Zasób własności rolnej poróżni koalicjantów

Jacek Zalewski
opublikowano: 12-08-2002, 00:00

Na sejmowych korytarzach urlopowe pustki, polityczne wichry chwilowo ucichły —panuje legislacyjna flauta. Jednak już niedługo parlamentarzyści zaczną ponownie dmuchać w żagle swoich projektów ustaw. Bez wielkiego — ale tylko na razie! — rozgłosu rozpoczął się 26 lipca wyścig dwóch projektów, dotyczących ziemi rolnej. Ciekawostką jest okoliczność, iż obie antagonistyczne inicjatywy wywodzą się z jednej koalicji.

Rząd przyjął 18 czerwca projekt radykalnej nowelizacji ustawy z roku 1991 „o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa”. Zakłada on rozdzielenie mienia Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa jako instytucji od administrowanego przez nią Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa. Najkrócej mówiąc — państwowa ziemia ma przejść pod bezpośredni nadzór właścicielski ministra. Zgodnie z przepisami obecnie obowiązującymi, AWRSP traktuje tę ziemię niczym majątek osobisty i prowadzi ożywioną działalność na rynku kapitałowym, co sprzyja zjawiskom patologicznym. Polegają one na sprzedawaniu hektarów z Zasobu WRSP spółkom córkom, które następnie po odrolnieniu odsprzedają te same hektary dalej i kasują gigantyczne zyski.

Inicjatorem wspomnianej nowelizacji jest oczywiście minister Wiesław Kaczmarek, który notabene wkrótce po przyjęciu projektu przez rząd dyskretnie przypomniał, kto rządzi AWRSP. Jego obwieszczenie z 28 czerwca (M.P. Nr 33) ustaliło „wykaz jednostek organizacyjnych podległych MSP lub przez niego nadzorowanych”. Cała lista zawiera jedną, jedyną pozycję: Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa.

Kilka dni później do Sejmu wpłynął (datowany 2 lipca) projekt poselski klubu PSL — podpisany przez całą jego czołówkę, z wyjątkiem członków rządu — nowej ustawy „o obrocie nieruchomościami rolnymi i dzierżawie rolniczej oraz o zmianie niektórych ustaw”. W tych ostatnich słowach schowana jest m.in. nowelizacja wspomnianej ustawy z 1991 r. Koncepcja PSL dotycząca obrotu polską ziemią jest odrębnym tematem. Jeśli chodzi zaś o AWRSP, to ludowcy chcą przekształcić ją w Agencję Nieruchomości Rolnych i przy okazji — uwaga! — zabrać z rąk „ministra właściwego do spraw Skarbu Państwa” i złożyć w ręce „ministra właściwego do spraw rozwoju wsi” — czyli własnego prezesa. Reakcję Wiesława Kaczmarka na ten pomysł Jarosława Kalinowskiego łatwo można sobie wyobrazić.

Zapowiadająca się ostra walka o władzę nad państwową ziemią rolną może poróżnić koalicję SLD-UP-PSL w stopniu jeszcze większym niż metoda d’Hondta w ordynacji wyborczej. Ludowcy generalnie uważają, iż tylko oni są godni — ze względu na pielęgnowanie od pokoleń wartości narodowych — administrować majątkiem Rzeczypospolitej. Przy tworzeniu w ubiegłym roku koalicji rządowej marzyli o powtórzeniu podziału tek z końcówki kadencji 1993-97, gdy pierwszym ministrem skarbu został Mirosław Pietrewicz. Ponieważ SLD potraktował taki postulat jako żart, więc nieustępliwe PSL próbuje obecnie przejąć przynajmniej Zasób (co za piękna nazwa...).

Zawierucha nadciągająca nad AWRSP przypuszczalnie nie zdąży już ogarnąć jej prezesa Adama Tańskiego. Zajmuje on to lukratywne stanowisko nieprzerwanie od stycznia 1992 r. i pod względem długowieczności pozostawania u władzy jest absolutnym rekordzistą III RP. Przetrzymuje już... ósmego premiera. Leszek Miller wrócił właśnie z urlopu i dziś siada do nadrabiania zaległości w papierach. „Na mieście” powszechnie uważa się, iż nie będzie długo odkładał podpisania odwołania prezesa Tańskiego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Zasób własności rolnej poróżni koalicjantów