Zarób na domenie

Michalina Preisner
16-01-2008, 14:36

Odsprzedaż popularnej domeny może być okazją do niezłego zarobku. Wtórny rynek kwitnie.

System nazw domenowych powstał w 1984 r. jako dzieło dwóch amerykańskich informatyków — Jona Postela i Paula Mockapetrisa. Rok później rozpoczęła się rejestracja popularnych domen najwyższego poziomu — .com, .org, .edu, i .gov. Pierwszą komercyjną domenę — symbolics.com — utworzono 15 marca 1985 r. Jeszcze 10 lat temu na całym świecie odbywało się miesięcznie 300 tys. rejestracji, dziś — 3 miliony. Na polską domenę narodową .pl czekaliśmy do 1990 r., a pierwszy polski adres internetowy zarejestrowano w roku 1991. W światowym rankingu domen .pl znajduje się w okolicach 27. miejsca. I idzie w górę.

— Polska rozwija się technologicznie i pewnie w tym należy się doszukiwać uzasadnienia wzrostu liczby rejestracji domen. Kolejny powód to spadek cen. 10 lat temu domeny kosztowały około 500 zł. Dziś ceny zaczynają się od kilku groszy. Zróżnicowanie zależy od strategii marketingowej. Największe firmy zajmujące się rejestracją stać na to, by nawet przez kilka lat dopłacać do usługi. Domena kupiona za grosze to dłuższe zobowiązanie dla klienta — wykorzystano tu model znany z działalności operatorów telefonii komórkowej — tłumaczy Marcin Majerek, rzecznik prasowy serwisu Domeny.pl.


Nazwa wyszła
W Polsce funkcjonuje 800 tys. zarejestrowanych domen, ale już pojawia się problem braku nazw. Ci, którzy nie zdążyli zarejestrować firmy w domenie narodowej, mają kilka rozwiązań. — Możliwość rejestracji w domenie unijnej. eu pojawiła się dwa lata temu. Utworzono 2,7 mln adresów. Polska, z ponad 100 tys. rejestracji, to lider w Europie Środkowej i Wschodniej — mówi Marcin Majerek.

Więcej mają Niemcy (900 tys.), Brytyjczycy (369 tys.) i Holendrzy (360 tys.). Internetowi patrioci mogą czekać, aż domena się zwolni lub próbować odkupić ją od właściciela. Rekordową kwotą na naszym rynku było 150 tys. euro, które wchodząca do Polski firma Orange zapłaciła w 2005 r. Agencji Reklamowej Orange należącej do Migut Media. Dziennik.pl, plus.pl i era.pl, sprzedano za kilkaset tysięcy złotych. Na rynku mniejszych firm padają oczywiście mniejsze kwoty. Ci, których na wykup nie stać, mogą złożyć rezerwację na okres, na jaki zarejestrowana jest domena.

— Może się zdarzyć, że właściciel takiej domeny zrezygnuje z niej lub nie opłaci przedłużenia i ją uwolni. Usługa jest tania — około 200 zł za 3 lata czekania, ale nie każdego stać na wieloletnią nawet cierpliwość. W naszej firmie pojawia się zaledwie kilkanaście osób rocznie zainteresowanych tą usługą — tłumaczy Marcin Majerek.


Z drugiej strony
Coraz więcej nazw internetowych stanowi część tzw. rynku wtórnego.

— Na rynku wtórnym gra się w dwojaki sposób. Można wcześniej zarejestrować nazwę, a następnie odsprzedać ją ze sporym zyskiem. Druga możliwość, z której korzystają właściciele 7 proc. nazw domenowych, to strony, które służą zwiększaniu ruchu w sieci i przekierowywaniu na inne strony. Pod koniec 2007 r. istniało 47 tys. takich stron — opowiada Andrzej Bartosiewicz, kierownik działu domen w NASK.

Jedna domena przynosi groszowe zyski — strona przekierowująca zarobi zaledwie kilka groszy, ale jeśli przemnoży się tę kwotę przez setki zarejestrowanych domen, można mówić o konkretnym zarobku. Tacy przedsiębiorcy rejestrują nazwy będące zniekształceniem popularnych domen, np. onwt. pl czy gaztea.pl, gdzie znajdziemy tylko kolejne adresy. Każde kliknięcie to zysk domeniarza. I choć firmy zajmujące się rejestracją domen nieszczególnie cenią klientów rejestrujących kilkaset czy nawet tysiące nazw, rynek rośnie.

— Szacujemy, że jest to wzrost rzędu 40 proc. rocznie — komentuje Andrzej Bartosiewicz.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Preisner

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Zarób na domenie