Złotego czeka kryzys, ale tylko przejściowy

Kamil Zatoński
27-08-2004, 00:00

Złoty zakończy rok w dobrej kondycji. Na jesieni przejściowo osłabią go dyskusje nad budżetem i planem Haunsera.

Środowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej o podwyżce stóp procentowych o 50 pkt baz. na chwilę wprowadziła chaos na rynku walutowym. Złoty na krótko się umocnił, by po kilkudziesięciu minutach powrócić do punktu wyjścia. Specjaliści nie mają jednak wątpliwości: w dłuższej perspektywie złoty skazany jest na wzmocnienie. Październik i listopad będą za to najlepszymi miesiącami do sprzedaży walut i zadłużenia się w obcej walucie.

— Poza okresem niepewności, związanymi z głosowaniem wotum zaufania dla rządu Marka Belki, nerwowymi dyskusjami nad przyszłorocznym budżetem i ustawami z pakietu Jerzego Hausnera, kurs złotego będzie rósł. Na koniec roku za euro trzeba będzie zapłacić 4,38 zł, a za dolara 3,62 zł — prognozuje Arkadiusz Garbarczyk, ekonomista BRE Banku.

To tylko korekta

Jeszcze większymi optymistami są Wojciech Kuryłek z Kredyt Banku i Marcin Bilbin z Pekao. Zgodnie twierdzą, że w grudniu wspólna waluta może kosztować nawet 4,20 zł.

— Stopy procentowe będą rosły. Władze monetarne wyznaczyły jasny cel, jakim jest inflacja na poziomie 2,5 proc. i są zdeterminowane w jego realizacji. A każde 100 pkt baz. podwyżki oznacza spadek kursów obcych walut o 8-9 groszy — mówi Wojciech Kuryłek.

— Zbliża się prywatyzacja PKO BP. Nie sądzę, by krajowi inwestorzy zdołali zaabsorbować całą emisję. Środki graczy z zagranicy będą przechodzić przez rynek walutowy, co pozytywnie wpłynie na notowania złotego — dodaje Marcin Bilbin.

— Trzeba też pamiętać, że według kursu złotego z 31 grudnia obliczana jest relacja zadłużenia publicznego do PKB. Rządowi będzie więc zależało na jak najmocniejszej krajowej walucie — zwraca uwagę ekonomista Kredyt Banku.

Analitycy są jednak zdania, że jesienne wydarzenia polityczne przejściowo osłabią złotego.

— Wkrótce na rynku nastąpi korekta, która sprowadzi kurs euro do 4,55 zł — uważa analityk Pekao.

— W październiku i listopadzie za euro trzeba będzie zapłacić 4,55-4,6 zł, a za dolara nawet 3,8 zł — mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Importerzy: cierpliwości

Właśnie ten kurs, zdaniem specjalistów, warto wykorzystać do wymiany i zadłużenia się w euro i dolarze. Eksporterzy powinni się natomiast zabezpieczyć przed spadkiem wartości walut, w których się rozliczają. Importerzy powinni się z kolei uzbroić... w cierpliwość.

— Można próbować w krótkim terminie unikać negatywnego wpływu wahań kursu, ale dłuższa perspektywa złotego jest pozytywna. Dlatego firmom sprowadzającym towary z zagranicy zalecałbym raczej pasywność — mówi Marek Zuber, ekonomista TMS.

Jego zdaniem, euro na koniec roku może kosztować mniej niż 4,30 zł. Mniej straci za to dolar.

— Będzie to oczywiście związane z notowaniami EUR/USD, gdzie spodziewam się kursu na poziomie 1,20. Dolar powinien więc kosztować jakieś 3,50-3,55 zł — dodaje ekonomista TMS.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Złotego czeka kryzys, ale tylko przejściowy