Zdobywcy dyplomów i wiedzy

Dorota Czerwińska
10-06-2011, 00:00

Jeśli ktoś został wysłany na studia, bo była taka możliwość, a nie dlatego, że interesuje się danym tematem, to nie będzie zaangażowanym studentem.

Jeśli ktoś został wysłany na studia, bo była taka możliwość, a nie dlatego, że interesuje się danym tematem, to nie będzie zaangażowanym studentem.

"Puls Biznesu": Niektórzy przedstawiciele szkół wyższych twierdzą, że do nauki na studiach podyplomowych nie przykładają się zbytnio ci, którym fundują je firmy. Główne zarzuty to niska frekwencja, brak zaliczeń, mała aktywność na zajęciach. Skąd takie zachowania dojrzałych ludzi?

Anita Chmara, ekspert firmy Berndson: Zwykle działa tu bardzo prosta zasada: jeśli sam płacę, to szanuję to, za co płacę, natomiast studia fundowane mogą być postrzegane jako mniej wartościowe, bo nie wymagają osobistych wyrzeczeń finansowych. Jedynym obciążeniem jest konieczność uczestniczenia w zajęciach i zdobywania zaliczeń, ale dość szybko się okazuje, że przez niektóre zajęcia da się przejść bez szczególnych starań. A papier jest. Jak wiadomo, człowiek to istota inteligentna i leniwa, dlatego dąży do upraszczania sobie życia. Oczywiście, bywa, że pracownicy doceniają możliwości, jakie stwarza firma albo fundusze unijne, a generalizacje bywają krzywdzące. Ale jeśli ktoś został wysłany na studia, bo była taka możliwość, a nie dlatego, że interesuje się danym tematem i rzeczywiście chce się uczyć, to jest duże ryzyko, że nie będzie zaangażowanym studentem.

To po co w ogóle zgłosił chęć studiowania?

Pytanie niby słuszne, ale pamiętajmy, że człowiek jest także istotą pragmatyczną. Każdy kolejny papier podwyższa naszą wartość na rynku pracy. Jeśli uda się go zdobyć niewielkim nakładem sił, to należy to zrobić. Brak wykorzystania takiej szansy postrzegany byłby całkiem słusznie jako głupota w czystej postaci.

A co z tymi, którzy na studiach się nudzą, bo wiedzą to, o czym mówi prowadzący?

Rzeczywiście, zdarza się, że ktoś ukończył wiele kursów i szkoleń, czyta mnóstwo książek i w zasadzie zna się na temacie, ale brakuje mu formalnego potwierdzenia tego faktu, które przydałoby się w CV. Taka osoba pojawi się na zajęciach, ale dość szybko dojdzie do wniosku, że tylko niektóre sprawy są dla niej nowe. Skupi się więc na nich, a resztę sobie odpuści. Ale jest też pewna grupa osób, które mają całkiem odmienne motywy gromadzenia certyfikatów.

Jakie?

Brak wiary we własne siły i niska samoocena. To one pchają niektórych do kolekcjonowania wartościowych zaświadczeń o ukończonych studiach. To prawdziwi hobbyści. Potrafią skończyć dziesięć lub nawet więcej kierunków studiów podyplomowych! Racjonalnie patrząc, takie działanie nie ma sensu. Jednak z ich punktu widzenia jest to niezły sposób na poprawę samopoczucia. I trudno im tego zabronić.

Uzależnieni kolekcjonerzy dyplomów?

Można tak powiedzieć. Jedni w takich sytuacjach kupują coraz droższe samochody lub stawiają coraz większe domy, a oni gromadzą dyplomy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Kariera / Zdobywcy dyplomów i wiedzy