Zakupy grupowe reklamą dla firm

Kamil Kosiński
16-03-2011, 00:00

Społecznościowy e-handel oczekuje, by firmy sprzedawały produkty i usługi nawet poniżej kosztów.

Dopiero sprzedaż krzyżowa zapewnia zyski ze współpracy z e-spółkami

Społecznościowy e-handel oczekuje, by firmy sprzedawały produkty i usługi nawet poniżej kosztów.

Do 20 marca 2011 r. są ważne kupony rabatowe łódzkiej restauracji House of Sushi rozprowadzone poprzez serwis zakupów grupowych Gruper. Przez jeden grudniowy dzień sprzedano ich 680.

— Jestem bardzo zadowolony. Nabywcy kuponów, choć nie wszyscy, do nas wracają. Od grudnia, kiedy przeprowadziliśmy akcję z Gruperem, liczba klientów restauracji wzrosła o jedną czwartą — mówi Bartłomiej Dębski, właściciel House of Sushi.

Współpraca z Gruperem nie była jego pierwszym podejściem do wykorzystania internetowych serwisów zakupów grupowych do promocji. Lokal ruszył w czerwcu 2010 r., a już w lipcu zaczął współpracę z Grouponem i sprzedał za jego pośrednictwem około 450 kuponów.

Model biznesowy Groupona i Grupera jest podobny (nie są to zresztą jedyne serwisy zakupów grupowych). Internauci kupują w nich kupony rabatowe ważne od kilku miesięcy do roku. Przychody ze sprzedaży kuponów dzielą serwis i firma udzielająca rabatu. Gruper rozlicza się ze sprzedaży kuponów zaraz po zakończeniu ich sprzedaży, Groupon po realizacji zniżki przez partnera, do którego zgłosi się nabywca kuponu.

— Często nam się zarzuca, że robimy niesamowite pieniądze na niewykorzystanych kuponach, odsetkach itp. Ale przyjęliśmy taki model rozliczeń z myślą o nabywcach kuponów, którzy mogą się rozmyślić ze skorzystania z oferty, bo np. usłyszą negatywną opinię o firmie. Zdarzyło się też, że restauracja przestała realizować kupony, bo dostała wypowiedzenie najmu lokalu. W takich przypadkach zwracamy pieniądze za kupon — tłumaczy Marcin Szałek, członek zarządu polskiego Groupona.

To jest marketing

Oczekiwana przez serwisy zakupów grupowych zniżka dla nabywców voucherów ma być naprawdę duża — 50-70 proc. ceny podstawowej.

— Zdaję sobie sprawę, że współpracujące z nami firmy często sprzedają usługi lub produkty poniżej kosztów. Ale naszego serwisu nie postrzegamy jako kanału sprzedaży, tylko sposób na reklamę. Współpracująca z nami firma nie musi wydawać ani grosza na marketing, ale musi zaoferować duże zniżki naszym użytkownikom. W zamian dostaje od nas klientów, których już sama musi zatrzymać, dokonując tzw. sprzedaży krzyżowej — mówi Marcin Szałek.

W ten sposób do współpracy z serwisami zakupów grupowych podszedł właściciel House of Sushi.

— Zniżki traktuję jako wydatek na reklamę. Ale są też przypadki, że korzystający z kuponów rozprowadzanych przez internet już podczas pierwszej wizyty składają zamówienie przekraczające to, do czego uprawnia kupon, a co za tym idzie — płacą całkiem spory rachunek — opowiada Bartłomiej Dębski.

Duże opusty miał przedsiębiorcom rekompensować wysoki próg minimalnej liczby kuponów sprzedanych przez internet, który dawał prawo do ulgi. Innymi słowy — jeśli przez internet nie sprzedało się odpowiednio dużo kuponów, to opust nie dochodził do skutku. W praktyce jednak progi proponowane przez serwisy internetowe wynoszą zazwyczaj 5,10 czy 15 sprzedanych voucherów. A zdarzają się jeszcze niższe. Na przykład spółka Szewczyk, prowadząca w Warszawie salony Volkswagena i Audi, zgodziła się obniżyć cenę Golfa o 5 tys., a Passata o 6 tys. zł, jeśli wart 350 zł kupon rabatowy wykupi choć jedna osoba. Zniżki dotyczyły aut z sezonowych wyprzedaży i z aktualnego rocznika. W styczniu Gruper sprzedał trzy kupony w ramach tej oferty. Jeden kupiony w ten sposób Golf już wyjechał z salonu.

— Jestem bardzo zadowolony. Poza sprzedażą auta zwiększyła się liczba wejść na nasz stronę i telefonów do firmy. A gdybym wywiesił billboard, to przeszedłby on bez echa — twierdzi Jerzy Szewczyk, dyrektor zarządzający w spółce Szewczyk.

Firma poszła za ciosem. W poniedziałek Gruper oferował za 79 zł kupon o wartości 250 zł na wymianę opon, mycie, wyważenie i sprawdzenie kół w autoryzowanej stacji obsługi Audi Szewczyk. Można też skorzystać z 15-procentowego rabatu na zakup nowych opon i ustawienie geometrii kół. By oferta stała się wiążąca, wystarczy pięciu chętnych. W przyszłości spółka chce oferować w ten sposób wymianę oleju, klocków hamulcowych, czyszczenie klimatyzacji i sprawdzanie używanego samochodu przed zakupem.

Cena w tajemnicy

Zakupy społecznościowe mają też inną mutację niż Groupon i jego pochodne. Reprezentuje ją serwis Geloo należący do Grupy IT. Potencjalny klient nie zna ceny oferowanych tam dóbr. By ją zobaczyć, musi zapłacić. Ma wtedy 15 sekund na decyzję o ewentualnym zakupie. Każde sprawdzenie ceny powoduje, że spada ona o 51 groszy. Dlatego kolejni użytkownicy, sprawdzając co jakiś czas cenę produktu, mają szansę kupić go o wiele taniej.

Serwis nie prowadzi handlu na własny rachunek. Pośredniczy w sprzedaży realizowanej przez inne podmioty. Jednym z nich jest firma Cosmo, prowadząca internetową perfumerię Jasminum.

— Trafiły się nam dwa przypadki sprzedaży perfum za 1 grosz. Ale nasz przychód z tych transakcji był inny i miał sens ekonomiczny. Nie jest tak, że sprzedajemy produkty za cenę, za jaką ludzie je kupują. Rzeczywistą cenę sprzedaży rozliczamy z właścicielem Gello — zdradza Artur Gorzewski z Cosmo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Technologie / Zakupy grupowe reklamą dla firm