Zadziwiające zwyżki na warszawskiej giełdzie

Witold Zajączkowski
opublikowano: 13-06-2012, 00:00

GIEŁDA

Po znacznym spadku w poniedziałek w USA (DJIA, S&P500 oraz NASDAQ Composite straciły odpowiednio po 1,14; 1,26 i 1,70 proc.) wydawało się, że wczorajsza sesja odwróci trzysesyjny trend wzrostowy na warszawskiej giełdzie. Jednak w nocy z poniedziałku na wtorek nastroje się zmieniły. Indeks giełdy w Szanghaju zanotował wzrost 0,8 proc. i to było kluczowe dla zmiany nastrojów w Europie. Indeksy na Starym Kontynencie rozpoczęły od niewielkich zwyżek.

W trakcie sesji zwyżki w Paryżu i we Frankfurcie nie przekraczały 1 proc. WIG20 na tym tle zachował się zadziwiająco mocno. Zaskakująco mocno zachowywał się już zresztą w poniedziałek, kiedy indeksy europejskie spadały, a nasz utrzymywał wzrost, ale to, co się stało wczoraj, było sytuacją niespotykaną od miesięcy, a może i lat. Podczas gdy Paryż i Frankfurt rosły o około 0,7 proc., WIG20 rósł o 2,4 proc. i przekroczył nawet 2200 pkt. O godz. 16. pod wpływem słabych notowań za oceanem doszło do korekty. W Europie mieliśmy spadki około 1-procentowe, tymczasem WIG20 pozostawał nadal na ponad 1,5-procentowym plusie.

Rozbieżność ta jest zastanawiająca. Możemy tu wymienić trzy możliwe przyczyny: wygasanie w piątek kontraktów terminowych, wzrost wyprzedający podobne ruchy na innych giełdach lub upodobanie sobie naszego rynku przez jakiś stosunkowo niewielki kapitał zagraniczny. Wzrost wyprzedzający zdarza się czasem na naszymrynku. Już w piątek WIG20 poszybował o 2 proc. w górę, podczas gdy Europa ruszyła dopiero w poniedziałek po informacji o pomocy dla Hiszpanii. Widywaliśmy podobne sytuacje w ubiegłym roku, choć rozbieżność pomiędzy notowaniami nie była wtedy tak wielka. Zjawisko takie tłumaczy się płytkością naszego rynku. Jednak bardziej prawdopodobna wydaje się druga przyczyna. Jeśli jeden duży podmiot posiada dużo długich pozycji wygasającej w piątek serii kontraktów czerwcowych, opłaca mu się szarpnąć indeksem WIG20, gdyż zysk na kontraktach przewyższy stratę na zakupionych akcjach. Przeciw tej wersji, a za trzecią, ostatnią, świadczy trochę zbyt wysoki obrót w piątek i dziś. Wzrost nie dokonał się zatem łatwo, poszły na to całkiem pokaźne pieniądze. Pokaźne oczywiście relatywnie w stosunku do innych sesji. Możliwe zatem, że jakiś kapitał upodobał sobie naszą giełdę i postanowił tu ulokować pieniądze. Zamysł ten pojawił się już w piątek, w dniu otwarcia EURO2012, ale wtedy wydawał się jeszcze śmieszny. A może jednak jakiś zarządzający czy grupa osób dostrzegła przy tej okazji nasz kraj? Jeśli tak, to nasz rynek będzie relatywnie silniejszy jeszcze przez jakiś czas — od kilku do kilkunastu dni.

Witold Zajączkowski

DM BOŚ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Witold Zajączkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu