Złote zyski nie będą spektakularne

KRZYSZTOF KOLANY
opublikowano: 14-01-2018, 22:00

Po powrocie hossy na rynek złota rok 2017 przyniósł więcej rozczarowań niż spełnionych oczekiwań. Złoto pozostało w cieniu akcji i — a może przede wszystkim — eksplodującej bańki kryptowalutowej. Czy rok 2018 przyniesie odwrócenie tych trendów?

Rok temu pisałem o wielkim powrocie hossy na złocie. Ale miniony rok nie przyniósł kontynuacji spektakularnych zwyżek z pierwszego półrocza 2016 r. W ujęciu dolarowym złoto co prawda zyskało solidne 13,7 proc., ale patrząc w szerszym horyzoncie, był to ruch w bok. Jednakże cała zwyżka w ujęciu dolarowym była efektem deprecjacji amerykańskiej waluty. Pomimo trzech podwyżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną w minionym roku „zielony” stracił do euro aż 14 proc. W efekcie stopa zwrotu liczona w euro była nieznacznie ujemna (-0,7 proc.). Licząc w złotym, złoto potaniało o 5,8 proc., a więc o ponad 280 zł na uncji. Trzeba przy tym pamiętać, że w 2017 r. złoty był obok korony czeskiej jedną z dwóch najmocniejszych walut na świecie. Dlatego też zbytnio nie przejmowałbym się negatywnym technicznym sygnałem na wykresie cen złota w złotym, gdzie przerwana została rysowana od grudnia 2013 r. linia trendu wzrostowego. Złoto wypełniło swoją misję stabilizowania zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego. Niestety, tym razem stabilizując go „w dół”, korygując całkiem pokaźne zyski z polskich akcji (WIG zyskał 23 proc.) oraz mocnego złotego. Jeśli chodzi o ceny złota wyrażone w złotym, rok 2017 był przeciwieństwem roku 2016, gdy dzięki słabości złotego królewski metal dał zarobić aż 15,6 proc.

Trendy reflacyjne i finansowa represja

Deprecjacja dolara była głównym czynnikiem, który pchał w górę notowania złota. Drugim były globalne trendy reflacyjne. Rok 2017 stał pod znakiem powrotu szkodnika inflacyjnego, intensywniehodowanego przez największe banki centralne świata. Niekorzystny dla cen złota epizod łagodnej deflacji z lat 2014-16 poszedł w odstawkę — w mojej ocenie definitywną. Rosnąca — ale oficjalnie wciąż niezbyt wysoka — inflacja cenowa pogłębiła realnie ujemne stopy procentowe. Nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie Fed podniósł stopy procentowe do najwyższego poziomu od dziewięciu lat, nominalne krótkoterminowe stopy procentowe utrzymują się poniżej oficjalnie raportowanej inflacji CPI. Doświadczenie ostatniego półwiecza uczy, że niskim realnym stopom procentowym zwykle towarzyszą dodatnie stopy zwrotu na rynku złota. Zatem represja finansowa trwa w najlepsze. Niestety, do grona represjonujących dołączył Narodowy Bank Polski, którego kierownictwo (czyli Rada Polityki Pieniężnej) nic sobie nie robi z realnie ujemnych stóp procentowych i nie zamierza zerwać z polityką rekordowo taniego kredytu. W takich warunkach trzymanie pieniędzy na lokatach bankowych i w obligacjach skarbowych pozbawione jest sensu — bo nie chroni kapitału przed inflacją. Polacy przed represją finansową uciekają w przewartościowany rynek nieruchomości mieszkaniowych. Natomiast Amerykanie masowo kupują ekstremalnie przewartościowane akcje. Reszta świata zdaje się podążać za kryptowalutowym mirażem, uznając bitcoina za złoto XXI w. Moim zdaniem, mniej lub bardziej świadomie uczestniczą w potężnej bańce spekulacyjnej, która zakończy się jak wszystkie inne bańki: potężnym krachem. Jednak w 2017 r. akcje, nieruchomości i kryptowaluty wygrywały ze złotem konkurencję o pieniądze inwestorów — w trzecim kwartale 2017 r. odnotowano najniższy od dziewięciu lat popyt na złoto. Obstawiam jednak, że trend ten kiedyś się skończy. Nie wiem tylko, czy już w 2018 r.

Rosja zbroi się w złoto. Chiny milczą

Władze monetarne największych potęg gospodarczych globu nie spuszczały oka ze złota. Niemcy na 3 lata przed terminem sprowadzili do kraju 374 tony złota z Paryża i 300 ton z Nowego Jorku i teraz trzymają u siebie ponad połowę narodowych rezerw żółtego metalu. Dzień przed ujawnieniem informacji z Bundesbanku do Fortu Knox udał się amerykański sekretarz skarbu Steve Mnuchin, zapewniając wszem i wobec, iż amerykańskie złoto „jest bezpieczne” (czyżby ktoś sądził inaczej?). Była to pierwsza oficjalna wizytacja amerykańskich rezerw złota od ponad 40 lat. Politykę sukcesywnego zwiększania rezerw złota kontynuował Bank Rosji. Od stycznia do listopada 2017 r. nasz wschodni sąsiad zaopatrzył się w 213,3 ton złota, zwiększając oficjalne rezerwy do 1828,6 ton. Natomiast przez cały rok Ludowy Bank Chin milczał o złocie, oficjalnie przyznając się do posiadania 1842,6 ton. Jeśli zeszłoroczne trendy zostaną utrzymane, to na początku 2018 r. Rosja może wyprzedzić Chiny. Przy tym mało kto ufa w wiarygodność chińskich statystyk. Szacuje się, że Państwo Środka mogło zgromadzić kilkakrotnie więcej złota, niż to oficjalnie deklaruje.

Perspektywy na 2018

W kwestii tzw. fundamentów rok 2018 nie zapowiada jakościowej zmiany. Ujemne realne stopy procentowe w największych gospodarkach rozwiniętych zapewne zostaną utrzymane. Także 10-letnie obligacje skarbowe Stanów Zjednoczonych, Niemiec czy Japonii nie stanowią w mojej ocenie sensownej alternatywy dla skrajnie przewartościowanego amerykańskiego rynku akcji. Zakładam, że w dalszym ciągu będziemy mieli do czynienia z mieszanką finansowej represji i kryzysu nadmiernego zadłużenia. Po 2008 r. świat nie ograniczył dawkowania kredytowego narkotyku. Stało się wręcz przeciwnie — długi państw, przedsiębiorstw i gospodarstw domowych stały się jeszcze większe. Potencjalnym źródłem problemów wciąż pozostaje europejski sektor bankowy siedzący na gnijącej stercie biliona euro niespłacanych długów. Wybuchem wciąż grozi chińska bańka kredytowa, gdzie relacja oficjalnego kredytu do PKB na koniecdrugiego kwartału 2017 r. ustabilizowała się na bardzo wysokim poziomie 213 proc. Władze ChRL usiłują ograniczyć kredytową rozpustę, ale na razie bez jednoznacznych sukcesów. Bank Rozrachunków Międzynarodowych odnotował, że po raz pierwszy od sześciu lat długi chińskich przedsiębiorstw rosną wolniej niż PKB, lecz szanse łagodnego i kontrolowanego delewarowania drugiej największej gospodarki świata nadal oceniam jako niskie. W historii kredytowe bąble na ogół pękały z hukiem, w atmosferze zmasowanych bankructw. No, ale jeszcze nikt nie przerabiał kredytowego cyklu w gospodarce ręcznie sterowanej przez państwo. W globalnej gospodarce w 2018 rok wchodzimy w wyśmienitych nastrojach. Wskaźniki PMI w strefie euro właśnie pobiły historyczne rekordy. Mimo wszystkich mankamentów gospodarki amerykańskiej (bardzo niska aktywność zawodowa, stagnacja produktywności, słabość inwestycji) nie wygląda na to, aby akurat w tym roku Ameryka wpadła w recesję. Za bardziej prawdopodobny termin uważam rok 2019. Istnieje też dobra szansa, że po kilku latach posuchy porządny wzrost gospodarczy powróci na rynki wschodzące (poza Chinami).

Trzy scenariusze na nowy rok

Przy pisaniu jakiejkolwiek prognozy najpierw zastanawiam się, czy to będzie TEN rok. Czyli rok oczekiwanej przeze mnie zapaści systemu finansowego, przy którym wydarzenia z jesieni 2008 r. będziemy wspominać z łezką w oku. Z góry zastrzegam, że nie wiem, kiedy to się wydarzy, więc z automatu przyznaję temu scenariuszowi prawdopodobieństwo w wysokości 10 proc. To nie jest mój scenariusz domyślny, ale mam go zawsze z tyłu głowy. W razie jego realizacji dyskutowanie o cenach złota będzie pozbawione sensu. Wtedy będzie nas interesowała dostępność kruszcu, a nie jego cena. Drugą opcją jest prognozowanie naiwne (zresztą nierzadko całkiem skuteczne). Czyli przyjęcie założenia, że nowy rok będzie podobny do poprzedniego. A zatem bardzo spokojny na rynkach finansowych, z drożejącymi akcjami, wciąż bardzo niskimi stopami procentowymi, umiarkowanie wysokim wzrostem gospodarczym i wciąż (oficjalnie) względnie niską inflacją. Uważam jednak, że kolejny tak spokojny rok z rzędu również jest mało prawdopodobny. Szanse powtórki scenariusza zeszłorocznego wyceniam na maksymalnie 20-25 proc. W tym układzie kurs złota powinien utrzymać się w przedziale 1200-1400 USD/oz. i fluktuować w zależności od zmian notowań dolara. Skoro nie widzimy załamania koniunktury tuż za rogiem i równocześnie wykluczamy utrzymanie stanu „goldilocks” z roku 2017, to za scenariusz bazowy wypadałoby uznać realizację wzorca wynikającego z reguł cyklu koniunkturalnego. A zatem po okresie bezinflacyjnego ożywienia gospodarczego (2014-16) weszliśmy w fazę inflacyjnej ekspansji. Powinniśmy więc obserwować wciąż przyzwoitą dynamikę PKB (ale już raczej nierosnącą), przy coraz wyższej inflacji cenowej i nieco wyższych stopach procentowych. W klasycznym modelu rotacji aktywów to niekorzystny okres dla obligacji oraz raczej słaby czas dla akcji (zwłaszcza na rynkach rozwiniętych). Swoje 5 minut powinny mieć natomiast surowce oraz rynki wschodzące. Rosnąca inflacja i surowcowa hossa powinny sprzyjać zwyżkom cen złota pomimo nieco wyższych stóp procentowych w Rezerwie Federalnej. Nawet jeśli dolar odzyskałby część utraconego w 2017 r. terenu, to złoto powinno zakończyć rok 2018 wyżej, niż go rozpoczęło. Nie spodziewałbym się jednak spektakularnej zwyżki. Co musiałoby się stać, aby notowania kruszcu spadły poniżej 1200-1300 USD/oz.? Sądzę, że równocześnie musiałyby się ziścić trzy warunki. Po pierwsze, świat doświadcza wyraźnego przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Ot, powiedzmy ponad 4 proc. w Stanach Zjednoczonych, powyżej 3 proc. w strefie euro i trwale powyżej 2 proc. w Japonii. Po drugie, wzrostowi temu nie towarzyszyłby wzrost inflacji (tj. utrzymałaby się poniżej 2 proc.) i (po trzecie) mimo niskiej inflacji banki centralne podnosiłyby stopy procentowe. Wtedy notowania złota mogłyby obrać kurs na południe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KRZYSZTOF KOLANY

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Złote zyski nie będą spektakularne