Złoty na rynkowej karuzeli

Marek Rogalski
02-11-2009, 00:00

O ile jeszcze kilka dni temu powszechnie obwieszczono erę mocnego złotego, a większość zagranicznych instytucji zaczęła celować z prognozami euro poniżej 4 zł na koniec roku, w tym niektórzy podnieśli w górę szacunki tegorocznego wzrostu PKB, to już w minionym tygodniu nasza waluta ponownie zaczęła tracić na wartości. Tym razem inni analitycy zaczęli głośno zwracać uwagę na przewartościowanie aktywów na rynkach wschodzących. Problemy zaczynają mieć także posługujący się analizą techniczną — przebicie w dół poziomu 4,17 zł miało być sygnałem ruchu w stronę 4,05 zł w ciągu kolejnych tygodni. Tymczasem w czwartek rano notowania euro powróciły na stare opory w rejonie 4,28-4,29 zł. Odbicie od nich było dość wyraźne, co sygnalizuje, iż swoisty rollercoaster będzie trwał nadal.

Na rynku finansowym znane jest takie powiedzenie: "trend trwa dopóty, dopóki nie są wyjaśnione jego powody". Niby to oczywiste, bo pieniądze nie leżą przecież na ulicy, ale jak trudne w faktycznej realizacji. Zwłaszcza jeżeli mówimy o analizach wymagających twardych faktów. Mało kto pokusi się przecież o stawianie prognoz na podstawie czystych hipotez. Ta sytuacja dobrze tłumaczy ostatni wysyp pozytywnych rekomendacji dla złotego. Wszystkie czynniki są już znane, karty zostały rozdane.

Teraz inni starają się wskazywać, iż rynki powinny zacząć spadać już we wrześniu, a tylko sezon lepszych wyników amerykańskich spółek uratował byki przed większą przeceną. W rezultacie giełdy były ciągnięte na siłę w górę, a spekulacje w ramach carry trade na aktywach rynków wschodzących i surowcach mogły być nadal kontynuowane. Na giełdzie w Warszawie aktywność popytu (zagranicznego) była widoczna tylko na grupie największych spółek, a średnie i małe spółki od ponad 2 miesięcy poruszały się w trendach horyzontalnych o lekko spadkowym nastawieniu.

Teraz w zderzeniu z twardymi danymi z USA, pokazującymi pogorszenie się nastrojów u konsumentów, zaczęto zastanawiać się, jak gospodarka, która w końcu zacznie być powoli odcinana od masy "kroplówek", poradzi sobie w przyszłym roku. Zwłaszcza że na imponujący wzrost PKB w III kwartale w dużej mierze złożyły się rządowe dotacje do zakupu samochodów i ulgi podatkowe na zakup domów. Spekulacje ryzykownymi aktywami zaczynają pomału wychodzić z inwestycyjnej mody. Rok 2010, a przynajmniej jego pierwsze półrocze, może przynieść poważniejszą korektę. Rosnąca świadomość jej wystąpienia będzie ograniczać potencjalne umocnienie złotego, jakiego na powrót będziemy świadkami w najbliższych tygodniach. I tak rynkowa karuzela kręci się dalej…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Złoty na rynkowej karuzeli