Zanosi się na kolejną bitwę o przejęcie Próchnika

Magdalena Laskowska
opublikowano: 11-06-2008, 00:00

Wkrótce w spółce ma się pojawić kolejny, już trzeci, akcjonariusz, który chce nią zarządzać. Ujawni się na walnym.

Grupom łódzkiej i warszawskiej przybędzie konkurent do rządzenia

Wkrótce w spółce ma się pojawić kolejny, już trzeci, akcjonariusz, który chce nią zarządzać. Ujawni się na walnym.

Bitwa o Próchnik jeszcze się nie skończyła. Obok dwóch działających grup akcjonariuszy z Łodzi i Warszawy na najbliższym walnym spółki 27 czerwca ma się pojawić nowy inwestor.

Rzecznik Próchnika twierdzi, że jest on zainteresowany długofalowo przejęciem władzy w spółce. Zaznacza, że nie chodzi o Konrada Wojterkowskiego, który niezależnie od kilku miesięcy zapewnia, że skupi pakiet akcji Próchnika dający mu kontrolę. Zainteresowanie Próchnikiem jest na tyle ciekawe, że większość analityków twierdzi, że jedyną wartością tej firmy jest tradycja tej rdzenie opolskiej marki.

 

Łódzkie ambicje

Obecnie za sterami odzieżowej spółki stoją łódzcy akcjonariusze, którzy od listopada ubiegłego roku zasiadają w radzie nadzorczej. Przypomnijmy, że w momencie pojawienia się tzw. łódzkiej grupy w akcjonariacie Próchnika za akcję spółki płacono około 1,5 zł, a na zamknięciu wczorajszej sesji XXX zł.

Ci akcjonariusze, angażując się w Próchnika, obiecywali, że zmienią zaniedbaną markę w konkurenta innych krajowych spółek z branży. W listopadzie Przemysław Andrzejak, reprezentujący łódzką grupę, zapewniał, że oferta Próchnika będzie urozmaicona damskimi ubraniami, a spółka rozpocznie kampanię reklamową. Jednak na słowach się skończyło. Dlatego rzecznik spółki i nasz anonimowy rozmówca, skonfliktowani z prezesem i radą nadzorczą, wpadli na pomysł planu B.

— Nie chcemy zarządzać spółką. Zależy nam na odsunięciu prezesa i łódzkiej grupy od władzy. Udało się nam pozyskać inwestora z zapleczem finansowym, który nie chce sobie dorobić, jak obecna rada nadzorcza, ale długoterminowo zamierza zaangażować się w spółkę — mówi Damian Ponczek, rzecznik prasowy Próchnika.

 

Zabawa z metkami

Niedawno zarząd odzieżowego Próchnika informował o planach przeniesienia produkcji do Chin. Powód oczywisty — zmniejszenie kosztów. W ten sposób, po wielu latach strat, spółka ma zacząć zarabiać. Prezes zapewniał, że w przyszłym roku 90 proc. ubrań będzie pochodzić z Chin, a reszta z łódzkiego zakładu. Według szacunków, koszty mają zmniejszyć się o połowę, co będzie widoczne w wynikach na koniec roku.

— Oszczędności, o których mówi prezes, to fikcja — twierdzi Damian Ponczek.

Jego zdaniem, pochodzenie kolekcji było dotąd najpilniej strzeżoną tajemnicą spółki.

— Dlatego na produktach nie ma metek informujących o tym, skąd pochodzą garnitury z logo Próchnika — dodaje rzecznik.

Z wypowiedzi innych osób związanych z Próchnikiem wiemy, że już teraz znaczną większość produkcji Próchnik zleca chińskim fabrykom, i to od trzech lat. Prezes spółki częściowo przyznaje nam rację — twierdzi, że 40 proc. kolekcji powstaje w kraju, a 60 proc. na Dalekim Wschodzie.

— Klienci wymagają od nas najwyższej jakości, a akcjonariusze doskonałych wyników. Aby pogodzić jedno z drugim, byliśmy zmuszeni przenieść produkcję do Chin. Wysyłamy tam najlepsze włoskie tkaniny — mówi Jacek Pudło.

Zarząd twierdzi, że klienci nie są jeszcze świadomi, że szycie poza krajem wiąże się z obniżeniem kosztów, a nie wpływa na jakość produktu. Dodaje, że w chińskich zakładach pracownicy metkują kolekcje Próchnika „made in China”. Te oznaczenia do Polski jednak nie docierają. Co się z nimi dzieje?

— Pracownicy łódzkiej fabryki odpruwają metki — mówi Damian Ponczek.

— Metki są słabo przyszyte i odpadają. Poza tym wszystkie ubrania markujemy nazwą naszej spółki — odpowiada Jacek Pudło.

Problemu, poza wizerunkowym, jednak nie ma. Przedsiębiorca nie ma bowiem obowiązku informowania klientów, gdzie dany produkt został wykonany.

— Takie wymogi obowiązywały, zanim Polska weszła do UE — mówi Monika Stec z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Łakomy kąsek

Grupa łódzka

W listopadzie 2007 r. grupa łódzkich przedsiębiorców z Przemysławem Andrzejakiem na czele objęła ponad 10-procentowy pakiet akcji Próchnika. Zasiedli w radzie nadzorczej i obiecywali odświeżyć markę oraz urozmaicić ofertę odzieżą damską i młodzieżową. Jednak z ogłoszonej w kwietniu strategii wynika, że plany są już nieaktualne. Zarząd zapowiedział, że skupi się wyłącznie na męskich ubraniach i oddzieli produkcję od dystrybucji.

Grupa warszawska

Jest zgromadzona wokół Konrada Wojterkowskiego, który zapowiada, że wkrótce skupi taki pakiet akcji Próchnika, który zapewni mu kontrolę. Stołeczny przedsiębiorca ma własny pomysł na rozwój odzieżowej marki z tradycjami. Także chce ją odświeżyć, poszerzyć ofertę o ubrania dla kobiet i młodzieży i zacząć szeroko reklamować firmę w mediach, np. przez znaną twarz. Jego zdaniem, łódzka spółka powinna wzorować się na Vistuli i Wólczance.

Tajemnicza grupa

Według rzecznika Próchnika, na najbliższym walnym zgromadzeniu 27 czerwca ma pojawić się poważny inwestor, który chce się zaangażować w spółkę. Na razie nie ujawnia, kto to jest i jaki pakiet zamierza zgromadzić. Mówi tylko, że ma długofalowe plany.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Laskowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu