Zagranica po cichu pozbywa się naszych akcji

Roman Przasnyski
10-06-2010, 00:00

Od kilku dni na giełdach widać uporczywe próby zainicjowania poważniejszego ruchu w górę. Idzie to jednak bykom jak po grudzie. Wzrosty gaszone są przez podaż, która jednak nie jest zbyt mocno zdeterminowana do działania i po chwili "odpuszcza". Choć taka przepychanka jest męcząca, może potrwać nieco dłużej. Głównym motywem kupujących wydaje się nie wiara w większy i bardziej trwały wzrost ich cen, lecz raczej strach przed pogłębieniem przeceny i kolejną falą spadków. To trochę za mało na powrót do "hossy". Z drugiej jednak strony trzeba mieć świadomość, że właśnie zwątpienie i zniechęcenie często stanowią niezłą pożywkę dla dynamicznego skoku.

Demonstrowana we wtorek siła naszego parkietu okazała się nietrwała. Wczoraj utrzymała się tylko przez godzinę. Indeks największych spółek zyskiwał na otwarciu 0,8 proc. i zdołał dotrzeć do 2356 pkt. Pogorszenie się nastrojów w Europie, a szczególnie na parkiecie we Frankfurcie, zepchnęło go pod kreskę, jednak poziom 2300 pkt, uparcie broniony od kilku dni, nie był zagrożony. W pierwszej wzrostowej fazie sesji liderami wśród największych firm były papiery banków. BZ WBK zyskiwał 2,4 proc., Pekao i PKO rosły po niemal 2 proc. Po około 1,5 proc. szły w górę akcje KGHM i PKN Orlen. Bankowe walory szybko jednak traciły uznanie inwestorów. W ciągu dnia nastroje zmieniały się jak w kalejdoskopie. W drugiej części sesji WIG20 zyskiwał głównie dzięki zwyżkującym o 2,5 proc. papierom PZU, rosnącym ponad 1,5 proc. akcjom KGHM oraz ponownie odzyskującym siłę bankom. Ostatecznie WIG20 wzrósł o 0,7 proc. Obroty wyniosły 1,4 mld zł.

Wczoraj naszym inwestorom nie starczyło siły i odwagi, by iść pod prąd światowym nastrojom. Wtorkowa "niezależność" okazała się nietrwała. Można jednak podejrzewać, że spadki zawdzięczamy nie rodzimym graczom, lecz kapitałowi zagranicznemu, który znów niechętnie patrzy na ryzykowne rynki. Świadczyć może o tym to, że pogorszenie się nastrojów we Frankfurcie oraz notowań kontraktów na amerykańskie indeksy zepchnęło pod kreskę niemal równocześnie wskaźniki w Warszawie, Moskwie, Budapeszcie i Istambule. Pozostałe indeksy zmniejszyły skalę wzrostów, ale utrzymały się na plusach. W tym kontekście można przypuszczać, że mocne zachowanie się naszego rynku w pierwszej części sesji, obserwowane już drugi dzień z rzędu, wykorzystywane jest przez zagranicę do pozbywania się akcji. Warto przypomnieć niedawne potężne obroty w trakcie sesji z 26 maja, w dzień po ustanowieniu lokalnego dołka przez nasze indeksy. Być może część ówczesnych "szczęśliwych" nabywców akcji właśnie się z nimi żegna, skutecznie hamując próby wzrostów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

PO

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Zagranica po cichu pozbywa się naszych akcji