Załamanie branży budowlanej jest zjawiskiem przejściowym

Monika Niewinowska
opublikowano: 08-10-2001, 00:00

Załamanie branży budowlanej jest zjawiskiem przejściowym

Kryzys polskiej gospodarki jest, według prezesa Henkel Bautechnik, najdynamiczniej rozwijającej się firmy regionu świętokrzyskiego, stanem przejściowym. Uważa on, że koniunktura powinna się poprawić już na przełomie 2003 i 2004 roku. Do obecnej sytuacji doprowadziły przede wszystkim nieumiejętne działania rządu, które zamiast pobudzać, hamowały rozwój polskiej przedsiębiorczości.

„Puls Biznesu”: Jakie czynniki zachęciły firmę Henkel Bautechnik do uruchomienia w Polsce zakładów produkujących chemię budowlaną?

Timm Fries: 11 lat temu wprowadziliśmy nasze produkty na polski rynek w drodze eksportu. Spotkały się one wówczas z dobrym przyjęciem. Produkty chemii budowlanej są bardzo trudnym przedmiotem transportu. Dlatego, wraz ze wzrostem sprzedaży, niezbędne stało się założenie tu, na miejscu, zakładu produkcyjnego. Pierwszy z nich powstał już w 1990 r. Obecnie mamy w Polsce trzy fabryki.

„PB”: Okres, w którym dokonywali Państwo największych inwestycji, charakteryzował się bardzo dynamicznym rozwojem budownictwa. Czy dziś, kiedy na rynku budowlanym widoczna jest wyraźna recesja, tak duże moce wytwórcze nie staną się dla firmy obciążeniem?

T.F.: Już w 1999 r. zauważyliśmy znaczny spadek aktywności na rynku budowlanym. Uważamy jednak, że jest to problem przejściowy. W Polsce jest jeszcze wiele do zrobienia. Moim zdaniem, poprawa koniunktury powinna nastąpić już na przełomie 2003 i 2004 roku.

„PB”: Czy z nastąpieniem przewidywanej poprawy w branży budowlanej wiążą Państwo plany kolejnych inwestycji?

T.F.: Uważamy, że Polska jest krajem dużych możliwości, dlatego nastawiamy się na ciągły rozwój firmy. Nasza obecna produkcja jest nastawiona przede wszystkim na zaspokajanie potrzeb Polski zachodniej. Z obecnych wyników jesteśmy zadowoleni, jednak z nadejściem lepszej koniunktury we wschodniej części kraju rozpoczniemy budowę kolejnej fabryki, tym razem w tamtym regionie. Muszę tu również zaznaczyć, iż to, że nie rozbudowujemy w tej chwili naszej sieci zakładów produkcyjnych, nie oznacza, że nie inwestujemy w ogóle. Średnia wysokość rocznych nakładów na rozwój posiadanych zakładów wynosi około 10 mln zł.

„PB”: Fakt, że jest Pan obcokrajowcem, daje panu możliwość zdystansowania się od wydarzeń zachodzących naszym kraju. Jak określiłby Pan, ze swojej perspektywy, powody obecnej sytuacji gospodarczej w Polsce?

T.F.: W Polsce brakuje czynników pobudzających gospodarkę. Rząd koncentruje się przede wszystkim na wspieraniu eksportu. Handel międzynarodowy jest wprawdzie sposobem na pozyskiwanie dewiz, władze nie powinny jednak mieć klapek na oczach. Dla takiego kraju jak Polska szalenie istotne jest pobudzenie gospodarki wewnętrznej. Rząd powinien stworzyć sytuację, w której przedsiębiorcom będzie się opłacało inwestować. Pobudzenie przedsiębiorczości automatycznie rozwiąże największe polskie problemy — mechanizm jest bardzo prosty: brak inwestycji w okresie restrukturyzacji powoduje bezrobocie. W jego wyniku spada wewnętrzna konsumpcja. Naturalnym następstwem takiej sytuacji jest zmniejszenie produkcji, co pociąga za sobą obniżenie wpływów budżetowych z tytułu podatków oraz wzrost bezrobocia. Wyjście z tego zamkniętego koła zależności wiedzie przez mechanizmy pobudzające aktywność przedsiębiorców.

Uważam również, że bardzo nie docenianym przez polskie władze instrumentem polityki ekonomicznej są inwestycje publiczne. Doświadczenia wielu krajów pokazały, że przynoszą one widoczne efekty gospodarcze, przy jednoczesnej poprawie infrastruktury.

„PB”: Czy Polska ma, Pana zdaniem, potencjał, który przy odpowiedniej polityce pozwoliłby na osiągnięcie europejskiego poziomu gospodarczego?

T.F.: Polacy są solidnym i bardzo dumnym ze swojego kraju narodem. Są bardzo chętni do wspierania swojej gospodarki, często nie mają jednak ku temu możliwości. Rząd powinien im stworzyć warunki do realizacji gospodarczych ambicji. Dotyczy to również polskiego rolnictwa. Trudno jest dogonić europejski poziom bez pomocy państwa, podczas gdy w Unii Europejskiej rolnictwo jest jedną z najsilniej dotowanych dziedzin gospodarki.

„PB”: Odchodzący rząd dużo mówił o bardzo rozbudowanym programie pomocy dla małych i średnich przedsiębiorstw...

T.F.: ... i na tym zakończyło się jego działanie. Moim zdaniem na pobudzenie gospodarki bardzo dobry wpływ miałoby obniżenie podatków. Zbyt duże obciążenia fiskalne powodują spadek opłacalności inwestycji, co zniechęca przedsiębiorców do działania. Polski rząd zbyt mocno koncentruje się na oszczędnościach, zamiast na zwiększaniu swoich wpływów. To bardzo niedobry kierunek, prowadzący kraj w przepaść gospodarczą. Działania powodujące ciągłe ubożenie społeczeństwa nakręcają sprężynę kryzysu. O mechanizmie tym wspomniałem w odpowiedzi na jedno z wcześniejszych pytań. Podkreślę jednak jeszcze raz, że jedyną drogą do poprawy koniunktury jest pobudzenie aktywności gospodarczej, a to można osiągnąć jedynie w sytuacji dobrobytu, a nie ubożenia społeczeństwa.

„PB”: Czy oprócz wysokich podatków istnieją jeszcze inne czynniki blokujące rozwój przedsiębiorczości?

T.F.: Równie istotnym problemem jest zbyt wysoka, wręcz zaporowa, cena kredytów inwestycyjnych. Na świecie finansowanie inwestycji z rezerw finansowych firmy zdarza się sporadycznie. Takie postępowanie bywa wręcz określane jako nierozsądne. W Polsce natomiast kredyty inwestycyjne zupełnie nie spełniają swojej roli, ponieważ firm na nie nie stać. Brak inwestycji powoduje pogłębianie się dystansu między polskimi przedsiębiorcami a tymi zachodnioeuropejskimi. Przestarzałe technologie lub ich całkowity brak powodują niską wydajność i jakość produkcji.

„PB”: A co Pan sądzi o próbie ochrony polskich producentów poprzez wprowadzenie podatku importowego?

T.F.: Wprowadzenie podatku importowego nie było, zdaje się, dobrze przemyślaną propozycją. Wielu polskich producentów jest przecież uzależnionych od importu nie występujących w Polsce surowców. W naszym przypadku z zagranicy pochodzi około 30 proc. substancji chemicznych, są jednak branże, w których odsetek ten jest jeszcze większy. Wprowadzenie podatku importowego osłabiłoby naszą pozycję, na i tak dość słabym w tej chwili rynku. Jeżeli rząd rzeczywiście chciałby w ten sposób pomóc rodzimym przedsiębiorstwom, a nie krótkookresowo ratować swoje finanse, powinien zwolnić z obowiązku celnego towary niedostępne w Polsce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Niewinowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Załamanie branży budowlanej jest zjawiskiem przejściowym