Złoto jako aktywo finansowe nie ma potencjału

opublikowano: 22-09-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Kupno sztabki nie było złym pomysłem. Nie sprawdziło się za to obstawianie wzrostu cen kruszcu na rynku finansowym. Nic też nie wskazuje, by to ostatnie miało się zmienić.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • do jakich poziomów może spaść cena złota
  • dlaczego można się spodziewać jego krótkotrwałego odbicia
  • jaka jest korelacja między złotem a rentownością obligacji
  • dlaczego ostatnio jest zaburzona

Około 40 proc. stopniała w ciągu ostatnich 24 miesięcy wartość jednostek uczestnictwa funduszu PKO Akcji Rynku Złota. Kupuje on akcje spółek powiązanych z kruszcem, więc dzięki tzw. dźwigni operacyjnej jego ruchy są bardziej dynamiczne niż zmiany cen samego metalu. Odzwierciedlają jednak to, co dzieje się ze złotem. W sierpniu 2020 r. jego cena przekroczyła 2060 USD za uncję. Obecnie broni się przed spadkiem poniżej 1660 USD, a rosyjski atak na Ukrainę tylko na krótko wywindował ceny z powrotem powyżej 1900 USD. Wyceny funduszy starających się odwzorować wycenę samego metalu spadły więc w ciągu dwóch lat mniej niż funduszy akcji rynku złota, ale też o duże kilkanaście procent.

- Należy rozróżniać złoto wyceniane w amerykańskich dolarach i innych walutach. Pomijając tych, którzy kupili złoto w trakcie skoku notowań związanego z rozpoczęciem wojny, Polacy posiadający złoto w formie fizycznej raczej nie powinni w tym roku narzekać, gdyż w dużej mierze zrekompensowało im ono utratę wartości złotego – zastrzega Daniel Kostecki, dyrektor polskiego oddziału Conotoxii.

Aby wycena była zrozumiała dla klientów, fundusze zazwyczaj zabezpieczają ryzyko kursowe. Wartość jednostki podąża więc za wyceną kruszcu w dolarach. Trochę inaczej jest z CFD dostępnymi u brokerów foreksowych czy też certyfikatami strukturyzowanymi z GPW. Jedne i drugie pozwalają zarabiać zarówno na wzroście, jak i spadku kursu złota. Ich dolarowa wycena jest korygowana o kurs walutowy, ale nakładające się na to mechanizmy korekty wycen związane ze stosowaną dźwignią powodują, że są to raczej instrumenty do krótkoterminowych spekulacji niż długoterminowego inwestowania.

W kierunku 1200-1300 USD

Dla wszystkich traktujących złoto jako aktywa finansowe, a nie fizyczną lokatę, podstawą są więc notowania w dolarach. Zdaniem naszych rozmówców, te zaś nie mają perspektywy istotnego wzrostu.

- Gdyby korelacja między obligacjami a złotem utrzymywała się w niezaburzonej formie, to kruszec mógłby obecnie kosztować nawet 1200 USD. Kosztuje zaś prawie 1700 USD. Z perspektywy samych stóp procentowych ma więc przestrzeń do o wiele większych spadków niż dotychczas. Powstrzymuje je sytuacja geopolityczna w Europie i niepewna sytuacja gospodarcza w Stanach Zjednoczonych i Europie – twierdzi Daniel Kostecki.

- Wygląda na to, że ostatnia konsolidacja notowań złota będzie przyczynkiem do jakiejś korekty wzrostowej - najpierw do poziomu z lipcowego dołka (1700 USD), a później do 1750-1770 USD. Będzie to więc ruch o około 100 USD w górę, ale później zapowiada się na powrót tendencji spadkowej. Wydaje się ona dość jednostajna. Złoto „łapie dołki” po zmianie notowań o około 100 USD, więc jeszcze w 2022 r. moglibyśmy obserwować nawet 1550 USD. W dłuższej perspektywie widać już formację techniczną podwójnego szczytu i cenę 1300 USD w 2023 r. Gdybyśmy odnieśli to do rentowności amerykańskich obligacji, to również cena 1300 USD byłaby na horyzoncie - zwłaszcza po tym, co ostatnio powiedział Jerome Powell – komentuje Marcin Kiepas, analityk firmy Tickmill.

W środę, 21 września 2022 r. późnym wieczorem czasu polskiego, Jerome Powell, szef amerykańskiego banku centralnego, komentował podjętą tego samego dnia decyzję o podwyżce stóp procentowych o 0,75 pkt proc. Jego wystąpienie zostało powszchnie odebrane jako bardziej jastrzębie niż sama podwyżka. Zaznaczył silne zaangażowanie Fedu w obniżanie inflacji, przypominając, że nie ma na to bezbolesnego sposobu.

Złoto nie płaci odsetek

Wysokość stóp procentowych, a nawet same oczekiwania względem nich przekładają się na rentowność obligacji, czyli ich rynkową wycenę. Gdy na początku sierpnia 2020 r. cena kruszcu wznosiła się na wyżyny, rentowność benchmarkowych, amerykańskich papierów 10-letnich oscylowała w okolicach 0,55 proc. Obecnie wynosi około 3,65 proc.

- Fed rozdaje karty jeśli chodzi o siłę amerykańskiego dolara, ale im wyższe stopy procentowe globalnie, tym dla złota gorzej, bo inwestorzy mogą mieć wtedy dobre okazje do kupna obligacji poszczególnych krajów. Złoto jest trochę substytutem obligacji wtedy, gdy te nie płacą wysokich odsetek. Gdy zaczynają je płacić – czego złoto nie robi – kapitał przesuwa się w stronę ryku obligacji, co tworzy presję na notowania złota – tłumaczy Daniel Kostecki.

Kiedy jednak na początku 2021 r. szlachetny metal krótkotrwale testował poziom 1680 USD, to rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich wynosiła 1,75 proc., czyli połowę tego co obecnie. Złoto jest obecnie wyceniane na tym samym poziomie, co niemal dwa lata temu. Marcin Kiepas stawia tezę, że rynek złota żyje coraz bardziej własnym życiem i zanika korelacja między kruszcem a obligacjami.

- Pamiętajmy, że rekordowa inflacja jest czynnikiem, który powoduje, że więcej ludzi chce lokować swoje oszczędności w złocie traktując je jako zabezpieczenie przed nadmiernym wzrostem cen – mówi Rafał Sadoch, analityk mBanku.

Zwraca on uwagę, że w przeciwieństwie do rynków akcji złoto nie zareagowało na jastrzębie wystąpienie Jerome’a Powella.

- Dotychczasowe spadki cen złota były napędzane agresywną polityką monetarną. Z odpowiedzą na to pytanie, czy czynnik ten przestał działać trzeba jeszcze poczekać, ale być może jest to sygnał, że spadek cen złota z nim związany zbliża się do końca – zastanawia się Rafał Sadoch.

Jego zdaniem podwyżki stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny sprawią, że wzrośnie kurs EUR/USD, co również powinno pomóc złotu.

- Cena złota spada nieprzerwanie od ośmiu miesięcy. To nie zdarza się często i jakiś miesiąc zwyżek powinien w końcu się zdarzyć – uważa Marcin Kiepas, który zasadniczo obstawia jednak spadek do 1300 USD.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane