Zapładnianie krów in vitro, czyli 7 najbardziej absurdalnych pomysłów giełdowych firm

Kamil Zatoński
28-04-2008, 01:16

Inwestorzy wielokrotnie się nacięli, kupując niedorzeczne idee zarządów polskich spółek...

Cash Flow, Fon, Eurofaktor, Mostostal Export, Skotan, Strzelec i Toora to tylko kilka przykładów rozbudzania przez menedżerów firm wielkich nadziei, które później nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości. Niektóre pomysły (jak „rewolucyjne” opakowania Strzelca) już na początku wydawały się absurdalne, z niektórych (jak choćby sieć barów rybnych Wilbo) branżowi konkurenci śmiali się na całego. Nie było kwartału, by giełda nie żyła wizją zysków z internetu, biopaliw, deweloperki, kontraktów irackich czy EURO 2012. Albo dużo bardziej egzotycznych obszarów, jak bydlęce in vitro w wydaniu Strzelca.

Rynek kupił wiele obietnic, a inwestorzy gromadnie brali udział w emisjach akcji, z których pieniądze zostały de facto zmarnowane (jak w Hutmenie). Na dodatek w większości przypadków negatywne zakończenie bajek, które opowiadali menedżerowie, uderzyło po kieszeniach tylko zwykłych inwestorów, bo kursy „sprzedawców marzeń” w czasie bessy nurkowały zwykle szybciej niż cały rynek.

"Najciekawsze" pomysły, które nie doczekały się realizacji:

Skotan
Spółka z portfela Romana Karkosika miała się zająć produkcją biopaliw. Plan finansowy, przedstawiony na początku 2006 r. wyglądał imponująco. W 2007 r. Skotan miał wypracować 74,8 mln zł czystego zysku, a w 2008 r. — aż 211,9 mln zł (!). W szczytowym momencie, pod koniec kwietnia 2006 r., inwestorzy wyceniali na giełdzie firmę (uwzględniając nową emisję) nawet na 4 mld zł. Dziś wartość rynkowa niedoszłej Oleochemii to zaledwie około 120 mln zł, bo biopaliwowe eldorado (z przyczyn nie tylko prawno-podatkowych) okazało się na razie tylko mirażem.

Eurofaktor
Kiedy 3,5 roku temu śląska firma debiutowała na GPW, jej menedżerowie prężyli muskuły i zapowiadali przełamanie dominacji banków na rynku faktoringu. Po dwóch latach, kiedy biznes nie szedł tak, jak oczekiwano, postanowiono wejść w inny obszar — kredyty indywidualne i dla małych przedsiębiorstw. Problemy z finansowaniem działalności doprowadziły jednak firmę niemal do utraty płynności, a mocarstwowe plany zamieniły się w walkę o przetrwanie.

Toora Poland
Najbardziej efektowny upadek na warszawskiej giełdzie. Jeszcze dwa lata temu spółkę chwalono za rozmach projektów inwestycyjnych. Przy okazji IPO, który zorganizował jeden z największych brokerów na naszym rynku, zarząd deklarował nakłady sięgające setek milionów złotych. Całą produkcję (m.in. felg aluminiowych) planowano przenieść z Włoch do Polski. Okazało się jednak, że na setki milionów liczone są nie inwestycje, ale długi spółki, a jej strata za 2007 r. przekroczy 80 mln zł. Firma de facto stała się bankrutem.

Mostostal-Export
Budowlana firma od wielu lat obiecuje zyski z rynku rosyjskiego. Równie konsekwentnie jednak długi czas narzeka na to, że problemy, z którymi się tam spotyka, uniemożliwiają realizację planów. Teraz na tapecie jest sprawa wejścia do spółki poważnego i zasobnego inwestora. Giełdowi gracze słyszą kolejne deklaracje już od wielu miesięcy. Jedynym widocznym efektem są spekulacyjne skoki notowań. A zysków i inwestora jak nie było — tak nie ma.

Cash Flow
Włodarze spółki windykacyjnej już na początku przygody giełdowej mieli problemy z nadzorcą rynkowym. Nie przeszkadzało to w kreśleniu wizji dużych zysków nie tylko z podstawowego biznesu, ale także z podniebnych lotów Primy Charter, a nawet deweloperki. Szybko okazało się jednak, że firma miała trudności ze zdobyciem finansowania, a zamiast zysków, historia z Primą Charter zakończyła się stratą (nie jest jeszcze pewne, jak dużą) i podejrzeniami ukrywania przez giełdową spółkę prawdziwej kondycji przewoźnika.

ADS (dawniej Strzelec)
Były krakowski browar to prawdziwy wulkan pomysłów. Miało być zapładnianie krów metodą in vitro. Później produkcja opakowań do napojów z tworzywa PET i aluminium (partnerami miały być Boryszew i Impexmetal), które były ponoć owocem myśli technicznej polskich inżynierów i miały zrewolucjonizować rynek. Firma planowała docelową produkcję nawet 500 mln sztuk tych opakowań rocznie. Nic z tego nie wyszło. Teraz ADS buduje sieć hurtowni napojów.

Fon
Dziesięć miesięcy temu spółka zapowiadała osiągnięcie już w 2007 r. 200 mln zł przychodów i 5 proc. rentowności netto. Celem na 2010 r. było aż 700 mln zł obrotów i 100 mln zł zysku. Głównie z deweloperki i budownictwa drogowego. To wystarczyło, by rozgrzać notowania. Spółka długo jednak nie potrafiła poprawnie napisać prospektu emisyjnego, a pieniądze z oferty były warunkiem koniecznym realizacji planu akwizycji i w konsekwencji — planu finansowego.

Na pewno nam coś umknęło. Czekamy na kontrpropozycje Internautów! Wejdź na forum pb.pl.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Zapładnianie krów in vitro, czyli 7 najbardziej absurdalnych pomysłów giełdowych firm