Źli urzędnicy mogą się bać

Jarosław Królak
opublikowano: 09-09-2010, 00:00

Nasz projekt jest już oficjalnym dokumentem sejmowym. Grzegorz Schetyna skierował go do pierwszego czytania.

Marszałek Sejmu przyjął propozycje "Pulsu Biznesu"

Nasz projekt jest już oficjalnym dokumentem sejmowym. Grzegorz Schetyna skierował go do pierwszego czytania.

Projekt "PB", którego celem jest szybka identyfikacja urzędników (także skarbowych) odpowiedzialnych za wydawane decyzje, zyskał akceptację władz Sejmu. Dzięki pozytywnym opiniom kilku ważnych instytucji, m.in. Sądu Najwyższego, marszałek Grzegorz Schetyna nadał mu numer druku sejmowego 3362 i przesłał do "obróbki" parlamentarnej.

Mocne poparcie

— Ten projekt stanie się jednym z elementów jesiennej ofensywy legislacyjnej rządu i koalicji. Spodziewam się, że w trybie pilnym zostanie uchwalony przez parlament i wejdzie w życie na początku przyszłego roku — ocenia Adam Szejnfeld, wiceszef komisji Przyjazne Państwo, pilotujący projekt w parlemencie.

Naszą akcję prowadzimy niemal od roku. Ruszyliśmy z nią, by zmobilizować posłów do wprowadzenia przepisów, które zmuszą urzędników do rzetelnego rozpatrywania spraw przedsiębiorców, z dbałością o jakość wydawanych decyzji. To reakcja na liczne bezprawne decyzje urzędnicze, z powodu których padły m.in. JTT Computer i Optimus.

Przypomnieliśmy rządzącym, że w sejmowej podkomisji stanęły prace nad projektem ustawy PO o finansowej odpowiedzialności urzędników za łamanie prawa. Nasze publikacje zainteresowały premiera Tuska, który przyspieszył prace nad ustawą (po roku deliberowania uporała się z nią sejmowa podkomisja).

Równolegle z pomocą prawników z kancelarii Salans oraz Chałas i Wspólnicy opracowaliśmy własny projekt, uzupełniający inicjatywę PO (patrz: ramka). Został on entuzjastycznie przyjęty przez Janusza Palikota, szefa komisji Przyjazne Państwo. Nie bacząc na opór urzędniczego lobby, jego komisja w lipcu skierowała projekt do marszałka Sejmu.

— Marszałek Grzegorz Schetyna przed nadaniem projektowi numeru druku sejmowego chciał poznać opinie różnych instytucji. Okazały się one zasadniczo przychylne, więc projekt ma zielone światło — mówi Adam Szejnfeld.

Najważniejsze, że pozytywnie ocenił dokument Sąd Najwyższy (SN), który dotąd był przeciwny wszelkim inicjatywom wprowadzenia odpowiedzialności urzędników. Prof. Lech Gardocki, prezes SN, uznał, że założenia naszego projektu są właściwe.

Poparcia udzieliła też Krajowa Rada Doradców Podatkowych. Tomasz Michalik, jej przewodniczący stwierdził, że proponowane rozwiązania będą sprzyjać zdyscyplinowaniu urzędników i zwiększeniu ich poczucia odpowiedzialności za decyzje. Tego samego zdania jest Krajowa Rada Radców Prawnych (KRRP).

"Idea, jaka przyświecała twórcom projektu, tj. wzmocnienie gwarancji stosowania prokonstytucyjnej wykładni przepisów przez urzędników i zwiększenie ich odpowiedzialności, zasługuje na pełną akceptację" — czytamy w opinii KRRP.

— Te opinie potwierdzają nasze założenie, że autorzy bezprawnych decyzji urzędniczych powinni być wskazywani i karani — mówi Wojciech Kozłowski, partner w kancelarii Salans.

W beczce miodu jest jednak łyżka dziegciu. Prokuratoria Generalna, która broni w sądach interesów państwa, uważa, że nakazanie urzędnikom stosowania wykładni najpełniej realizującej prawa obywateli i firm oraz konieczność lepszego uzasadniania decyzji mogą doprowadzić do wydłużenia załatwiania spraw.

— To bezpodstawny argument. Lepiej już, aby urzędnik dwa, a nawet trzy razy się zastanowił, niż miałby szybko wydać złą i bezprawną decyzję, przez którą ucierpi obywatel czy przedsiębiorca — komentuje Jarosław Chałas, partner w kancelarii prawnej Chałas i Wspólnicy.

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP, nie kryje zadowolenia z decyzji marszałka.

Miarka się przebrała

— Brawo "Puls Biznesu". To bardzo dobra informacja. Jestem pewny, że wasza inicjatywa otworzy nowy rozdział w relacjach przedsiębiorcy-urzędnicy. Biurokraci wyrządzili mnóstwo szkód gospodarce i firmom. Miarka się przebrała. Środowiska biznesowe od dawna apelują o finansowe karanie złych urzędników — mówi Andrzej Malinowski.

Przestrzega, że w parlamencie lobby urzędnicze na różne sposoby będzie próbowało nasz projekt torpedować.

Podobne obawy ma Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej.

— Bardzo dobrze, że wasz projekt zyskał uznanie w oczach marszałka Sejmu. Jednak batalia dopiero się zacznie. Jestem pewny, że biurokraci nie odpuszczą i będą naciskać w Sejmie — mówi Andrzej Arendarski.

Adam Szejnfeld ma pomysł, który przedstawi rządowi.

— Prawdziwą i systemową reformą biurokracji byłoby połączenie finansowej odpowiedzialności urzędników z planowaną przez rząd redukcją o 10 proc. zatrudnienia w administracji. Mniej urzędników, ale lepszych — uważa Adam Szejnfeld.

Zasady karania urzędników

Projekt "PB" wprowadza:

- Metrykę, do której będą wpisywani urzędnicy biorący udział w przygotowaniu i wydaniu decyzji (łatwe ustalenie winnych ewentualnych błędów);

- Obowiązek stosowania przez urzędników tzw. prokonstytucyjnej wykładni prawa, czyli najpełniej realizującej prawa i obowiązki firm oraz obywateli;

- Obowiązek szczegółowego i szerokiego uzasadniania decyzji urzędniczych.

Projekt PO* zakłada:

- Oskarżenie przez prokuratora urzędnika podejrzanego o wydanie bezprawnej decyzji, w wyniku której skarb państwa musiał wypłacić odszkodowanie;

- Jeżeli sąd uzna, że oskarżony jest winny rażącego naruszenia prawa, to nałoży na niego karę finansową równą maksymalnie jego rocznej pensji.

Nasz ustawowy sukces z VAT

"Puls Biznesu" ma już na swoim koncie legislacyjny sukces. Kilka lat temu w ramach naszej akcji "Tropem absurdów prawnych" opracowaliśmy projekt naprawy jednego z najniebezpieczniejszych dla przedsiębiorców bubli prawnych, jakim w tamtym czasie był art. 32a ustawy o VAT. Przepis mówił, że jeśli sprzedawca towaru lub usługi nie posiadał kopii faktury, to sankcje karno-skarbowe spadały na nabywcę. Aby się bronić, nabywca miał prawo wglądu w dokumentację księgową sprzedawcy. Jeśli nie znalazł (lub nie uzyskał) kopii faktury, musiał zawiadomić o tym fiskusa.

Przepis ten był wykorzystywany jako narzędzie wywiadu gospodarczego, gdyż pod pozorem sprawdzania rzetelności obrotu pozwalał uzyskać informacje stanowiące tajemnice handlowe. Projekt "PB" naprawił tego bubla. Zagłosowali za nim wszyscy posłowie (nikt nie był przeciw). Od tamtej pory nikt nie może żądać wglądu w dokumenty kontrahenta.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane