wieku XVII. Choć niekiedy może zbyt wybiórczo. Niektóre bowiem fakty podane w tym dziele nie są dla nas pochlebne. Uważano, że lepiej je przemilczać lub zaledwie o nich wspomnieć. A dla nas, wychowanych na Sienkiewiczowskim obrazie czasów "potopu", przedstawienie tamtych wydarzeń z innego punktu widzenia jest szczególnie interesujące. Nasuwa wiele refleksji, często, niestety, smutnych.

Jakie więc dane o Polsce przekazali królowi jego wysłannicy? Opinie te były szczególnie doniosłe historycznie, od nich bowiem w dużej mierze zależało, jaką drogę król obierze, w którą stronę zwróci swój oręż.

 

Oczywiście, podkreśla się w raporcie, że Polska jest przytłoczona zarówno wewnętrznymi sporami, jak też wojną moskiewską i wciąż trwającym buntem Kozaków, który pozbawił króla najbardziej dochodowych prowincji i tamtejszych towarów. Dlatego Polskę dręczy dotkliwy brak pieniądza. Nie tyle bowiem brakuje tu ludzi (dla wojska), ile środków, by ich utrzymać. "Obywatele mają wzgląd tylko na swoje sprawy. Odrzucają dobre rady, każdy żyje wedle swego kaprysu. Nikt nie chce być poddanym, każdy chwali się zuchwale prawem wybierania króla przez głosowanie, a jego rozkazom okazuje posłuszeństwo tak długo, jak długo ma się ochotę. Jan Kazimierz odstręczył od siebie wielu, trwa ta obraza i spór, niełatwe do wykorzenienia. Choć stany prosiły i zostało to niedawno postanowione na sejmie, by król natychmiast udał się na Litwę, gdzie istnieje największe zagrożenie, ten wciąż to przesuwa pod różnymi pozorami. Czy to z powodu pielgrzymek do Częstochowy, Kalwarii i innych miejscowości, czy też ze względu na posiedzenia sądowe. Dla obrony królestwa i odparcia wrogów nie ma innych sił poza garścią obcych wojsk i nielicznymi pułkami, upadłymi jednak na duchu. Z braku pieniędzy uzupełnia się je bardzo powoli. Dlatego też przechodzące wojska rabują gospodarstwa i niszczą prowincje. Na sejmach uchwalano znaczne podatki na wojsko, jednakże ich ściąganie trwa długo i z roku na rok odkłada się zbieranie zaległości. Pospolite ruszenie szlachty jest hałastrą, uciążliwą przez swoją wielkość. Podczas tłumnego pochodu niszczy i plądruje wszystko. Szlachta przywykła służyć tylko sześć tygodni, potem obraca się plecami do nieprzyjaciela i rozbiega się do domów. Z drugiej wszakże strony Polacy nie pragną pokoju, wolą rzucić wszystko na szalę. Jest to zgodne z duchem upartego ludu, który nie potrafi się dostosować zręcznie do sytuacji. Nie trzeba też się obawiać, że Polacy stowarzyszą się z Moskwą przeciw Szwecji. O pokój ze Szwecją zabiegają raczej ludzie świeccy niż duchowni. Ci ostatni byliby bardziej skłonni zawrzeć pokój z Turkami i poganami niż z protestantami".

 

Czy możemy się dziwić, że po zapoznaniu się z raportem Karol Gustaw uznał właśnie Polskę za najwłaściwszy cel ataku? I tak też uczynił. A jak potoczyły się sprawy, wiemy wszyscy. Skutki najazdu były dla Polski straszliwie bolesne. Napawa jednak podziwem, że jeszcze zdołała się podnieść i odsunąć na ponad wiek widmo rozbiorów. A Karol Gustaw już je planował — i to bardzo konkretnie. Szwedzi zaś mimo wszelkich grabieży nie odnieśli spodziewanych korzyści. Król znacznie lepiej by uczynił, gdyby uderzył na Moskwę w sojuszu z Polską; bo i taką możliwość rozważano.

 

Lektura raportu po prawie czterech wiekach nasuwa jeszcze inne, szersze refleksje. Często przecież zadaje się pytanie: czy historia się powtarza? W identyczny sposób na pewno nie. Zmieniają się przecież nieustannie scenerie, kostiumy, obyczaje, możliwości techniczne. Z drugiej wszakże strony — powtarzają się pewne elementy, układy sytuacyjne. Niezmienna jest psychika ludzka, podobne więc bywają postawy i reakcje w różnych okolicznościach. Także postawy wobec własnego państwa.

 

Na pewno nie grozi nam najazd szwedzki. Ani też chyba żaden inny. Jesteśmy członkami potężnego sojuszu i wspólnoty państw. Lecz słyszy się też zdumiewające wypowiedzi pod adresem wybranej głowy państwa — "Żadnych z nim kontaktów!" — oraz odnoszące się do praw i obowiązków obywatelskich. Czy tak zasadniczo różnią się one od przytoczonych powyżej z połowy wieku XVII? A owe opinie, wypowiedzi i głosy są w każdej ambasadzie obowiązkowo notowane i przekazywane w zbiorczych raportach. Podobnie jak niegdyś robili to wysłannicy szwedzkiego króla.

 

Tak, dziś sytuacja jest diametralnie różna. Nie bez powodu czujemy się prawdziwie bezpieczni, jak nigdy w historii. Lecz takie poczucie też rozleniwia. Przeżyłem to wraz z całym moim pokoleniem. Latem roku 1939 byliśmy niemal wszyscy — zwłaszcza młodzież — spokojni i pewni siebie. Mamy potężną armię — rozgromiła bolszewików! — wspaniałego wodza naczelnego — "sam Komendant nam go dał!" — i wreszcie niezawodnych sojuszników zachodnich. "Nikt nam nie zrobi nic, nikt nam nie weźmie nic!". W razie wybuchu wojny w ciągu kilku tygodni będziemy w Berlinie.

 

Trudno w to dziś uwierzyć, ale właśnie takie było dominujące przekonanie nas, młodych — i to tuż przed straszliwą katastrofą. Obnażyła ona w sposób brutalny wszystkie niedoskonałości Polski przedwojennej. Przetrwaliśmy jednak dzięki pamięci o własnym państwie i szacunkowi dla niego. Te wartości powinny być zawsze czymś niezmiennym i niepodlegającym żadnej dyskusji. A zwłaszcza szacunek dla głowy państwa — czy jest nim król, czy prezydent — wybranej głosami nas wszystkich. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksander Krawczuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu