Zbyt tajna misja Anny Fotygi

Adam Sofuł
27-06-2008, 00:00

Już wydawało się, że w zimnej wojnie o politykę zagraniczną między rządem a prezydentem zapanowało odprężenie — a to prezydent Lech Kaczyński spotka się premierem Donaldem Tuskiem na konsultacjach, a to nawet minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zamieni z głową państwa parę słów, a tu masz. Była szefowa MSZ Anna Fotyga wyruszyła w imieniu prezydenta do USA, by porozmawiać — według prasy — m.in. o tarczy antyrakietowej. I wypadałoby takiej inicjatywie przyklasnąć, bo im więcej rozmów, tym większa szansa na porozumienie, tyle że rząd nic o podróży prezydenckiej minister nie wiedział. Nie wiemy więc, czy w imieniu prezydenta zostanie zaprezentowana Amerykanom jakaś oferta i jaka. Dotychczas to Lech Kaczyński miał pretensje — często słuszne — że nie jest informowany o posunięciach rządu na arenie międzynarodowej. Teraz odpłacił pięknym za nadobne.

Prezydent Lech Kaczyński jest gorącym zwolennikiem lokalizacji tarczy antyrakietowej w Polsce. Rząd przejawia mniejszy entuzjazm, co widać po przebiegu negocjacji. Można więc zrozumieć, że prezydent wysłał Annę Fotygę z misją ostatniej szansy. Tyle że skutki mogą się okazać odwrotne do zamierzonych. Bo Amerykanie mogą doceniać zaangażowanie prezydenta, ale negocjacje prowadzi rząd. Prezydent mimo najszczerszych chęci nie może na własną rękę nic obiecać. Mógłby, gdyby przekonał do swojego stanowiska rząd, ale to mu się nie udało i nawet nie wiadomo, czy się bardzo starał. Amerykańscy politycy dostaną kolejny dowód, że polscy decydenci są w kwestii tarczy podzieleni i można spróbować to wykorzystać.

Można mieć wątpliwości, czy tarcza antyrakietowa jest realnym projektem i czy Polska skorzysta — politycznie, i militarnie — na przyjęciu instalacji na swoje terytorium. Można się spierać, czy właściwsza była taktyka negocjacyjna przyjęta przez poprzedni rząd, czy obecną ekipę. To jednak temat do dyskusji wewnętrznych i nie zawsze nawet publicznych. Pewne jest, że jeżeli są prowadzone negocjacje międzynarodowe, to powinny być one prowadzone przez Polskę — nie przez premiera ani prezydenta. Oni są tylko reprezentantami i jakakolwiek licytacja między tymi ośrodkami władzy nie powinna mieć miejsca. Wizyta Anny Fotygi może okazać się pożyteczna, bo w jej planie są spotkania z doradcami ds. zagranicznych obu kandydatów na prezydenta. Jeśli jednak chodzi o tarczę to żadnego sukcesu nie będzie. Jeżeli takie były kalkulacje głowy państwa to najzupełniej błędne. Chyba że — jak coraz częściej spekulują media — jest już praktycznie po negocjacjach. Wtedy chodziłoby nie o posunięcie sprawy do przodu, ale o argumenty przy wskazaniu winnych porażki. W tym i obóz rządowy, i prezydencki odnoszą wszak znacznie większe sukcesy niż w jakichkolwiek negocjacjach.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Zbyt tajna misja Anny Fotygi