Zbytni optymizm planistów załamał politykę fiskalną

Kazimierz Krupa
21-06-2001, 00:00

Zbytni optymizm planistów załamał politykę fiskalną

Ciąć wydatki czy powiększać deficyt budżetowy? Pytanie to pada już niemalże w każdej rozmowie i prawie każdy usiłuje znaleźć na nie jakąś odpowiedź. Wydaje się jednak, że i wielu pytających, i próbujących znaleźć odpowiedź zapomina o tym, że tak naprawdę jest to jedynie polityczny, a nie ekonomiczny dylemat. Konsekwencje polityczne, szczególnie dla autorów rozwiązań budżetowych i ugrupowań popierających je, mogą być różne. Dolegliwości ekonomiczne zastosowania każdego z tych wariantów, dla społeczeństwa oczywiście, będą zbliżone.

Jak do tego doszło? Po pięciu miesiącach tego roku deficyt budżetowy wyniósł 20 390,1 mln zł, czyli 99,3 proc. wielkości zaplanowanej na cały rok. W ostatnich trzech latach wielkość wykonanego deficytu budżetowego po pięciu miesiącach (stanowiących 41,7 proc. roku) zawsze była wyższa niż wynikałoby to z realacji: upływ czasu — wykonany deficyt (patrz diagram). Kolejne miesiące roku osłabiały jednak dynamikę deficytu i wszystko z mniejszymi lub większymi kłopotami (z reguły większymi) „domykało się”. Nawet jeżeli mówiło się o nowelizacji czy konieczności oszczędzania, to tematy te pojawiały się dopiero na jesieni.

Skąd więc wzięło się tegoroczne przyspieszenie i paląca konieczność obcinania wydatków lub powiększania deficytu (do tego pozornego dylematu jeszcze wrócimy). Analitycy obserwujący proces konstruowania budżetu już wtedy zwracali uwagę na jego, w wielu miejscach, życzeniowy charakter. O ile jeszcze wydatki zostały oszacowane, po wielu dyskusjach, w miarę realnie, o tyle wielokrotnie przeszacowano dochody. Do największych przeszacowań doszło w podatkach pośrednich, podatkach dochodowych od osób fizycznych i prawnych, założeniach zasadniczej poprawy ściągalności tych świadczeń wobec budżetu. Jeżeli na to nałożymy zasadniczo różne warunki makroekonomiczne, w jakich przyszło działać całej gospodarce, a mianowicie niższe od zakładanego tempo wzrostu gospodarczego, niższą inflację i wysoki kurs złotego — efekt jest taki, jaki widzimy.

Pozostaje jedna wielka niewiadoma: o ile tak naprawdę dochody budżetu w tym roku będą mniejsze od zapisanych w ustawie budżetowej i o ile trzeba będzie zmniejszyć wydatki lub powiększyć deficyt. Tutaj z kręgów rządowych dobiegają informacje, które znowu wydają się zbyt optymistyczne — mówi się bowiem o 2-4 mld złotych. Tymczasem dosyć ostrożne szacunki analityków mówią o tym, że ubytki dochodów budżetu związane z podatkami i niższym tempem wzrostu gospodarczego oraz inflacją mogą wynieść od 8 do 10 mld złotych. Szacunki są ostrożne, jako że nie uwzględniają spadku dochodów z prywatyzacji, która opóźnia się, a dodatkowo — za sprawą kiepskiej koniunktury na świecie — uzyskanie oczekiwanych cen za sprzedawane firmy może okazać się niemożliwe.

Jedno jest w tym wszystkim pocieszające. To, że wpływy budżetowe są przeszacowane — wiedzieli chyba wszyscy, łącznie z autorami ustawy budżetowej. I uzyskaliśmy tego potwierdzenie: w ciągu pięciu miesięcy do kasy państwa wpłynęło 52,6 mld zł, czyli zaledwie mniej niż jedna trzecia wpływów zaplanowanych na cały rok. Wydatki pochłonęły natomiast nieco ponad 73 mld zł, czyli 40,2 proc. całorocznych. Jest to nawet trochę mniej niż wynika z kalendarza. Tak więc polityka fiskalna jest w porządku. Zawiedli planiści — optymiści.

Rośnie deficyt: Nieproporcjonalnie duże do upływającego czasu wykonanie deficytu budżetu jest raczej normą ostatnich lat. Prawdziwą przyczyną kłopotów jest brak dochodów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Zbytni optymizm planistów załamał politykę fiskalną