Zagranica zaciągnęła hamulec na GPW

Łukasz Bugaj analityk DM BOŚ
opublikowano: 28-08-2012, 00:00

Warszawa sama z siebie słabo generuje impulsy wzrostowe i w większości są one udziałem inwestorów zagranicznych.

Jeszcze przed rozpoczęciem wczoraj sesji było wiadomo, że wielkich emocji ona raczej nie dostarczy. W Londynie pracownicy instytucji finansowych mieli wolne ze względu na święto, a kalendarium danych makro i wydarzeń politycznych również było wyjątkowo skromne. O ile jednak emocji rzeczywiście zabrakło, o tyle powodów do zastanowienia już nie brakowało. Głowić się można było nad słabością krajowego rynku, który ignorował zewnętrzny optymizm i z uporem maniaka tworzył własny spadkowy scenariusz.

O poranku notowania prezentowały się jednak zgoła odmienne. Neutralne otwarcie byki wykorzystały do lekkiego podciągnięcia indeksu blue chipów. Była to prosta kontynuacja siły widocznej na GPW już od minionego czwartku. Sił na wiele jednak nie wystarczyło i niedługo po publikacji jedynych wczoraj ważnych danych rozpoczął się spadek cen akcji. Sama zniżka z opublikowanymi danymi nie miała wiele wspólnego, gdyż te same informacje na rynkach zagranicznych nie przeszkodziły we wzrostach.

Chodziło o indeks Ifo, który spadł czwarty miesiąc z rzędu, i to bardziej od prognoz. Zniżka o 1 pkt z poziomu 103,2 pkt, choć większa od oczekiwań, nie była na tyle duża by wzmóc obawy o kondycję największej gospodarki strefy euro, a mogła przyczynić się do spekulacji, że Niemcy w obliczu słabnącej koniunktury będą bardziej skłonni do pobudzania gospodarki. Tym samym rynki wróciły do wciąż żywej i niesłabnącej gry pod możliwe działania stymulujące banków centralnych, które będą widoczne już we wrześniu.

Rynek w Niemczech czy we Francji wznosił się na ciągle żywych spekulacjach, które światło dzienne ujrzały jeszcze w piątek. Chodziło o program stabilizacji rentowności obligacji peryferyjnych państw, który ma zaprezentować Europejski Bank Centralny, oraz list prezesa Fedu, w którym twierdził on, że pole manewru do dalszego wsparcia gospodarki USA mechanizmami monetarnymi jest jeszcze znaczne. Wczoraj znany „gołąb” z chicagowskiego oddziału Rezerwy Federalnej Charles Evans po raz kolejny powiedział, że po drugiej stronie Atlantyku gospodarka wymaga wsparcia przy pomocy dalszego luzowania polityki monetarnej. Evans nie uczestniczy jednak w głosowaniu nad ewentualnymi zmianami parametrów polityki amerykańskiego banku centralnego, ale wspierająco na ceny mógł zadziałać.

Na krajowym parkiecie takimi czynnikami mogły zostać lekko lepsze od prognoz wyniki Asseco Poland oraz zbliżająca się wielkimi krokami dywidenda z PZU oraz publikacja wyników tej spółki. Okazało się jednak, że żaden z tych teoretycznie pozytywnych czynników nie zadziałał. Akcje Asseco zyskiwały na wartości jedynie na początku sesji, a w przypadku PZU bardziej liczyła się perspektywa sprzedaży akcji tej spółki przez skarb państwa niż odcięcie już dziś prawa do sutej dywidendy. Ostatecznie więc krajowy rynek poszedł własną ścieżką, która mimo zwyżek we Frankfurcie czy Paryżu doprowadziła do lekkich spadków. Towarzyszył im niewielki obrót, więc zniżki nie mają większego znaczenia i trzeba je traktować z przymrużeniem oka. Tym niemniej potwierdzają one tezę, że Warszawa sama z siebie słabo generuje impulsy wzrostowe i w większości są one udziałem inwestorów zagranicznych, których wczoraj na parkiecie po prostu brakowało.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Bugaj analityk DM BOŚ

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy