Zarząd Yawalu rozczarował głównego akcjonariusza

Zbigniew Kazimierczak
opublikowano: 15-09-2008, 00:00

Zarząd ma miesiąc na przedstawienie strategii rozwoju, w przeciwnym razie pieniądze z emisji — 72 mln zł — wrócą do akcjonariuszy.

Możliwy duży odkup akcji i zmiana prezesa

Zarząd ma miesiąc na przedstawienie strategii rozwoju, w przeciwnym razie pieniądze z emisji — 72 mln zł — wrócą do akcjonariuszy.

Edmund Mzyk, główny akcjonariusz producenta profili aluminiowych z okolic Częstochowy, stracił cierpliwość.

— Jestem rozczarowany rezultatami działalności spółki i zarządu — przyznaje w rozmowie z "PB".

Gotówka czeka

Jeszcze w październiku 2007 r. Yawal uzyskał z emisji 72 mln zł. Pieniądze miały być przeznaczone na akwizycje. Spółka rozmawiała w tej sprawie z jednym z niemieckich przedsiębiorstw, chciała też kupić polską tłocznię profili Final.

— Nic z tego nie wyszło i wygląda na to, że nie wyjdzie — twierdzi biznesmen.

Nie kryje niezadowolenia.

— Zgodziłem się na nową emisję i rozwodnienie mojego pakietu, a rentowność tej inwestycji jest znacznie poniżej oczekiwań. Pieniądze leżą na lokatach i pracują dużo gorzej od części produkcyjnej firmy — tłumaczy Edmund Mzyk.

Biznesmen razem z rodziną i akcjami zdeponowanymi w funduszu Opera kontroluje 3 mln papierów Yawalu, czyli przeszło połowę kapitału.

Zarząd jako alternatywę dla akwizycji proponuje budowę, kosztem 40-50 mln zł, nowego zakładu. Nawet kupiono już działkę przylegającą do obecnych terenów Yawalu. Ale ten pomysł również niespecjalnie podoba się właścicielowi.

— To czasochłonne przedsięwzięcie. Zanim znajdzie się zbyt na produkty z nowego zakładu, miną dwa-trzy lata, kiedy będzie on raczej ciążył na wynikach spółki. Poza tym to można było zrobić bez emisji — uważa Edmund Mzyk.

Jest ponadto niezadowolony z obecnych wyników Yawalu, którego zysk po półroczu wynosi około 2,5 mln zł. Przy okazji ubiegłorocznej emisji prezes Piotr Knapiński sugerował, że spółka w całym 2008 r. powinna wypracować na podstawowej działalności kilkanaście milionów złotych.

— Słabo pracuje dział handlowy, który nie potrafił zapewnić rynków sprzedaży pod ostatnio kończone inwestycje. Dlatego marża brutto wynosi około 10 proc., a powinna 14-15 proc. — twierdzi główny akcjonariusz.

Oferta nie do odrzucenia

W tej sytuacji Edmund Mzyk daje Piotrowi Knapińskiemu miesiąc na działanie.

— Zarząd nie ma jasnej strategii rozwoju. Czekam na konkrety — mówi Edmund Mzyk.

Scenariusze są dwa: albo prezes znajdzie atrakcyjny sposób na zagospodarowanie pieniędzy czekających na kontach, albo może pożegnać się z firmą, a gotówka wróci do akcjonariuszy Yawalu.

— Może to być dywidenda albo skup własnych akcji — zapowiada Edmund Mzyk.

Może być ciekawie. Zakładając, że spółka wypłaci całe 72 mln zł uzyskane z emisji, daje to prawie 12 zł na akcję, notowaną na parkiecie nieco powyżej 30 zł. Za te pieniądze dałoby się też teoretycznie skupić prawie 40 proc. kapitału.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Zbigniew Kazimierczak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy